|
inżynieria memetyczna
Blog > Komentarze do wpisu
No to co, że pada
Srsl, guyz. niedziela, 07 czerwca 2009, mrwisniewski
TrackBack
Komentarze
ausir
2009/06/07 13:37:59
Mój kumpel wygarnął dzisiaj babci, że nie chce jej się iść na wybory, to poszła i zagłosowała na PiS. I teraz mu głupio.
2009/06/07 15:07:45
@ausir
Trudno, frekwencja też się liczy. Ntb mam w pracy paru "ekspatów" z Krakowa. Niby rozsądni, ale jak który nie głosuje na PiS to dlatego, że na Libertas... 2009/06/07 15:20:43
zawsze można zdążyć przed deszczem. I stwierdzić, że trzy 150 kilowe dzierlatki i dwóch ciuli w trójrzędowych gajerkach jako komisja wyborcza nijak nie podnoszą prestiżu tej imprezy.
2009/06/07 16:36:27
A ja mam i to nawet nie wymówkę tylko uzasadnienie. Ale za to nie mam czasu, żeby o tym napisać.
2009/06/07 16:40:36
@A ja mam i to nawet nie wymówkę tylko uzasadnienie. Ale za to nie mam czasu, żeby o tym napisać.
Ludzie z "uzasadnieniem" ostatnim razem wysłali Giertycha do Brukseli. 2009/06/07 17:17:16
@No właśnie tym razem nawet nie ma przeciw komu zagłosować.
PiS-PO-Libertas? 2009/06/07 17:19:11
Spacer inżynierze, to wartość sama w sobie. A połączony ze skreśleniem wszystkich bęcwałów ma dodatkowy walor poprawiający samopoczucie.
2009/06/07 17:49:15
@braineater
"I stwierdzić, że trzy 150 kilowe dzierlatki i dwóch ciuli w trójrzędowych gajerkach jako komisja wyborcza nijak nie podnoszą prestiżu tej imprezy." No bez jaj, co Cię obchodzi ich uroda? 2009/06/07 18:14:45
@mrw
"Ludzie z "uzasadnieniem" ostatnim razem wysłali Giertycha do Brukseli." Mniej szkodliwy tam niż na Wiejskiej. 2009/06/07 18:54:46
@braineater
"połączony ze skreśleniem wszystkich bęcwałów ma dodatkowy walor poprawiający samopoczucie" Jeśli skreśliłeś wszystkich bęcwałów, to do dupy z takim głosowaniem. 2009/06/07 19:21:33
@MRW: PiS-PO-Libertas?
Libertas to przecież jakieś małe prosiaczki, PiS nie większe, a znowu PO nie takie straszne, żeby opłacało się dla ich powstrzymania głosować na SLD, bo w sumie różnica zbyt niewielka. @krwawy: Mniej szkodliwy tam niż na Wiejskiej. Czy ja wiem... Tu by nam robił jakąś epsilonową żenadę w skali lokalnej; tam nam robi jakąś epsilonowszą (bo hukers?) żenadę w skali europejskiej. Nawet nie wiem jak to porównać. @braineater: Spacer inżynierze, to wartość sama w sobie. Kiedy nie lubię. Może po siedemdziesiątce... 2009/06/07 19:41:57
@ Urbane
Jakieś uzasadnienie? Bo ja mam takie, że póki nie ma partii opowiadającej się za tym, czego oczekuję, czyli delegalizacją podatków, kontrolą rozrodczości, likwidacją 90% instytucji państwowych i społecznych i ograniczeniem działalności państwa do machania flagą i śpiewania hymnów, to będę lujów równo skreślał do końca życia. 2009/06/07 19:50:42
@braineater
W00t? ciągniesz nam nogę? Korwinizm on my pattern recognition? 2009/06/07 19:55:29
Korwinizm łamane przez Chińska Republika Ludowa :) Co w sumie na mniej więcej jedno wychodzi;)
2009/06/07 19:57:39
nie korwinizm (brydżyści to najgorsza rasa ludzi), tylko wrodzona niechęć do instytucjonalności wszelakiej, zwłaszcza narodowej. Nikt nigdy mi nie potrafił wytłumaczyć potrzeby budowania instytucji w sytuacjach, gdzie dwóch ludzi dogadałoby się w minutę (czyli w praktycznie wszystkich sytuacjach) i dlatego też skreślenie wszystkich, jest cichym głosem sprzeciwu wobec świata, co się zjebał w zupełnie niewłaściwą stronę. A kontrola narodzin, to dla własnego dobra, bo im mniej ludzi w wyścigu o michę i dach, to tym lepiej.
2009/06/07 20:04:06
@braineater: nie korwinizm
Tak się oszukuj. Idź na wykop.pl to poklepią Cię po pleckach. Może mieliby małą zawiechę przy słowie "kontrola", ale to o wyścigu o michę rozwiałoby wszelkie wątpliwości. Dobrze się kamuflowałeś :-) 2009/06/07 20:09:05
nie wydaje mi się, żebym się w ogóle kamuflował, ale niech Ci będzie. Klepania po pleckach strasznie nie lubię, chyba, że w wykonaniu żony. A na co dzień wystarcza mi dwuosobowe państwo brejniterskie, otrzymujące oziębłe stosunki z pozostałymi organizacjami narodowymi.
2009/06/07 20:13:28
@brain: nie wydaje mi się, żebym się w ogóle kamuflował, ale niech Ci będzie.
Oj, żartuję przecież. Było już sporo dyskusji w okolicy w takich różnych tematach i jakoś nie pamiętam, żebyś się kiedyś zdradził z takimi... poglądorami :-) @: A na co dzień wystarcza mi dwuosobowe państwo brejniterskie O! To może na Waszych ziemiach już wybudowaliście te autostrady, bo u nas ciągle słabo jakoś. 2009/06/07 20:20:16
na naszych ziemiach problem autostrad nie istnieje w ogóle, bo jesteśmy państwem, w którym motoryzacja przegrała z roweryzacją, a transport na dalsze odległości zapewnia kolej zarządzana nieudolnie przez państwa ościenne, lub lotnictwo, zarządzane nieco udolniej przez przedsiębiorców prywatnych :)
a poglądowo, to się chyba nigdy nie ścięliśmy, różnice jakieś wyszły tylko przy zakresie wolności w dyskusji o fajkach (ale to nie dam głowy czy z Tobą też) i w czasie ping-ponga u WO na temat dragów, gdzie raczyłeś poetycko podważyć moje zdrowie intelektualne :) 2009/06/07 21:56:04
@braineater
"a transport na dalsze odległości zapewnia kolej zarządzana nieudolnie przez państwa ościenne," Tja, bo jakby kolej oparta była na dogadaniu się dwóch osób, to by lepiej działała. " lub lotnictwo, zarządzane nieco udolniej przez przedsiębiorców prywatnych" Bo lotnictwo to sobie w ogóle bez "budowania instytucji" radzi. @inz.mru "znowu PO nie takie straszne, żeby opłacało się dla ich powstrzymania głosować na SLD, bo w sumie różnica zbyt niewielka" Jest jedna różnica zasadnicza - SLD da swoje głosy PESowi, a PO - chadekom. To jednak COŚ znaczy (albo ja tylko mam taką nadzieję...) Also - jak szedłem glosować, nie padało. 2009/06/07 22:03:14
@ Tja, bo jakby kolej oparta była na dogadaniu się dwóch osób, to by lepiej działała.
si, as in - stary, możesz mnie podwieźć, oddaję kasę za wachę i czas. Gdzie tu miejsce dla instytucji? 2009/06/07 22:04:06
@
si, as in - stary, możesz mnie podwieźć, oddaję kasę za wachę i czas. Gdzie tu miejsce dla instytucji? No jasne. I sami sobie tory położycie. 2009/06/07 22:06:53
jeśli zbierze się x osób, którym te tory dokądś będą potrzebne, na tyle, by wyłożyć na to kasę, to czemu nie? Nadal da się to załatwić bez instytucji, statutów i regulaminów (w idealnym modelu oczywiście)
2009/06/07 22:13:36
@jeśli zbierze się x osób, którym te tory dokądś będą potrzebne, na tyle, by wyłożyć na to kasę, to czemu nie? Nadal da się to załatwić bez instytucji, statutów i regulaminów (w idealnym modelu oczywiście)
Chyba na blogu Korwina. 2009/06/07 22:20:26
matkobozka, macie jakiś blok mózgowy z tym Korwinem, czy co? Jak już ktoś nie koniecznie ma wiarę w instytucje oparte na czymś więcej niż kasa i wspólny interes, to od razu wpada w kategorię ciul w muszce?
2009/06/07 22:40:08
@Jak już ktoś nie koniecznie ma wiarę w instytucje oparte na czymś więcej niż kasa i wspólny interes, to od razu wpada w kategorię ciul w muszce?
Jeśli dotyczy to torów kolejowych to tak:D 2009/06/07 22:47:46
Spiesze doniesc, ze ruszenie dup w Szwecji skonczylo sie tym, ze Piratpartiet zdobyla 7,5% i bedzie miala 2 poslow w Brukseli/Strasbourgu.
2009/06/07 22:58:26
@ Jeśli dotyczy to torów kolejowych to tak:D
ok, to przynajmniej wiem, na czym stoję, jak się wychylam z poglądorami :) 2009/06/07 23:07:51
A propos korwinizmu, to zabolały mnie sondaże nt gimnazjalnej grupy wiekowej, czyli 18-24. W tej grupie wyborców UPR ma 4.8%, gee. Podobnie miasta pow. 500tysi - tam 3%
Borze uchowaj nas przed głosowaniem przez internet, wtedy jakby pryszersy nie musiałby wychodzic za fajerłola, żeby zagłosować, to by dopiero było. 2009/06/07 23:08:11
@brain: Jak już ktoś nie koniecznie ma wiarę w instytucje oparte na czymś więcej niż kasa i wspólny interes, to od razu wpada w kategorię ciul w muszce?
Emo na ciula w muszce to masz tutaj Ty*, ale w sumie rozumiem Twój ból, bo ciul w muszce będąc ciulem i będąc w muszce jest ciulem w muszce. Oni nawet w tym UPR mają do niego jakis taki hate&love -- bo niby wiedzą, że to on im robi główne publicity, ale z drugiej strony wstyd się z nim na mieście pokazać. Moje zaskoczenie co do poglądorów jest u mnie chyba równie wielkie co u Ciebie, bo zawsze łączyłem ich genezę z myśleniem "tak jest mądrze i logicznie i prosto i logicznie i nie będzie mi mama... to znaczy państwo mówiło z kim mam się kolegować". Zaskoczeniem jest możliwość genezy via "yo, dawg, mam tu blanta i kasetę z Marleyem, ty mi zoperujesz dzieciaka, a cię podrzucę do Katowic, pasi?". Człowiek uczy się całe życie. @: jeśli zbierze się x osób, którym te tory dokądś będą potrzebne, na tyle, by wyłożyć na to kasę, to czemu nie? Wydrukowano ogłoszenie, że sprzedaje ktoś lokomotywę... będę zbierał chrust... będę żył jak król! *) Droga poradnio, chciałbym tu użyć meme "a współczuć to należałoby tobie", ale nie wiem jak. 2009/06/07 23:11:16
@: A propos korwinizmu, to zabolały mnie sondaże nt gimnazjalnej grupy wiekowej, czyli 18-24. W tej grupie wyborców UPR ma 4.8%,
E... to zawsze było wiadomo, bo to takie małojasiowe poglądy. Tego... sorry brain :-) @: Podobnie miasta pow. 500tysi - tam 3% Ale tak w całej populacji? To pierwszy raz widzę. Chyba jakiś bias. urlplease. 2009/06/07 23:22:17
@: E... to zawsze było wiadomo, bo to takie małojasiowe poglądy
To, że upr ma w tym przedziale wzięcie (a bodaj im młodziej, tym większe), ale nie wiedziałem, że aż 5%. Obstawiałem, ja wiem, 2, 3 top? @: Chyba jakiś bias. urlplease. No tak mówią sondaże z tvn24. www.tvn24.pl/0,10455,0,1,raport.html upr wieś: 1.3% do 100tys: 0.5% 100-499tys: 0.6% 500tys+: 3.1% 2009/06/07 23:22:34
@E... to zawsze było wiadomo, bo to takie małojasiowe poglądy. Tego... sorry brain :-)
Ale to by wyjaśniało zamiłowanie kol. Braineatera do literatury młodzieżowej. 2009/06/07 23:28:32
@"Jest jedna różnica zasadnicza - SLD da swoje głosy PESowi, a PO - chadekom."
Kumpel się wahał między SLD a UPR - przekonałem go do SLD mówiąc, że w ten sposób głosuje na PES (bo jest fanem Pro Evolution Soccer). 2009/06/07 23:43:37
@ Zaskoczeniem jest możliwość genezy
Nie wiem czemu zaskoczeniem? Łatwiej Ci się rozmawia twarzą w twarz z kimś (kolwiek), kto reprezentuje samego siebie, czy z z kimś (kolwiek), komu się wydaje na podstawie bumażek i ukazów, że reprezentuje jakąś (kolwiek) instytucję? Bo mnie doświadczenie własne (niewielkie, fakt) podpowiada, że szansa dogadania się 1 na 1 jest kilkakrotnie większa niż w przypadku rozmowy 1 na 1 (plus n nieskończonych bytów generowanych przez instytucję) i dlatego też postawiony przed wyborem, zawsze będę preferował te pierwszą formę @ mądrze i logicznie i prosto i logicznie to nie są kategorie, które przypisywałbym wyborom politycznym. Jedyna ważna dla mnie kategoria polityczna, to raczej: z dala od progu mojej chaty możecie sobie pourywać łby ku uciesze gawiedzi. Ale za progiem - wypierdalać. Mnie polityka nie jest potrzebna do budowania sobie własnego, dwuosobowego dobrobytu i miałbym ochotę, żeby było vice versa (nierealne, wiem, ale jedynym chyba sposobem na wyrażenie tego poglądora, jest skreślenie wszystkich delegatów do instytucji politycznych. Znaczy - nie wpadłem na inny, jestem otwarty na propozycje). @ E... to zawsze było wiadomo, bo to takie małojasiowe poglądy. Tego... sorry brain :-) 1 - kategoria dojrzałość to też nie jest kategoria, która w jakikolwiek sposób przystawałaby mi do wyborów politycznych. Czytając sondaże, wrzuty blogowe forumowe i opinie ekspertów, nie mogę się pozbyć wrażenia, że jedyne, co rządzi takimi wyborami, to czyste emo, nawet u tak zażartych kibiców gry politycznych, jak WO. Moim emo więc jest wypierdalać, a mechanizm głosu nieważnego umożliwia mi jego wyrażenie. 2 - pliz, nie przepraszaj mnie, w dodatku kolejny raz. Ustalmy sobie raz na zawsze, że nie powstała jeszcze skuteczna metoda na obrażenie kogoś (mnie) w necie. Wszelakie flejmy i pingpongi są czystą rozrywką, a złośliwe grepsy pod adresem rozmówców, są tylko jedną z form tejże rozrywki. @ Ale to by wyjaśniało zamiłowanie kol. Braineatera do literatury młodzieżowej. A ty to mi tego peanu pochwalnego na cześć Radia to jeszcze długo nie zapomnisz, co?:) Ale jeśli ma cię to w czymkolwiek pocieszyć, to tak - jestem infantylny, niedojrzały, doskonale się z tym czuję i mam nadzieję, że do końca życia mi nie przejdzie. 2009/06/08 00:09:49
@:brain: Nie wiem czemu zaskoczeniem?
Nie zrozumieliśmy się. Takie poglądory ogólnie nie są dla mnie zaskoczeniem. Zaskoczeniem jest tylko ich pochodzenie. Zawsze, aż do dzisiaj, myślałem, że to wykwit kolektywnej asperger-jaźni studenckiego matołectwa; widzę że równie dobrze może dotknąć ustatkowanych elo-ziomali. Dziwne połączenie grup, to się dziwię. @: Bo mnie doświadczenie własne (niewielkie, fakt) podpowiada, że szansa dogadania się 1 na 1 jest kilkakrotnie większa niż w przypadku rozmowy 1 na 1 (plus n nieskończonych bytów generowanych przez instytucję) W praktyce takie dogadanie 1:1 nazywa się samodzierżawiem i faktycznie jest bardzo fajne gdy znasz brata, ciotki wujka szwagra. @: to nie są kategorie, które przypisywałbym wyborom politycznym. A jednak. Młodzieżówka jest tak bardzo podekscytowana złożonością świata poza pokojem dziecinnym, że z otwartymi ramionami wita każdego, kto zapoda: to jest proste -- wolny rynek, 2+2, kto ma rację? wujek Korwin. Możesz przestać się bać, społeczeństwo to system (zobacz tooltip), a my mamy dekompiler. @: z dala od progu mojej chaty możecie sobie pourywać łby ku uciesze gawiedzi. Ale za progiem - wypierdalać. A tu masz punkt wspólny, bo do tej pory identyfikowałem to (dzięki Amatilowi) z "mamo nie wchodź do mojego pokoju!" @: kategoria dojrzałość to też nie jest kategoria, która w jakikolwiek sposób przystawałaby mi do wyborów politycznych. Tu nie chodzi o jakąś uogólnioną dojrzałość, tylko właśnie o takie "jak się zbiorą pasażerowie i każdy przyniesie po jednym torze to zrobią PKP". Owszem tak to można opisać, tyle, że dochodzi do tego tyle pobocznych niemałojasiowych pierdół, że w praktyce dochodzi do powołania instytucji państwowych (lub Susan). @: pliz, nie przepraszaj mnie, w dodatku kolejny raz. pliz, pliz. Myślisz, że można kogoś w internecie przeprosić? Przecież to było, że użyję Zabronionych Metafor, rozpaczliwe dośrodkowanie, które przechwycił główny napastnik boiska, biegnie, sytuacja jeden na jednego, strzela, gol! 2009/06/08 00:41:44
@dośrodkowanie, które przechwycił główny napastnik boiska
Może jednak lepiej, żeby pozostały zabronione? 2009/06/08 04:20:26
To prawda. Rzeczywiście, korwinizm i różne jego części są niesamowicie popularne wśród ludzi w moim wieku, t.j. aktualnych 19 - 20 latków. Lubię słuchać, jak w towarzystwie ludzie odpalają moją ulubioną bajkę pt. "unia jest zła". "Dlaczego?" "Bo to socjalizm i nie ma tam miejsca dla Polski".
Ale pomimo takich bredni, może mi ktoś jasno i kwieciście napisać coś o całym korwinie i debilizmie jego poglądów (okej, to że każe kobietom wracać do kuchni i chce zabrać im prawa wyborcze to już słyszałem). Chodzi mi o subtelny dossier; czemu tutaj, u WO i barta wszyscy tak bardzo jebią korwina. 2009/06/08 05:25:47
@braineater +transport&korwinizm
I dlatego, że rynek wszystko najlepiej sam reguluje, jedno z najbardziej sensownych regionalnych połączeń lotniczych - a więc bezpośredni lot Kraków-Gdańsk - nie istnieje? Weż lala, nie pierdol. Also: połączenia kolejowe - jak kolej ma się opłacać, to zostanie nam to, co śmiga po CMK. Również: autobusy, metro, tramwaje - gdyby nie "instytucje" to by ich nikt nigdy nie wybudował. Poza tym: gdyby KZK GOP nie było fundowane z podatków, to byś do dupy dojechał. @lablin "może mi ktoś jasno i kwieciście napisać coś o całym korwinie i debilizmie jego poglądów" Że w idealne okrągłym kraju to i owszem, w praktyce - w chuj ludzi będzie wykluczonych (a zwolennicy krowinizmu, freetardzi, linuksiarze bez grosza przy dupie - będą w tym systemie wykluczeni i będą tego systemu ofiarami w pierwszej kolejności). 2009/06/08 08:59:19
@Że w idealne okrągłym kraju to i owszem,
No ja nie wiem czy korwinizm by się nawet w SimCity sprawdził. 2009/06/08 09:02:50
@jeśli zbierze się x osób, którym te tory dokądś będą potrzebne, na tyle, by wyłożyć na to kasę, to czemu nie?
Jak się zbierze x osób to jest potrzebna instytucja, bo i inaczej "gdzie kucharek sześć". @A na co dzień wystarcza mi dwuosobowe państwo brejniterskie, pasożytujące na państwie wokół-ościennym. Taki tasiemiec. Albo glista. Ludzka. 2009/06/08 09:32:10
@ W praktyce takie dogadanie 1:1 nazywa się samodzierżawiem i faktycznie jest bardzo fajne gdy znasz brata, ciotki wujka szwagra.
Ej no, kolejny z fetyszem na nepotyzm? Serio, ludzie raczej sami z siebie chcą się dogadywać, nawet jeśli się nie znają i zarabiać, wystarczy im przedstawić konkretną ofertę, która jest warta ich czasu. I to jest jakby cały problem. W momencie, kiedy zaczyna się wtrącać instytucja, nawet najbardziej korzystne oferty nikną, bo coś tam - bo zarobi tylko jeden, a inny nie, bo napisany sto lat temu paragraf broni, bo pan prezes ma kaca, bo chuj i bo muj. W sytuacji jeden na jeden, jak już kogoś przekonam, to wszystko toczy się gładko, w sytuacji 1 vs instytucja, nawet jak kogoś przekonam, to potem się okazuje, że należałoby zmienić statut i regulamin, żeby cokolwiek ruszyło. Mnóstwo zbędnego wysiłku, tylko po to, by uzyskać taki sam efekt, jak po 5 minutach rozmowy z odpowiednim człowiekiem, rozpoczętej od "za ile $ by pan/pani, coś...," ewentualnie od "co mogę zrobić, żeby pan/pani coś...?" @ "mamo nie wchodź do mojego pokoju!" Coś w tym może być, choć raczej nie toczyłem takich bitew z rodzicami, bo nie było potrzeby. Może to bardziej wersja "proszę, żeby pan z wąsem tu nie wchodził i mi nie sprzątał, bo sam sobie posprzątałem i jest tak, jak ma być", ale mechanizm jest chyba podobny. @ dochodzi do tego tyle pobocznych niemałojasiowych pierdół, że w praktyce dochodzi do powołania instytucji państwowych (przy okazji chyba odpowiedź dla Eliego) Rozumiem, że na pewnym poziomie komplikacji, nie da się wszystkiego załatwić, w taki sposób, jak to opisałem powyżej i mam świadomość, że moja "zmowa na tory", to utopia (choć klasyka westernu uczy, że sporo pierwszych tras tak powstawało), ale całe to rozumienie i świadomościowanie za chuja mi się nie przekłada na akceptację faktu, że tak_musi_być. Naiwna wiara w to, że ludzie zawsze chcą się dogadać i zarobić, poparta doświadczeniem (jak wspominałem - niewielkim), z którego wynika, że dogadać się można z absolutnie każdym, jeśli da mu się zarobić, wybitnie mi w tym przeszkadza. a "ustatkowany elo ziom" to dam sobie na urnie z prochami wygrawerować :) 2009/06/08 11:26:32
@braineater
"nawet jak kogoś przekonam, to potem się okazuje, że należałoby zmienić statut i regulamin, żeby cokolwiek ruszyło" Gdyby było inaczej, to dwóch inteligentnych ludzi - choćby ja i inżynier Mruwnica - by się dogadało mniej więcej tak: słuchaj, reszta albo gra w brydża, albo jest nieprzytomnie upalona jakimś świństwem - bierzemy kasę i w nogi, nikt nie pilnuje, nie ma żadnych wymagań typu "wypłata tylko po akceptacji zarządu". Problem cały polega na tym, że tam, gdzie jest wielu ludzi i jakieś wspólne pieniądze, tam niestety nie ma powodu, żeby ci ludzie ufali sobie nawzajem na ładne oczy. "(choć klasyka westernu uczy, że sporo pierwszych tras tak powstawało)" NIBY KTÓRA KONKRETNIE? Cała historia infrastruktury transportowej USA to historia decyzji federalnych lub stanowych. Wliczając w to budowę transkontynentalnych linii kolejowych, które znamy z westernów. @labil "Chodzi mi o subtelny dossier; czemu tutaj, u WO i barta wszyscy tak bardzo jebią korwina." Proste wyjaśnienie - korwiniści proponują utopijne rozwiązania, ktorych nikt nigdy nigdzie nie wypróbował z wynikiem pozytywnym. Samo w sobie to nie jest złe, ale do tego twierdzą oni, że są "konserwatystami" i ta utopia ma być powrotem do jakichś sprawdzonych wzorców. Otóż żeby się na to nabrać, trzeba ogólnie być człowiekiem bardzo słabo oczytanym. Powiedzmy, taki pogląd, że linie kolejowe albo autostrady mogą powstawać w taki sposób, że prywatni przedsiębiorcy sami się z siebie zbiorą, wykupią działki, pobudują infrastrukturę a na koniec będą pobierać opłaty - może być przekonujący tylko dla kogoś, kto nie czytał nic o historii transportu. 2009/06/08 11:32:32
@braineater
"kategoria dojrzałość to też nie jest kategoria, która w jakikolwiek sposób przystawałaby mi do wyborów politycznych" A to dlatego, że sam jesteś niedojrzały. Dojrzałość to jest coś, czego się nabywa w interakcjach społecznych. Ty należysz do pewnego odsetka ludzi, którzy na progu dorosłości zamiast się rozwijać, zatrzymałeś się na etapie komediowych kreacji Setha Rogena - takich, którym wystarcza konsola do gier, kontakt do dealera i jakieś proste źródło dochodów. Nie umiesz sobie nawet wyobrazić, jak mogłoby wyglądać coś takiego, jak grupa parudziesięciu sąsiadów wspólnie umawiających się w dowolnej kwestii, więc Twoje wyobrażenia o instytucjach społecznych są infantylne jak u gimnazjalisty ("skoro dwóch ludzi się może dogadać, za ile jeden drugiego podrzuci do Katowic, to pociąg Intercity powinien powstać tak samo, tylko więcej ludzi przyszłoby na zebranie w sprawie budowy pociągu Intercity"). 2009/06/08 11:50:22
@ Gdyby było inaczej, to dwóch inteligentnych ludzi - choćby ja i inżynier Mruwnica - by się dogadało mniej więcej tak: słuchaj, reszta albo gra w brydża, albo jest nieprzytomnie upalona jakimś świństwem - bierzemy kasę i w nogi, nikt nie pilnuje, nie ma żadnych wymagań typu "wypłata tylko po akceptacji zarządu".
A to jest chyba w ogóle centrum tego problemu: zakładanie złej woli na dzień dobry. Nie znam ani Ciebie, ani inżyniera, ani mrw (w sensie nie jesteśmy kumplami i nic o was tak praktycznie nie wiem), ale gdybym miał Wam do zaproponowania kokosowy interes z sensownym biznesplanem (np wprowadzanie opłat za komenty na blogu), to przecież nie zakładałbym od samego startu, że jesteście jakimiś perfidnymi chujami, które chcą mnie wyruchać i zniknąć z kasą. Ja wiem, we krwi narodowo mamy, że człowiek człowiekowi chujem, ale nie wierzę, nie chcę wierzyć, że każdy każdemu. Wiedząc tyle o Was, co z notek i komentów, spokojnie bym zakładał, że jeśli plan nie byłby tak kokosowy, jak mi się zda, to byście mi o tym powiedzieli, zupełnie normalnie, typu 'chyba cie pojebało', a jeśli miałby szanse przynieść zyski nam wszystkim, to byście w niego weszli. Nie wydaje mi się, że byłby jakiś większy problem z tym, żeby się dogadać w chwili, gdybyśmy na spokojnie ustalili podział obowiązków i zysków. Rozumiem, że wszystkie dobre fabuły sprowadzają się do konfliktu o jakiś towar (kasa, samica, prestiż), tylko nie bardzo wiem, czemu akurat zawsze musi być konflikt, skoro kompromis zazwyczaj wymaga mniejszego nakładu pracy, a na dłuższą metą gwarantuje bardziej sprawiedliwy podział (na prostej zasadzie - skoro Ty nie byłeś chujem w stosunku do mnie, to ja nie mam powodu, żeby Cię w jakiś sposób oszukiwać na naszym wspólnym interesie). @ NIBY KTÓRA KONKRETNIE? Nie mój topik, więc chętnie dam się wyprowadzić z błędu, ale zapamiętane mam (nie bardzo pamiętam za to skąd), że tak do pierwszej wojny światowej historia usańskiej kolei, to historia zmagań pomiędzy prywatnymi właścicielami linii, a rządem, który w końcu wziął i znacjonalizował kolej. 2009/06/08 11:55:58
@ludzie dobrej woli
Ja się wychowałem na komiksach Franka Millera i wiem, że ćpun sprzedaje ćpuna: widziałem braci, mężów, narzeczone, przyjaciół od serca i forever, i zawsze była sytuacja, że z człowieka, o którym się w życiu byś nie spodziewał wychodzi Ołtarzeska i kupuje cały schab. 2009/06/08 12:00:14
osz fak, Michale, a kto na boha, każe Ci robić dile z ćpunami? Albo z rodziną? Mówimy o normalnych biznesach, między normalnymi ludźmi, z wykluczeniem powiązań rodzinnych, bo rodzina wprowadza za duże emo w całe zagadnienie i faktycznie potrafi skomplikować nawet najprostszą sytuację.
2009/06/08 12:00:29
@braineater
"Nie mój topik, więc chętnie dam się wyprowadzić z błędu, ale zapamiętane mam (nie bardzo pamiętam za to skąd), że tak do pierwszej wojny światowej historia usańskiej kolei, to historia zmagań pomiędzy prywatnymi właścicielami linii, a rządem, który w końcu wziął i znacjonalizował kolej." Twoje luki w mózgu są przerażające. To, co zapamiętałeś, to jedna wielka bzdura; nie mogłeś jej zapamiętać z żadnego westernu. 2009/06/08 12:05:05
@braineater
"skoro Ty nie byłeś chujem w stosunku do mnie, to ja nie mam powodu, żeby Cię w jakiś sposób oszukiwać na naszym wspólnym interesie" Wszelkie interesy które nie są "dilami życia" odbywającymi się na pufach w hotelu Mariott mają to do siebie, że trwają sporo czasu - wymagają wielu ustaleń, wielu kompromisów, odbywają się w zmiennych okolicznościach i są zazwyczaj obarczone sporym ryzykiem, że niewiele wyjdzie a kasę na prowadzenie jakichś tam działań trzeba wyłożyć. To wszystko sprowadza się do tego, że pojawiają się nerwy. A tam gdzie są nerwy - tam są nieporozumienia, niejasności, podejrzenia, itd. Co więcej - naturalnym jest, że w interesach zazwyczaj występuje spora dysproporcja sił i gdyby nie rozmaite uregulowania prawne, które nie dopuszczają np. działania na własną szkodę - silniejsi ruchaliby słabszych w imię bzdurnego wyobrażenia, że nie ma lepszej okoliczności niż ta, w której strony mogą się umówić "jak im pasuje". "czemu akurat zawsze musi być konflikt, skoro kompromis" No bo żeby był kompromis, to musi być konflikt. Nie dostrzegasz zupełnie, że oprócz wspólnego interesu jakim jest sukces jakiegoś przedsięwzięcia istnieją jeszcze interesy osób, które są w przedsięwzięcie zaangażowane. 2009/06/08 12:05:24
@osz fak, Michale, a kto na boha, każe Ci robić dile z ćpunami? Albo z rodziną? Mówimy o normalnych biznesach, między normalnymi ludźmi, z wykluczeniem powiązań rodzinnych, bo rodzina wprowadza za duże emo w całe zagadnienie i faktycznie potrafi skomplikować nawet najprostszą sytuację.
Bo "ćpun" jest dla mnie figurą retoryczną człowieka pod mniejszą lub większą ścianą: np. umierającego na niesprawną śledzionę albo usychającego z tęsknoty za Playstation3. A rodzinę/przyjaciół dałem za przykład, że nie ufać można bliskim, a co dopiero obcym? 2009/06/08 12:11:37
@ WO
Racja. gdzieś mnie zbłądziło zupełnie @ Eli Nie dostrzegasz zupełnie, że oprócz wspólnego interesu jakim jest sukces jakiegoś przedsięwzięcia istnieją jeszcze interesy osób, które są w przedsięwzięcie zaangażowane. No ale właśnie po to jest to 'dogadywanie' - żeby ustalić, co każdy z nas chce od danego przedsięwzięcia i żeby ukierunkować je tak, by dawało każdemu z nas oczekiwane zyski. Trzymając się tej metafory kolejowej i kompromitując się coraz bardziej - mnie może zależeć na posiadaniu zajebiście wielkiej lokomotywy, bo mam kompleks i se rekompensuję, Inżynierowi może zależeć na zaprojektowaniu takiej trasy, że wszystkim cyce opadną z wrażenia, a a Ty w to wejdziesz, bo od dzieciństwa marzyło Ci się dandysowskie gej party w wagonikach jak z Orient Expressu. Myślisz, ze nie bylibyśmy w stanie się dogadać w sytuacji, gdyby to wszystko jeszcze generowało jakiś przyzwoity profit? 2009/06/08 12:14:57
@ nie ufać
no i znowu wychodzi, ze na Waszym braku zaufania się ten cały kokosowy plan wykłada:) A potrzebę zaufania tak właściwie można wyeliminować, tworząc przedsięwzięcie tak, by każdemu dawało większe zyski z kooperacji, niż z wzajemnego kopania się po jajach. 2009/06/08 12:23:23
@braineater
"No ale właśnie po to jest to 'dogadywanie' - żeby ustalić, co każdy z nas chce od danego przedsięwzięcia i żeby ukierunkować je tak, by dawało każdemu z nas oczekiwane zyski" Omilol, zią: to "dogadywanie" w praktyce polega na tym, że się przez cały zmieniają okoliczności i warunki. Zyski to jest rzecz drugorzędna - najważniejsze są koszty i zakres odpowiedzialności uczestników dilu. "Myślisz, ze nie bylibyśmy w stanie się dogadać w sytuacji, gdyby to wszystko jeszcze generowało jakiś przyzwoity profit?" Myślę, że różne dile rozbijają się o takie duperele, że to, że mamy podobne porno i szansę zrobienia hajsu jeszcze nic nie znaczy. "tworząc przedsięwzięcie tak, by każdemu dawało większe zyski z kooperacji, niż z wzajemnego kopania się po jajach." Na papierze, w miłym czit-czacie w knajpie - owszem, możemy sobie to tak zaprojektować. Realizacja zawsze odbiega od założeń: zmieniają się okoliczności, okazuje się, że ktoś, kto miał wyłożyć kasę się ociąga, albo poszedł w tango i weź go ścigaj w jakimś Monte Carlo, albo czekaj aż wróci z detoksu; są trudności z rejestracją w KRS'ie, ktoś inny ląduje w rejestrze skazanych i dupa z członka zarządu, ktoś się z kimś pokłóci, obrazi, znajdzie coś ciekawszego, bardziej dochodowego; mógłbym tak wymieniać i wymieniać, wyciągać z pamięci różne przypadki - sytuacja, w której można sobie idealnie dogadać warunki to sytuacja interesów, które prowadzą oszuści. 2009/06/08 12:35:37
@braineater
"Racja. gdzieś mnie zbłądziło zupełnie " Nie wiem, czy oglądałeś znakomitą blantową czeską komedię "Samotni"; ale tam jest ten taki facio, który też czasem przeżywa takie rewelacyjne odkrycia, np. że ma dziewczynę, o której zapomniał: www.youtube.com/watch?v=pu1MLW2EgQw "A potrzebę zaufania tak właściwie można wyeliminować, tworząc przedsięwzięcie tak, by każdemu dawało większe zyski z kooperacji, niż z wzajemnego kopania się po jajach." Mniej więcej temu służą instytucje - sprawiają, że proste scenariusze typu "bierz kasę i w nogi" są niemożliwe, bo na przykład wypłata wymaga podpisów kilku osób; a w dodatku grozi za to więzienie, a nielegalnie zdobyte pieniądze trudno wydać, bo się przyczepi skarbówka. 2009/06/08 12:48:30
@ WO
Dogadałbyś się z moją żoną, ona też mi uwielbia puszczać ten akurat kawałek. :) @ Mniej więcej temu służą instytucje Czyli mogę sobie na własny użytek wyprowadzić wniosek, co go już wyprowadziłem parę razy tutaj, że głównym celem instytucji jest utwierdzanie ludzkości w przekonaniu, że człowiek człowiekowi chujem i że bez nich nie da rady, bo jesteśmy fundamentalnie zjebani i każdy będzie tylko szukał okazji do tego, jak się nachapać kosztem innych? 2009/06/08 13:01:17
@braineater
"Czyli mogę sobie na własny użytek wyprowadzić wniosek, co go już wyprowadziłem parę razy tutaj, że głównym celem instytucji jest utwierdzanie ludzkości w przekonaniu, że człowiek człowiekowi chujem i że bez nich nie da rady, bo jesteśmy fundamentalnie zjebani i każdy będzie tylko szukał okazji do tego, jak się nachapać kosztem innych?" Na własny użytek to sobie możesz wyprowadzać dowolne wnioski z czegokolwiek. Ja w każdym z wielką przyjemnością skorzystałbym z jakiejś okazji do tego, by się nachapać kosztem innych (pod warunkiem, że bezkarnie, bez ryzyka itd).. I myślę, że nie tylko ja. 2009/06/08 13:02:19
@braineater
"Czyli mogę sobie na własny użytek wyprowadzić wniosek, co go już wyprowadziłem parę razy tutaj, że głównym celem instytucji jest utwierdzanie ludzkości w przekonaniu, że człowiek człowiekowi chujem i że bez nich nie da rady, bo jesteśmy fundamentalnie zjebani i każdy będzie tylko szukał okazji do tego, jak się nachapać kosztem innych?" Na własny użytek możesz wyprowadzać wszystko, nawet osły z obory, ale JA bym tego nie nazwał wnioskiem, a co najwyżej Zuzią. Padłeś ofiarą kwantyfikatorów - nie jest prawdą, że: "każdy będzie tylko szukał okazji do tego, jak się nachapać kosztem innych", natomiast jest niestety prawdą, że prawie zawsze się ktoś taki znajdzie. I utrudnianie działania takim "ktosiom" powinno być głównym celem instytucji. A że w praktyce niektóre instytucje zajmują się wyłącznie "utwierdzaniem ludzkości w przekonaniu...", to inna sprawa - na te instytucje musimy mieć inne instytucje. I to się już Państwo nazywa. Można zrezygnować z instytucji jako takich, ale to oznacza rezygnację z jakiegokolwiek działania wymagającego współpracy więcej niż - optymistycznie - 6 osób. 2009/06/08 13:14:39
no dobra, to kończymy na smutno, że nie da się kooperować bez bata, na który to bat trzeba potem znajdować inny bat. Są niby jakieś argumenciki, które temu przeczą (współpraca naukowa, wymiana plików), ale generalnie Wasz wizja świata wygrywa.
2009/06/08 13:20:59
Ad eli: "Zyski to jest rzecz drugorzędna - najważniejsze są koszty i zakres odpowiedzialności uczestników dilu. "
"- Co się mnie pytasz ile można stracić! Się mnie natychmiast zapytujesz ile można zarobić! - Ile się zarobi, to się zarobi. Ja się pytam: ile trzeba mieć, żeby ryzykować w razie się straci?" 2009/06/08 13:32:14
@braineater
" Są niby jakieś argumenciki, które temu przeczą (współpraca naukowa, wymiana plików), ale generalnie Wasz wizja świata wygrywa." Współpraca naukowa może działać tylko dzięki temu, że dotują ją na potęgę podatnicy. Wymiana plików może działać tylko dzięki temu, że rabuje się na potęgę szmal wyłożony przez kogoś innego. To są jak zwykle infantylne rojenia kogoś, komu się wydaje, że jego "dwusobowe braineaterowe państwo" mogłoby przetrwać więcej niż tydzień w warunkach somalijskich, bez różnych wspierających je instytucji. 2009/06/08 13:38:47
@ Wymiana plików może działać tylko dzięki temu, że rabuje się na potęgę szmal wyłożony przez kogoś innego.
Wiedziałem że się tego uczepisz, ale ja tym razem bardziej o creative commonsach, ludziach wrzucających swoją twórczość na różnych wolnych licencjach i takich tam, niż o jumie. Ale zgaduję, że to łatwy do zignorowania margines, w niczym nie burzący wizji świat, gdzie czł. czł. ch. @ mogłoby przetrwać więcej niż tydzień w warunkach somalijskich nie wiem, dlaczego uważasz, że starałbym się przetrwać w takich warunkach? Raczej niesiony instynktem, starałbym się spierdalać. 2009/06/08 13:41:41
No tak mówią sondaże z tvn24.
www.tvn24.pl/0,10455,0,1,raport.html upr wieś: 1.3% do 100tys: 0.5% 100-499tys: 0.6% 500tys+: 3.1% Sondaże sondażami, a rzeczywiste poparcie UPR w miastach 500 tys. wg PKW to 1,23% (a rekord w Gryfinie pod Szczecinem - 6,6% na UPR). 2009/06/08 13:51:43
@braineater
"Wiedziałem że się tego uczepisz, ale ja tym razem bardziej o creative commonsach, ludziach wrzucających swoją twórczość na różnych wolnych licencjach i takich tam, niż o jumie. " Z tego, że niektórzy ludzie lubią łowić ryby jeszcze naprawdę nie wynika to, że miałby sens projekt likwidacji głodu na świecie poprzez zachęcanie ludzi do darmowego rybołóstwa i wysyłanie okoni i płotek do Afryki. "nie wiem, dlaczego uważasz, że starałbym się przetrwać w takich warunkach? Raczej niesiony instynktem, starałbym się spierdalać." ...biegnąc oczywiście w kierunku państwa, które może swoimi instytucjami gwarantować to, do czego przywykłeś mówiąc "mi wystarcza dwuosobowe państwo braineaterowe, nie potrzebuję instytucji". 2009/06/08 14:07:49
@ jeszcze naprawdę nie wynika
Kiedy ja nie twierdzę, że wynika, próbuję po prostu znaleźć choćby drobne argumenty, stojące w opozycji do Waszej kurewnie ponurej wizji świata, gdzie musimy się kopać po jajach, jeżeli cokolwiek chcemy uzyskać. I zastanawiam się dlaczego w jednych sytuacjach da się coś zbudować na zaufaniu pomiędzy obcymi osobami (commonsy), a w innych natychmiast należy tworzyć instytucje, by zapobiegać ewentualnym nadużyciom. @ biegnąc oczywiście w kierunku państwa raczej biegnąc w stronę otwartej przestrzeni, gdzie z daleka będę mógł wypatrzyć niebezpieczeństwa i z odpowiednim wyprzedzeniem na nie zareagować. Oczywiście - jesli ktos zaoferuje pomoc, to nie jestem samobójcą, ale raczej sam się nie będę o nią ubiegał, wierząc, że dam sobie radę. 2009/06/08 14:14:03
@braineater
"I zastanawiam się dlaczego w jednych sytuacjach da się coś zbudować na zaufaniu pomiędzy obcymi osobami (commonsy" To bardzo proste - jak już mamy zagwarantowane przetrwanie w postacu zusu, pitu, vatu i citu, jakieś stałe źródło dochodów, które nam pozwoli przetrwać, to możemy sobie pozwolić na jakieś hobby. W ramach tego pierwszego wolimy podpisywać umowy i bardzo uważnie czytać drobne druczki, żeby nas ktoś nie wypenisował (albo sami nasz sposób na zusa, pita, vata i cita czerpiemy wprost z rolowania innych), a w ramach tego drugiego możemy być nawet czasem trochę altruistyczni. "raczej biegnąc w stronę otwartej przestrzeni, gdzie z daleka będę mógł wypatrzyć niebezpieczeństwa i z odpowiednim wyprzedzeniem na nie zareagować. " Ach, i tam przetrwasz bez wodociągów, bez elektryczności, bez sklepu spożywczego, bez lodówki, bez pizzy na telefon, bez pralni ani bez pralki, bez apteki i bez dentysty, bez pasty do zębów i bez papieru toaletowego? Ciekawe jak długo wystarczyłoby Ci "dwuosobowe państwo braineaterowe". 2009/06/08 14:15:27
@braineater
Ciekawi mnie, iliu z autorów contentu rozpowszechnianego na licencjach CC-compatible to kolesie ktorzy dostali stypendium artystyczne. 2009/06/08 14:18:38
ja tam jednak wierzę, że możemy być altruistyczni nieco częściej, no ale to moja korba, a nie obowiązująca wizja, a dawanie dupy po wolontariatach nie wszystkich musi kręcić.
@bez wodociągów, bez elektryczności, bez sklepu spożywczego, bez lodówki, bez pizzy na telefon, bez pralni ani bez pralki, bez apteki i bez dentysty, bez pasty do zębów i bez papieru toaletowego znowu muszę wrócić do pytania o to, czy do powstania tych wszystkich rzeczy konieczne są instytucje, czy wystarczy prosty barter - ty mi prąd, ja ci ryby itd. Odpowiedź już znam, ale nadal nie jest dla mnie całkowicie przekonująca. 2009/06/08 14:20:33
@braineater
"gdzie musimy się kopać po jajach, jeżeli cokolwiek chcemy uzyskać." Ale kto tak powiedział? To Twoje urojenia. Nie jest prawdą, że "musimy się kopać", jest prawdą, że musimy się liczyć z niezaniedbywalnym prawdopodobieństwem kopniaka. "dlaczego w jednych sytuacjach da się coś zbudować na zaufaniu pomiędzy obcymi osobami (commonsy)" Bo żadna z obdarzonych zaufaniem osób nie jest w stanie bezkarnie ukręcić sobie wartych tego lodów ze szkodą dla pozostałych? 2009/06/08 14:26:55
@braineater
"znowu muszę wrócić do pytania o to, czy do powstania tych wszystkich rzeczy konieczne są instytucje, czy wystarczy prosty barter - ty mi prąd, ja ci ryby itd." Ludzkość od prostego barteru odeszła jeszcze w czasach starożytnych, bo już realizacja projektów typu budowa jednej głupiej świątyni jednak wymagała pieniądza, jako pewnego abstrakcyjnego miernika wartości. W tej chwili pieniądz jest jeszcze bardziej abstrakcyjny niż za czasów Fenicjan, bo jest zdematerializowany i generalnie np. nad tym, że w ogóle mam coś w banku czuwają wyłącznie państwowe instytucje; tak konkretnie, to nie mam w tym banku ani złota, ani banknotów treści "wypłacimy złoto okazicielowi", ani nawet w ogóle niczego papierowego, wyłacznie elektroniczne impulsy, co do których różne ważne instytucje zobowiązują się, że są akcjami Agory SA albo peelenami do wypłacenia w bankomacie. Prawidłowość historyczna mówi, że im bardziej skomplikowane są ludzkie projekty, tym bardziej to jest abstrakcyjne - np. świątynie budować się udawało z pieniądzem kruszczowm, ale już budowa autostrad wymagała odejścia od tzw. "pokrycia w złocie" i pieniądza czysto papierowego. Nie wyobrażam sobie w praktyce społeczeństwa z jednej strony dysponującego infrastrukturą energetyczną, a z drugiej działającego na zasadzie prostego barteru, prąd za ryby. Tam gdzie ludzkość stoczyła się do prostego barteru, tam zawsze infrastruktura po prostu wysiada, jak np. w co bardziej apokaliptycznych zakątkach dawnego ZSRR. 2009/06/08 14:46:07
@ janek
musimy się liczyć z niezaniedbywalnym prawdopodobieństwem kopniaka. To rozumiem, nieliczenie się z tym wpada w kategorię zachowań samobójczych, ale popatrz na tę dyskusję - tu nie ma przyjmowania prawdopodobieństwa, WO pisząc o interesach, na samym wstępie, zanim w ogóle ustaliliśmy, co to za interesy, stawia jako pewnik, że przy pierwszej nadarzającej się okazji, robi dil z inżynierem i spada z naszą wspólną kasą, zostawiając mnie na lodzie. Nie oceniam tego od strony moralnej, bo moralność mnie w tym wypadku jebe (sam się prosiłem o kopa wchodząc w dile z redachtorem z Wybiórczej, zuo-dzie-je!:), ale na mój prosty, hanysowski rozum ciągle wychodzi, że podobne zyski mógłby WO mieć w chwili, gdybyśmy doszli do jakiegoś kompromisu (gadając), a co więcej, obyłoby się bez stresa, że ktoś go za ten przekręcony dil udupi. Nie potrafię właśnie za bardzo ogarnąć tego typu mentalności, która podpowiada, że przekręt jest długofalowo bardziej opłacalny niż porozumienie i sprawiedliwy podział. Ilu w końcu można ludzi przekręcić, zanim się natrafi na jakąś brutalną ścianę? (dobra, wiem - w chuj, ale 'w chuj' też ma chyba jakieś granice opłacalności?) @ WO Dzięki. Nie wyobrażam sobie w praktyce społeczeństwa z jednej strony dysponującego infrastrukturą energetyczną, a z drugiej działającego na zasadzie prostego barteru, prąd za ryby. ja sobie wyobrażam, ale wiem, że to utopia. Sensowna (imho), ale nierealna. 2009/06/08 14:49:19
"na mój prosty, hanysowski rozum ciągle wychodzi"
Oj, nie ma się czego wstydzić, tym właśnie się różni rozum hanysowski od Śląskiego. 2009/06/08 14:53:14
@braineater
Wodociagi w Londynie byly pod publiczna kontrola juz w sredniowieczu. 2009/06/08 15:04:25
@ rozum hanysowski od Śląskiego.
A który z nich TVS reprezentuje? 2009/06/08 15:12:55
@ A który z nich TVS reprezentuje?
ymigrancki (aka folksdojczowski) :) Oni jednak główny target mają daleko poza PL, tzn głównie w Miemcach i Hamerykach, a ulubionym widzem jest Horst z Baden-Baden, którego opa pitnął przed Polską, za co Horst jest mu do dziś wdzięczny. 2009/06/08 16:42:33
@braineater
"Nie potrafię właśnie za bardzo ogarnąć tego typu mentalności, która podpowiada, że przekręt jest długofalowo bardziej opłacalny niż porozumienie i sprawiedliwy podział." Bo ludzie czesto optymalizuja lokalnie, a nie globalnie. Latwo jest wpasc w bledne kolo: nie ufamy sobie -- kiwamy sie zanim ktos nie kiwnie nas -- nie ufamy sobie jeszcze bardziej. Panstwo i inne instytucje spoleczne pomagaja przeskoczyc prog potencjalu pomiedzy brakiem zaufania i zaufaniem. 2009/06/08 16:59:11
Panstwo i inne instytucje spoleczne pomagaja przeskoczyc prog potencjalu pomiedzy brakiem zaufania i zaufaniem.
ładne, zapamiętam sobie na potrzeby przyszłych sparringów. 2009/06/08 17:36:21
@braineater
"ja sobie wyobrażam, ale wiem, że to utopia. Sensowna (imho), ale nierealna." Pamiętam ustrój, w którym się załatwiało opony do malucha za ćwierć kilo wątróbki. O utopii barteru zastępującego zwykłe pieniądze powiem wszystko, tylko nie to, że jest sensowna (a gdzie masz pieniądze, tam musisz mieć instytucje czuwające nad wartością pieniądza). 2009/06/08 18:22:07
@ krwawy_krolik "Panstwo i inne instytucje spoleczne pomagaja przeskoczyc prog potencjalu pomiedzy brakiem zaufania i zaufaniem."
Na przykład US Army zmniejsza tę barierę potencjału prądem o napięciu kilku tysięcy volt. 2009/06/08 18:54:50
ekhem... Do uzasadnienie sensowności instytucji, a nawet, o zgrozo, biurokracji, nie potrzeba aż takich twierdzeń jak Cz.Cz.Ch, czy nawet jankowego Niezaniedbywalnego Prawdopodobieństwa Chuja. Wystarczy znacznie mniej: ludzie są niedoskonali. Zważ sobie takie dwa przykłady:
Mam pomysł na dil, idę z tym do instytucji, gdzie panuje przebrzydła biurokracja. Rozmawiam z panią Irenką, która jest tylko przedstawicielką instytucji. Ona informuje mnie co muszę dopełnić, żeby dil zaszedł: tu ma pan formularz LK-56, AK-47 i WZ-68, tu ma pan procedury, proszę się zastosować -- dziękuję. Wychodzę, zaczynam organizować dil -- siadam pisać projekt, drapie go nocami, biorę kredyt, inwestuję. W końcu dzwoni pani Irenka i mówi -- przepraszam bardzo, dil, się odbyć nie może, bo pomylił mi się ósmy program ramowy z dziewiątym programem bazowym -- bardzo mi przykro miła pani, ale ja mam procedury, kwity, wszystko spisane, podpieczętowane, spotkam się z pani instytucją w NSA -- no trudno, do widzenia -- do widzenia. A teraz Twoja utopia one:one: Jak już się dogadaliśmy, że -- spoko zią, rób co cza, jak bedziesz miał projekt i kredyt to dryndnj, ok? -- OK, narta -- nartra. Potem dzwonisz do mnie i mówisz -- sorry stary, ale to jednak nie był dobry pomysł z tym dilem, nie mam czasu, dziecko mi sie urodziło, a w ogóle to moja żona cię nie lubi -- no, ale zostawiasz mnie w dupie! -- no sorry, stary, ale naprawdę nie mogę, taki lajf, wiesz jak jest, wpadnij zabuchać -- spierdalaj. Czyli jest dokładnie odwrotnie niż myślisz. Biurokracja i procedury umożliwiają działanie, bo (1) wyznaczają dobrze określone ramy działania dla obu stron, co nie tyle ułatwia, a wręcz umożliwia planowanie (2) w przypadku pomyłki istnieją odwołania (3) osoby odpowiedzialne za pomyłki nie odpowiadają własnym karkiem -- pani Irenka może straci premię, ale jej nie zlicytują; ja od instytucji może uzyskam jakieś odszkodowanie za wprowadzenie w błąd. Więc nie homo homini penis est (choć też), ale wystarczy errare humanum est. 2009/06/08 20:10:46
@inż.mruwnica
A instytucje zaludniają właśnie Ci zerrorowani, czy już t1000? 2009/06/08 21:15:54
@ jaś: A instytucje zaludniają właśnie Ci zerrorowani, czy już t1000?
Przecież możesz sobie wywnioskować z przykładu. 2009/06/08 21:29:58
Czytam sobie i czytam (że utopia, że srutopia) i tak się zastanawiam: które z tych krytykowanych powyżej rozwiązań proponuje niby UPR?
www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=79&aid=91 No i za cholerę nie widzę. Czyli znowu wracamy do tego, że "Korwin to głupi ch** w muszce, a UPR-owcy to pryszczaci linuksiarze". A przoduje w tym pan, co w co trzeciej notce gromi kogoś za "ziemiewiczowski risercz". Y. 2009/06/08 21:37:55
No tylko, że i w jednym i drugim przykładzie mam po prostu współpracujące zespołu ludzi. Masz jakiś patent na to, by orzeczenia NSA były zgodne z twoimi potrzebami? Przecież taki sędzia to może wychodzić z założenia przedstawionego przez WO - jeśli mogę zrobić coś bezkarnie, to zrobię. A żeby sądzić sędziego, to chyba trzeba zgody innych sędziów - w których interesie jest dokładnie to samo. Mylę się?
Czyli - wskaż 10 różnic między obrazkiem 1, a obrazkiem 2. Bo osobiście mogę np. rozumieć, dlaczego kiedyś, w dalekiej jakże przyszłości (czyli jak starzy przestaną mnie żywić, i ubierać, i nocować) to jak chce coś od innych, to wypada np. płacić komuś za jego zdrowie. Albo za to, żeby mógł jeździć autostradami. Bo niby dlaczego oni by mieli płacić na np. za ochronę przez policję domu takiego Braina, skoro Brain ma wyjebane na ich zdrowie? Ale argumentacja, że ludzie są niedoskonali mnie przynajmniej prowadzi do wniosku, że rządzący też. A w dodatku - oni mają przewagę w postaci władzy. 2009/06/08 21:41:30
yzek - sorry, serio nie wiesz, dlaczego Korwin to debil? A za to, że nie wie, że nie zawsze można wejść do szpitala, jeśli nie jest się rodziną. Choćby. Albo za przebąkiwanie o dyktaturze.
2009/06/08 21:46:08
@jash:
Bo osobiście mogę np. rozumieć, dlaczego kiedyś, w dalekiej jakże przyszłości (czyli jak starzy przestaną mnie żywić, i ubierać, i nocować) to jak chce coś od innych, to wypada np. płacić komuś za jego zdrowie. Moja języka się trochę potknąć, ale już próbować wracać na poprawna tora. Miało być: dlaczego kiedyś, w dalekiej przyszłości, jakbym chciał coś od innych to wypadałoby np. płacić za czyjeś zdrowie... 2009/06/08 22:14:53
"dlaczego Korwin to debil? A za to, że nie wie, że nie zawsze można wejść do szpitala,"
Taa, tyle że już prawie setka komentarzy jest o tym, że to debil, bo chce budować kolej i autostrady za pomocą spółki sąsiedzkiej. I ma to być argumentem przeciwko UPR... I nawet braineater, który jest (albo udaje) że jest ewentualnie za nie pofatygował się przeczytać programu partii. Co ta program: wystarczy spojrzeć na muchę Korwina i pryszcze linuksiarzy i wszystko jasne. Y. 2009/06/08 22:21:54
@jaś: Przecież taki sędzia to może wychodzić z założenia przedstawionego przez WO - jeśli mogę zrobić coś bezkarnie, to zrobię.
O jeżu, mogą cię nawet napaść zmutowane jaszczurki ken-do. Albo meteoryt. jeżeli nie widzisz różnicy pomiędzy "mam procedurę postępowania, a w razie fakapu mogę się odwołać", a "mam entuzjazm kumpla, a w razie fakapu mam jego sorry", to ja już Ci tego nie wytłumaczę. @: I ma to być argumentem przeciwko UPR... Ale ktoś tu argumentował przeciw UPR? OK, napisałem, że młodzieżówka głosuje na UPR, bo to takie małojasiowe poglądy. Przyznaję się skrót myślowy -- poglądy małojasiowe ma Korwin i dlatego młodzieżówka głosuje na UPR (por. mój komentarz o love&hate). Może to i gupie, może i UPR to najrozsądniejsza partia na ziemi, ale w sumie obchodzi mnie to jak różnice programowe między PiS, a PO. 2009/06/08 22:25:22
Słuchaj, ale w tym linku jest program UPR. A nie wykładnia poglądów Muszki-Mikke.
