Menu

pattern recognition

inżynieria memetyczna

Zawód: dochujawiacz

mrwisniewski

Kamil Śmiałkowski to ma klawą fuchę. Przysyłają mu dialogi z filmów, a on je dochujawia. Serio! Isn't it cute? But is WRONG! Kamilu, czy nie zaświeciła Ci się lampka ostrzegawcza, kiedy Kot zachwycił się "chujnią z grzybnią z patatajcem"?

Właśnie na sąsiednim blogu obrobiłem recenzję "Grind House" z "Wysokich Obcasów", ale w jednym się z autorką zgadzam - polskie tłumaczenie obesysa.  Bohaterkami GH są zwykłe laski, nie żadne mistrzynie ciętej riposty czy inne Aniołki Wilq'a. Zwykłe laski nie rozmawiają używając wyszukanych konstrukcji (wyszukanych przez Myka w internecie), nie popisują się słowotwórstwem - dlaczego zatem mają takie być w polskiej wersji? Definitely gonna suck - zdecydowanie będzie obsysać, czyli wystarczyłoby staropolskie no to przejebane. Czy coś w tym guście. A nie bonmocik, po którym reszta lasek powinna spojrzeć ze zdziwiemiem na koleżankę i powiedzieć "nigga plz, wtf?". To, że się Gałązce udało z "jesienią średniowiecza" nie znaczy, że każda taka woltyżerka jest ładna i potrzebna. Tłumaczenie nie musi być wierne, ale zwykła ludzka przyzwoitość wymaga oddania klimatu oryginału, a nie dochujawianiu i dośmieszaniu (w czym z kolei specjalizuje się enfant terrible polskiej translatoryki, niejaki Wierzbięta).

Skoro już tak jadę po Kamilu to się jeszcze poczepiam innych rzeczy, które mnie wkurwiają w jego tłumaczeniach: anachronizmów i polonizmów. Te drugie biorą się pewnie z chęci wytłumaczenia prostaczkom jakiś zagranicznych memów przez zrobienie na nich Wierzbięty (który twierdził, że u nas nikt nie skuma, kto to jest prince Justin (as in Timberlake), więc w "Stuhrze 2" dał coś innego). Staram się nie czytać napisów, ale zawsze coś kątem oka wyłapię - na "Death Proof" był to "peweks". W Ameryce. Peweks. I co kurwa jeszcze? PZPR?

Anachronizmy natomiast biorą się z nieuwagi i znowóż chęci takiego tip-top dochujowienia. I wychodzi wtedy taka sytuacja jak w przypadku "Chasing Amy", gdzie jedna z postaci używa - za sprawą Kamila - modnego dziś mema "Mój młody padawanie" (pochodzącego z nowej trylogii Star Wars). Tylko, że za chwilę jesteśmy świadkami rantu gniewnego Afroamerykana, narzekającego na brak Murzynów w SW. Akcja "Chasing Amy" ma bowiem miejsce na długo przed tym Samuelem Jacksonem w roli Mace Windu. I wtedy każdego analnoretentywnego geeka bierze cholera. I po co, po co, po co. (nerdrage! nerdrage!)

A że można, pokazuje przykład znakomitego tłumaczenia pierwszych "Clerks", autorstwa Michała Chacińskiego (DVD znajdziecie wszędzie tam, gdzie są tanie DVD). Polecam.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • kiamil

    Cóż mogę rzec? Skoro Gałązce się udało daj chociaż innym popróbować. Niektórym się podobało. Według Ciebie przesadziłem - ok. Acz to nie do końca ja. Gdy zrobiłem swoje, państwo z Kino Świata stwierdzili, że jeszcze za słabo i dodali swoje. Na to już nie miałem wpływu i poprosiłem jedynie o zmianę mojego podpisu z "Redakcja" na "Konsultacja". A co do reszty Twoich wywodów oszukujesz i to (jak mniemam) w pełni świadomie. Jeżeli przypisujesz mi "Chasing Amy" to równie dobrze powinieneś mi przypisać "Clerks" którymi się zachwycasz. Moja rola przy obu tych tłumaczeniach była dokładnie taka sama - właśnie konsultująco-redakcyjna. Tak więc albo przypieprzasz się do "Amy" i równie mocno chwalisz mnie za "Clerksów", albo pomijasz moją rolę w obu tłumaczeniach. Nie da się być trochę w ciąży. Ścisk.

  • mrwisniewski

    Ojej, masz rację. Tak to jest, jak się pisze z pamięci i we wzburzeniu. W takim razie Twoim grzechem jest jedynie, że te KolCowe (teraz chyba dobrze pamiętam?) wygibasy przepuściłeś. Wybacz nadmierne dopieprzenie, nie było w tym jednak świadomego oszustwa.

    @Cóż mogę rzec? Skoro Gałązce się udało daj chociaż innym popróbować. Niektórym się podobało.

    No wiem. Kotowi. A mnie nie.

    Wydaje mi się, że Gałązka to był strzał w okienko. Ślepej kurze ziarno. Szansa jedna na milion. Wilhelm Tell i jabkło. To, że Wilhelmowi się udało, nie znaczy że inni powinni próbować. Syna trochę szkoda.

  • dokansan

    Śmiałkowski jest wujowym spadańcem, śmierdzi i się nie myje. Wiem, znałem go, jak w Jaszczurach pracował i dał dupy z organizacją tych atrakcji, co je naobiecywał Majkoszowi :P

© pattern recognition
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci