A poza tym księża wzywają do oddawania krwi. Jak to ładnie z ich strony. Swego czasu na jednym posiedzeniu wessałem przez rurkę porcję "kaszanki" od sześciu osób, więc krwiodastwo popieram oboma kciukami. Tylko co im się tak nagle przypomniało, przecież krew jest potrzebna teraz, i zawsze, i od bardzo bardzo dawna? Bo tym razem bomba wybuchła na ich podwórku, ot co.
I czy nie jest to powtórka z rozrywki, którą można było oglądać podczas lustracji kleru. Cóż za cudowne przemiany wówczas było widać, na miarę Kany Galilejskiej - z zaciętych twardzieli stawiających sprawy na ostrzu noża, z miłośników czerni i bieli powychodziły nagle pełne zrozumienia i empatii ludzkie istoty. Bo tym razem bomba wybuchła na ich podwórku.
Więc dopóki księża nie zaczną żyć ludzkim życiem, zamiast zamykać się w spiżowej wieży celibaty i obłudy, nie mają szans na zrozumienie drugiego człowieka. Bomby muszą wybuchać na ich podwórku, inaczej nie potrafią.
EDIT: Krzyk ciszy ma rację. To taki banał, że aż mi wstyd, że to napisałem.