Poooooooooooza tym: Prywatyzacja majątku produkcyjnego będzie dokonana możliwie szybko i bez żadnych ograniczeń. PKP nie jest produkcyjne? 2009/06/08 22:35:35
@Inżynier
O jeżu, mogą cię nawet napaść zmutowane jaszczurki ken-do. Albo meteoryt. jeżeli nie widzisz różnicy pomiędzy "mam procedurę postępowania, a w razie fakapu mogę się odwołać", a "mam entuzjazm kumpla, a w razie fakapu mam jego sorry", to ja już Ci tego nie wytłumaczę. Ale ja doskonale rozumiem, ale jeśli tylko o to chodzi, to możesz wynająć sobie usługi firmy Wyłamujemykciukiwdrzwiachjajwsadzamydoszufladyizamykamy i masz już "procedurę postępowania, a w razie fakapu możesz się odwołać". Ba, byłbyś pewnie Ty jako Ty bardziej zadowolony, bo być może kolega inaczej rozmawiałby z elektrodami na jądrze, a sądzie to może bjaczować. Coś moim zdaniem jednak innego odróżnia instytucje tego miłego kawałka ziemi, po którym chodzę, od sytuacji, w której możesz wymusić dług. A jeśli tak, to usprawiedliwianie ich wadliwością ludzkich charakterów mnie nie przekonuje - bo przecież ludzką ułomność wyleczy świadomość, że jeżeli nie oddasz, to stracisz prawą dłoń (satysfakcja - nie do przeliczenia) i lewą nerkę (jak najbardziej o wartości przekładalnej na powszechnie przyjęty środek płatniczy). 2009/06/08 22:42:31
Yzku - pofatygowałem się i owszem, ale punkty P i R wystarczają, żebym wiedział już na pewno to, o czym dotąd miałem jedynie domniemanie, czyli że zupełnie mi z tymi ludźmi nie po drodze, nawet po piwo.
Dwa - cokolwiek by UPR-owcy nie robili, to przegrali wojnę na PR, bo przynajmniej w moich oczach będą już zawsze mieli mordę Ziemkiewicza, dziury w plecach Korwina i powyciągany sweter mojego kumpla ze studiów, zagorzałego upr-owca, którego ojciec drwal, tłumaczył swoim we wsi podbieszczadzkiej, że synek studiuje kulturystykę. A także obleśny uśmiech lujów, wchodzących bez mydła w dupę wsiurom z Samejbrony, byle się dopchać na jakiś wyższy level rozpoznania publicznego. Sorry, ale naprawdę już wolę, coby podczas tego ping-ponga wyszedł ze mnie samodzielny debil, niż debil wyczytany z mów Korwina i programu niszowej partyjki. Czyli wracamy do tego, że emo rządzi wyborem politycznym, a ci panowie nie za bardzo się czymkolwiek różnią w moich oczach, od pozostałych gości w wymiętych gajerkach, wypełniających salę obrad. Znaczy - witam ich i żegnam tradycyjnym 'wypierdalać.' 2009/06/08 22:43:24
@jaś:
No już nie mogię... Napiszę Ci to ostatni raz: PROCEDURY POSTĘPOWANIA. W dobrze zorganizowanej instytucji wiesz co i jak możesz zrobić, bo masz punkty do wypełnienia i kwity do wysłania, a nie "ludzi do dogadania się z" (co jest równoważne z samodzierżawiem) jak by chciał Braineater, bo niby tak jest lepiej. Może i towarzysko weselej, ale w razie fakapu jesteś w głębokiej dupie. 2009/06/08 22:45:27
@ inzynier
nie odbijam, bo Jash dobrze odbija te serwy i w sumie ścinałbym w podobnym kierunku :) 2009/06/08 22:48:04
@: już wolę, coby podczas tego ping-ponga wyszedł ze mnie samodzielny debil, niż debil wyczytany z mów Korwina i programu niszowej partyjki.
Możemy dla Ciebie reaktywować tradycyjne określenie "randroid". :-) Choć w sumie też nie pasuje... 2009/06/08 22:48:29
@inżynier
Tak, ja się całkiem zgadzam, procedury. As in Ojciec Chrzestny - budzisz się z głową konia w łóżku i wiesz, że właśnie złożono Ci ofertę nie do odrzucenia. Masz ewidentnie stały element gry. Tylko, że chyba ani Ty, ani WO nie rozmawialiście o mafii. A argumentowaliście tak, że jak najbardziej mafia tak, bo dostarcza procedur. 2009/06/08 22:52:06
@braineater
Przez chwilę przed pierwszy postem zastanawiałem się, czy nie napisać Gospodarzowi, że nie jesteś jedyny, że jest nas dwóch, że Ty masz flejmtrołera, a ja bazukę, jesteśmy już na 12 levelu, 3 planszy, wciąż mamy po 5 żyć. I skoro już bym się tak ujawnił, to dodałbym, że tak, z nas dwóch to ja jestem Rick Dangerous. 2009/06/08 22:57:35
@jas:
Masz jakiś odpał na punkcie robienia ludziom krzywdy za błędy. Mnie się już zdarzało załatwiać różne rzeczy drogą biurokratyczną i może nie jest to sprawa najprzyjemniejsza, ale jak pomyślę, że miałbym łazić po jakichś ludziach i się dogadywać to mi się odechciewa. Mam we firmie panią Krysię, panią Ulę i pana Sławka, idę i się pytam "co trzeba złożyć". Oni mi mówią -- to i to, wniosek ma pan na stronie ministerstwa, niech pan pamięta o tym i o tym, bo odrzucą z przyczyn formalnych. Word + Hewlett Packard + ryza A4 + dupogodziny + koperta A4 + znaczek + oczekiwanie na odpowiedź i załatwione... albo nie. No jakbym miał dzwonić po ludziach i z każdym gadać "że jest taka sprawa do zrobienia" i jeszcze zgrzytać zębami, czy się od ostatniej rozmowy nie rozmyślili to bym chyba się obwiesił. K-P-W? 2009/06/08 23:01:43
@to ja jestem Rick Dangerous.
Rick Dangerous z tego co pamiętam ma one hit - level restart. Stąd pewnie te ping-pongi. No i wszedłeś na podwórko Marco&Eri z workiem żetonów. 2009/06/08 23:04:27
Państwo-to-narzędzie-do-robienia-krzywdy. Moraliści nie będący moralizującymi anarchistami dodaliby: tym, którym się należy. Jeśli państwo nie jest narzędziem, roszczącym sobie (często nieskutecznie, często niekonsekwentnie) prawo do wyłączności na robienie krzywdy, to nie da się go odróżnić od każdej innej organizacji. A wtedy seryjnie, z punktu widzenia polityki (czyli sprawowania władzy) nie ma różnicy między kładzeniem torów na zasadzie "robimy ściepę narodową, żeby kupić bombę wodorową", a megaskomplikowaną pod względem procedur strukturą, działającą zgodnie z najnowszymi zaleceniami Mędrców Syjonu.
2009/06/08 23:07:29
To było wiadomo do kogo. Tak, właśnie.
@mrw Specjalnie dla Ciebie sprawdziłem na fleszowym rimejku i nie. Ma życia. 2009/06/08 23:12:27
@jash
"A jeśli tak, to usprawiedliwianie ich wadliwością ludzkich charakterów mnie nie przekonuje - bo przecież ludzką ułomność wyleczy świadomość, że jeżeli nie oddasz, to stracisz prawą dłoń (satysfakcja - nie do przeliczenia) i lewą nerkę (jak najbardziej o wartości przekładalnej na powszechnie przyjęty środek płatniczy)." Toteż ja od razu się zgadzam, że od zwykłych procedur demokratycznych wolałbym takie, w których to ja sam osobiście autokratycznie decyduję o tym, kto straci prawą dłoń i lewą nerkę w razie opóźnienia budowy autostrady. Wolałbym być Dyktatorissimusem Imperium Woistycznego niż obywatelem demokratycznej RP. Skoro jednak odpada taki scenariusz, to układ, w którym państwo nie może tak po prostu obcinać nikomu ręki - a nawet mi niespecjalnie wolno to zrobić komuś, kogo akurat przypadkiem mam na muszce - wydaje mi się być po prostu second best. "Tylko, że chyba ani Ty, ani WO nie rozmawialiście o mafii" Państwo to po prostu megamafia, która skutecznie wykończyła inne mafie, więc niespecjalnie widzę różnicę. 2009/06/08 23:19:37
@WO
Tak. Cholera, całkiem przyjemnie jest rozmawiać z kimś we własnym języku. Aż mi trudno uwierzyć, że akurat z Tobą. Choć z drugiej strony już to czytałem i to na twoim blogu. 2009/06/08 23:20:21
@mózgojad:
Przynajmniej już się nie nabierzesz jakoby UPR proponował jakieś utopie i budowę autostrad ze środków prywatnych, to już i tak lepiej. "A także obleśny uśmiech lujów, wchodzących bez mydła w dupę wsiurom z Samejbrony, byle się dopchać na jakiś wyższy level rozpoznania publicznego." No ale tutaj to coś znowu pokręciłeś: szli kiedyś na wybory pod rączkę z Giertychem, a nie Lepperem... A wracając do początku: @Ale ktoś tu argumentował przeciw UPR? Gdzieś tam na początku ktoś (może i żartem) wyrażał obawy, co to by było, gdyby niedojrzała pryszczeria popierająca UPR uzyskała więcej niż stały 1%... Olaboga, tożbyśmy cofnęli się do epoki kamienia łupanego, adios autostrady wymarzone! No dobra, jak już to wyjaśniliśmy, to warto odnotować że bez mordy Ziemkiewicza i kamizelki Mikkego, UPR pozostaje PR-owym failem... Tego ich nowego prezesa słuchałem ostatnio w PR3... Wypadł tak nieprzekonująco, że nawet gdybym głosował, to nie na niego. Y. 2009/06/08 23:23:42
"Państwo to po prostu megamafia, która skutecznie wykończyła inne mafie"
A to chyba cytat z Korwina albo Michalkiewicza. Y. 2009/06/08 23:24:42
@yzek
No ale tutaj to coś znowu pokręciłeś: szli kiedyś na wybory pod rączkę z Giertychem, a nie Lepperem... Widzisz różnicę? Dlaczego? 2009/06/08 23:26:44
@yzek
A to chyba cytat z Korwina albo Michalkiewicza. Albo Nocka, Rothbarda, Tuckera, Malatesty, Proudhona, Stirnera (od biedy). 2009/06/08 23:42:38
@yzek
"A to chyba cytat z Korwina albo Michalkiewicza. " To jest tak banalne, że może być równie dobrze "cytatem" z setek, jeśli nie tysięcy autorów. 2009/06/08 23:51:11
@Specjalnie dla Ciebie sprawdziłem na fleszowym rimejku i nie. Ma życia.
