|
inżynieria memetyczna
Blog > Komentarze do wpisu
Panie Lipszyc, wrzuć monetę, ludzki pan
Tymczasem na froncie walki z systemem:
Jak to ujął mój informator "pewnie koleś będzie lost na dłużej niż 24h". Przypomnę, że pakiet Cyfrowego Polsatu z m.in. kanałem AXN kosztuje niecałe cztery dychy miesięcznie. niedziela, 01 czerwca 2008, mrwisniewski
TrackBack
Komentarze
2008/06/01 18:06:07
nigga please, wszystkie animu tez ogladales z oficjalnych dvd releasach ?
2008/06/01 18:18:33
Otóż właśnie nie mam nic przeciwko szarej strefie - w granicach rozsądku. Udostępnianie piratów każdemu przygłupowi z DVD Manta DIVX PLUS TXT za 100 zyka uważam za przegięcie pały, gdyż - jak to już nieraz pisałem - nie uderza to w wielką złą korporację, tylko w polskiego dystrybutora i np. tego małego żuczka, który sprzedaje Polsat Cyfrowy w sklepie na moim osiedlu.
2008/06/01 19:26:21
ale przeciez 'not for sale or rent' to standardowa formula dodawana do wszystkich fansubow. Nie jestem pewny czy takie cos jest rowniez dodawane do tych amatorskich tlumaczen, ale nie ma to wiekszego znaczenia. The point is, ze ci tlumacze nie robia tego dla hajsu i imo nie maja nic wspolnego z procederem sprzedazy divxow, a te wszystkie tlumaczenia skierowane sa do ludzi ktorzy co tydzien sciagaja sobie nowy odcinek Losta czy BSG ale nie bardzo wiedza o czym oni wlasciwie tam mowia.
Swoja droga, czy mamy rok 1999 ze ludzie opychaja plyty pelne divxow ? Slowo honoru, moze nie jestem w temacie, ale nie spotkalem sie z czyms takim od niepamietnych czasow. 2008/06/01 19:36:23
Widzę, że się nie zrozumieliśmy. Przeciętny polski przygłup nie zna języka angielskiego i z tej oto przyczyny może sobie wszystkie torrenty i divixy wsadzić głęboko w anus. Oszacujmy palcem zanurzonym w dupie, że "Lost" (za samo tłumaczenie tego gówna powinni wsadzać) bez napisów jest w stanie zrozumieć 5% procent społeczeństwa. Dzięki naszym tłumaczom-jumaczom ta szara strefa rośnie nagle do 100% (minus analfabeci). I dlatego właśnie dzięki nim (i owszem, robią to dla hajsu, stąd reklamy na ich stronach itp.) proceder jumania staje się powszechny i dlatego ta działalność jest szkodliwa.
2008/06/01 19:47:16
No dobra. To jaka jest roznica pomiedzy polskim przyglupem ktory sciaga Losta z napisami, a nastolatka sciagajaca sobie Paradise Kiss ? Poza popularnoscia obu seriali i tym ze sciagajac losta uszczuplamy dochody z reklam tvp (gasp).
2008/06/02 07:37:59
BTW, na pcoa mam fajny flejmik z kolegą Białym Królikiem o jumaniu i filozofii copyrajtu. Ha, stoję po stronie jumaczy, wyobraź sobie i to w ramach maniakalno-randroidalnej obrony prawa własności. Niemożliwe? W świecie fortun robionych na darmosze wszystko jest możliwe!
2008/06/02 09:28:07
@pcoa (!), flejm(!!!) = spierdalaj, ale masz do przemyślenia:
netto.blox.pl/2008/05/twitter-ofiara-freeconomii.html 2008/06/02 09:58:16
@wysyisback
A w ogóle to zamiast flejmować w rynsztoku jusnetu napisałbyś na ten temat notkę i w ogóle się zdefiniował, który blog masz aktualny bo się zgubiłem. 2008/06/02 12:59:51
@mrw
"I dlatego właśnie dzięki nim (i owszem, robią to dla hajsu, stąd reklamy na ich stronach itp.) " I myślisz, że kolesie prowadzący te strony odpalają choćby ułamek hajsu tłumaczom? 2008/06/02 18:07:56
@MRW
No dobra, to spierdalam bo się nie zgadzasz :-) BTW, Twitter jest ofiarą braku biznesowej zręczności, a nie samego rynku. Przecież na tym polega rola przedsiębiorcy, że utrzymuje firmę na powierzchni w zmieniających się warunkach. Sytuacja dzisiejszej branży medialnej przypomina trochę niedolę tkaczy po wynalezieniu maszyny tkackiej. Ich usługi nagle stały się niepotrzebne. Tak jest obecnie z mediami - stare modele przestają działać, niei daje się na nich już tak dobrze zarobić. Trzeba szukać nowych i to jest ich jedyna szansa. Ja tu nie dywaguję o etyce tylko o prostym układzie przedsiębiorca - rynek. Ten drugi jest jaki jest i albo kombinujesz albo nie jedziesz. Nie jest mi ich szkoda, wręcz przeciwnie. Uważam, że trochę potu, łez i krwi zrobi branży wiele dobrego, odświeży ją. Jeśli chodzi o blogaski to na razie dupa zbita. Do połowy czerwca nie dam rady nic ruszyć ale deklaracja jest taka, że po tym czasie skupiam się na anglojęzycznej EoP. Omlet chyba jest na razie w zawieszeniu, a "Przewagę komparatywną" może czasem uzupełnię o szybką notkę. Na coś muszę się zdecydować. BTW, masz jakiś dobry, okres, bo płodzisz notki niczym byk medalista. 2008/06/02 21:58:04
@I myślisz, że kolesie prowadzący te strony odpalają choćby ułamek hajsu tłumaczom?
Raz - z tego co pamiętam, zamykane były strony z napisami, nie mały Jasio, który sobie coś tam na własny użytek przetłumaczył. Dwa - to jest układ mafijny i w sumie mnie to wali, ile hajsu alfons odpala dziwce, albo diler chemikowi - "sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało". Fakty są takie, że ma miejsce proceder wysoce niemoralny. @ Sytuacja dzisiejszej branży medialnej przypomina trochę niedolę tkaczy po wynalezieniu maszyny tkackiej. Tyle, że maszyna generowała "kontent" - tłumacze-jumacze nie generują niczego. @Ja tu nie dywaguję o etyce tylko o prostym układzie przedsiębiorca - rynek. Zawsze sprawiałeś na mnie, Michale, wrażenie zwolennika kapitalizmu typu dzika Ameryka, w którym konkurencję najlepiej wykosić działając poza prawem. 2008/06/02 22:33:08
@mrw
"Tyle, że maszyna generowała "kontent" - tłumacze-jumacze nie generują niczego. " Nawet ci tłumaczący rzeczy niedostępne w Polsce? 2008/06/02 22:47:06
@Nawet ci tłumaczący rzeczy niedostępne w Polsce?
A znasz kogoś tłumaczącego z np. japońskiego? 2008/06/02 23:58:04
@MRW
" Zawsze sprawiałeś na mnie, Michale, wrażenie zwolennika kapitalizmu typu dzika Ameryka, " A tam, dzika. " w którym konkurencję najlepiej wykosić działając poza prawem. " Ale nie o tym przecież piszę. Nie chodzi o tłumaczy jumaczy, bo to samo zjawisko pojawia się też tam, gdzie ludzie mówią po angielsku i dostają treść po angielsku - tłumacze nie są im potrzebni. Nie będę się zagłębiał, mówiąc że tamten zwolennik darmochy jest ok, a ten nie bo chodzi o coś zupełnie innego. Publiczność przywykła do tego, że dużo treści dostaje za darmo. Słucha radia w zamian za reklamy, ogląda TV według tej samej zasady. Internet wzmocnił ten trend i to niekoniecznie drogami nielegalnymi. Portale oferują darmowe teksty. Gazety wydają dostępne bezpłatnie wydania elektroniczne. Istnieje dużo legalnej, bezpłatnej muzyki, np. w postaci radyj internetowych czy takiego last.fm. Prace naukowe, podręczniki (nowe!) i klasyka literatury, z każdej dziedziny, dosłownie leżą na setkach serwerów i na komputerach. Zupełnie legalnie. Powstało Creative Commons, powstają strony z darmowymi, bardzo dobrymi czcionkami. Istnieją zbiory darmowych stocków, bardzo ładnych (użytych na EoP na przykład). Jest darmocha? Jest. Legalna? To nie ma znaczenia dla samej natury zachodzących zmian. Popatrz na rynek tak jakbyś był Centauryjczykiem i widział go po raz pierwszy. Nie znasz się na ludzkim prawie i nie wiesz, która darmocha jest legalna, a która nie jest. Dzięki temu widzisz jednak sedno problemu - konsumentów, którym zmieniło się nastawienie do kopiowania i darmowej treści. Tak jak zmieniło im się gdy powstała kaseta magnetofonowa. Co widzisz po stronie biznesu? Jedni walczą w sądach, inni się poddają, jeszcze inni wymyślają skuteczne sposoby na zarobek w nowej rzeczywistości. Biznes jest biznes - nie ma znaczenia dlaczego ktoś do darmochy przywykł, liczy się tylko to, że trzeba go teraz przekonać do zapłacenia za korzystanie z czegoś, co może mieć w innych warunkach za darmo. Da się to zrobić ale wymagania są wysokie - trzeba być po prostu utalentowanym przedsiębiorcą. Na mnie tacy goście zarabiają, bo np. kupowałem muzykę na bleepie, zapłaciłem za Radiohead, kupiłem też "krążek" Saula Williamsa. Tyle, że jestem w nielicznej mniejszości. Jeśli coś może być skopiowane bez kosztu, to zarabianie na każdej takiej kopii staje się niemożliwe i trzeba przyciągnąć kasę inaczej. Reklamami, subskrypcjami, fizycznymi kopiami lepszej jakości (Nine Inch Nails), jakokąkolwiek inną wartością dodaną (np. archiwa artykułów). Da się, tylko trzeba chcieć. Etyka idzie w tym wszystkim zupełnie osobno, bo niewielu ściągaczy jumaczy w ogóle patrzy na kwestię ze strony filozoficznej. Moje wątpliwości co do copyrajtu zasadzają się na różnicy pomiędzy kopią pomysłu, a kopią fizycznego przedmiotu. Własność intelektualna istnieje ponieważ owdrócony został naturalny kierunek od zjawiska rzadkości do instytucji własności. W przypadku kopyrajtu czy patentów, rzecz działa w drugą stronę - ponieważ chce się stworzyć analog właności, tworzy się analog rzadkości w postaci ochrony prawnej. Niestety, własność intelektualna wchodzi często w konflikt z własnością tradycyjną. Jeśli nie mogę na własnym laptopie skopiować na kupioną przez siebie pustą płytę innej płyty, oryginalnej i też legalnie kupionej, to ktoś właśnie ograniczył moją władzę nad co najmniej trzema przedmiotami będącymi moją własnością. Coś jest nie tak, mamy walkę dwóch kategorii. Idę spać, pewnie jutro coś jeszcze wymyślę. 2008/06/03 00:37:08
Swoją drogą to ostatnio Amerykanie i insze ludzie z zachodu jumają z torrentów serialowego "Wiedźmina" z chujowymi napisami. A jeden amerykański serwis filmowy napisał nawet, że "Wiedźmin" jest dla fantasy tym, czym filmy Sergia Leone dla westernu. A Żebrowski to nowy Toshiro Mifune.
|
|
Pomimo ze wszelakie polskie tlumaczenia poteznie ssa palke to jednak troche mi ich szkoda, tj. tych 'tlumaczy' co ciagaja po sadach.