Ja nie mówię, że nie ma żyć, tylko że jak oberwie to restartujesz level. 2009/06/09 00:02:26
@Albo zdefiniuj "restartuje level".
W "Metal Slug" jak zginiesz, to spawnujesz w tym samym miejscu. W RD z cofa Cię do początku levelu (plus jakieś czekpoity). Co jest znakomitą metaforą Twojego pingponga. 2009/06/09 00:05:07
@mrw
No ale co Ty piszesz, skoro jak ja ginę w RD, to jestem co najwyżej na początku ekranu, ale nie levela. Mogę jeszcze raz włączyć. Znów specjalnie dla Ciebie. 2009/06/09 00:15:02
@mrw
A nie dobra, się cofam i kulę, bo fakt, tam może i był checkpoint. 2009/06/09 00:29:34
Jej, co za flejm! Dochodzę jakoś do zmysłów po 12h harówy, popisałbym coś a tu już pozamiatane, krew starta, trociny leżą.
@mrw w Szczecinie jest TVS? Rany boskie. 2009/06/09 07:38:40
BTW profanacja wiedzmina (mrw.blox.pl/2009/05/Szczanie-na-grob-wiedzmina.html#ListaKomentarzy) przyniosła rezultaty:
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,99817,6702798,Rafal_Trzaskowski___sukces_nietypowej_kampanii.html 2009/06/09 08:46:06
@inz.mruwnica
"Mam we firmie panią Krysię, panią Ulę i pana Sławka, idę i się pytam "co trzeba złożyć". Oni mi mówią -- to i to, wniosek ma pan na stronie ministerstwa, niech pan pamięta o tym i o tym, bo odrzucą z przyczyn formalnych. Word + Hewlett Packard + ryza A4 + dupogodziny + koperta A4 + znaczek + oczekiwanie na odpowiedź i załatwione... albo nie. No jakbym miał dzwonić po ludziach i z każdym gadać "że jest taka sprawa do zrobienia" i jeszcze zgrzytać zębami, czy się od ostatniej rozmowy nie rozmyślili to bym chyba się obwiesił." No ale przecież tak by było jakbyś załatwiał interesy z prywatnymi firmami. Nie każda firma żyje wyłącznie z kontraktów i dotacji państwowych. Jakoś ludzie rozwiązują ten problem, jeżeli Twoja firma tego nie umie, to kiepsko z wami. 2009/06/09 09:00:00
@ Jakoś ludzie rozwiązują ten problem,
Dzięki temu, że jest państwo z aparatem przymusu i jak ktoś wali w chuja na umowie to go można sprowadzić do pionu. 2009/06/09 09:26:17
@mrw
Dzięki temu, że jest państwo z aparatem przymusu i jak ktoś wali w chuja na umowie to go można sprowadzić do pionu. @Rick Tak, ja się całkiem zgadzam, procedury. As in Ojciec Chrzestny - budzisz się z głową konia w łóżku i wiesz, że właśnie złożono Ci ofertę nie do odrzucenia. Masz ewidentnie stały element gry. Tylko, że chyba ani Ty, ani WO nie rozmawialiście o mafii. A argumentowaliście tak, że jak najbardziej mafia tak, bo dostarcza procedur. @WO Państwo to po prostu megamafia, która skutecznie wykończyła inne mafie, więc niespecjalnie widzę różnicę. O i mam odpowiedź dla WO - w wizji Braina każdy może być trochę mafiozem, trochę bardziej. A już na pewno w moim śnie. Nawet bardziej, niż republikach demokratycznych. 2009/06/09 09:50:06
@O i mam odpowiedź dla WO - w wizji Braina każdy może być trochę mafiozem, trochę bardziej. A już na pewno w moim śnie. Nawet bardziej, niż republikach demokratycznych.
Kiedy właśnie za każdym razem, jak państwo kulało, to się pojawiała jakaś mafia. W wizji Braina nie będzie "każdy może być trochę mafiozem", tylko "każdy może znienackowo dostać w ryj od mafioza", bo czyn koleżeński kładący tory pod najwspanialszy parowóz Wurmana napotka na działkę pana Anatola, który ma truskawki i nie życzy sobie torów, więc dostanie w ryj. W państwie/instytucjach przynajmniej masz czarno na białym, kiedy dostaniesz w ryj i za co. 2009/06/09 09:57:53
ej no, kurwa, u mnie nie ma mafii, u mnie się defaultowo wszyscy kochają. Zostawić utopię na pół nocy w rękach paranoików i wszystko się sypie...
2009/06/09 10:01:24
@ej no, kurwa, u mnie nie ma mafii, u mnie się defaultowo wszyscy kochają.
No świetnie, więc jeden z was zrobi gałeczkę panu Anatolowi, a ten pozwoli puścić tory przez truskawki. A wieczorem zatańczycie z hobbitami i gumisiami przy ognisku. 2009/06/09 10:04:10
Utopijna gospodarka oparta o robienie gały... to jeszcze muszę przemyśleć. Nizioły i misie naćpane belladonną - wypierdalać.
2009/06/09 10:15:28
@Utopijna gospodarka oparta o robienie gały...
W więzieniach to chyba działa. 2009/06/09 10:33:33
@mrw
Myślę, że wzrastając w np. KRL-D też masz sporą wiedzę o tym kiedy masz przejebane - praktycznie zawsze. Niby zależysz od woli jakiegoś kacyka i nie wiesz, co mu się lęgnie w głowie, ale przecież zawsze możesz po prostu założyć, że masz kompletnie przejebane i ciągle się pilnować. Dalej twierdzisz, że dobre instytucje (zauważyłeś ten dryf?) to te, które są przewidywalne i to wystarczy? No i poza tym, nawet anarchiści postulowali jednak istnienie takich mafii, poza anarchopacyfistami - nazywali je tylko inaczej: komunami albo właścicielami. 2009/06/09 10:43:06
@Myślę, że wzrastając w np. KRL-D też masz sporą wiedzę o tym kiedy masz przejebane - praktycznie zawsze
Co to ma do dyskusji? @które są przewidywalne i to wystarczy? "i to wystarczy" to sobie dośpiewałeś, więc niech Jash pogada o tym ze Skoczkowskim. @No i poza tym, nawet anarchiści postulowali jednak istnienie takich mafii, Aha, czyli anarchiści chcą zakładać instytucje, tylko je inaczej nazywać, super, możemy od razu nazwać sobie najjaśniejszą Bolandzką Komuną Anarchokapitalistyczną. Albo Susan. U Rusków też nie było cara, tylko pierwszy sekretarz. 2009/06/09 10:58:42
@mrw
To ma do dyskusji, że samo istnienie stałych procedur nie jest w sobie żadnym plusem. Muszą być jeszcze dla Ciebie korzystne. Skoczowski dawno już mi o tym mówił i zdziwił się po prostu, że zdajesz się tego nie pojmować. I tak, anarchiści postulują istnienie państw. Dlatego spór na linii anarchizm-etatyzm jest niedorzeczny. 2009/06/09 10:58:48
@mrw
"Dzięki temu, że jest państwo z aparatem przymusu i jak ktoś wali w chuja na umowie to go można sprowadzić do pionu." A przed podpisaniem umowy? Inwestujesz co najmniej czas swoj i swoich pracownikow. Shit happens. A w ogole to po prostu tak mnie tknelo, ze Inz.Mruwnica robi chyba interesy tylko z programami ramowymi EU... 2009/06/09 11:05:31
@A przed podpisaniem umowy? Inwestujesz co najmniej czas swoj i swoich pracownikow
Przed podpisaniem umowy to jest zawsze czas przeznaczony na wymyślanie i szukanie kontrahenta, więc on idzie jakby w koszta. 2009/06/09 11:52:13
@jash
"O i mam odpowiedź dla WO - w wizji Braina każdy może być trochę mafiozem, trochę bardziej" A zatem mogą nimi być jeszcze bardziej ci, których nie chciałbym widzieć w tej roli. "To ma do dyskusji, że samo istnienie stałych procedur nie jest w sobie żadnym plusem. Muszą być jeszcze dla Ciebie korzystne." A praktyka historyczna pokazuje, że tak przeciętnie dla zwyczajnego obywatela, który niestety nie jest szefem wszystkich szefów, najlepiej sprawdza się współczesne demokratyczne państwo. Choć może w przyszłości wymyślą coś jeszcze fajniejszego. "I tak, anarchiści postulują istnienie państw." O, to bardzo zależy od odłamu. 2009/06/09 12:35:12
@WO
O, to bardzo zależy od odłamu. No jeśli państwo to monopol przemocy, to moim zdaniem istnienia takich monopolów nie proponowali tylko pacyfiści typu Tołstoj albo LeFevre. W każdym innym wypadku monopol dzierży albo większość demokratyczna albo właściciel (w tym ziemski), albo posiadacz ziemi. Mylę się? Jeżeli tak, to ja proszę o wyprowadzenie z błędu. W ramach prawda tego altruistycznego hobby :P. A praktyka historyczna pokazuje, że tak przeciętnie dla zwyczajnego obywatela, który niestety nie jest szefem wszystkich szefów, najlepiej sprawdza się współczesne demokratyczne państwo. Choć może w przyszłości wymyślą coś jeszcze fajniejszego. No i dobsz. To znaczy, ja nie umiem na razie ocenić, czy demokracja parlamentarna to jest najlepszy z najlepszych ustrojów i pewnie gdyby napatoczyła się okazja pokojowego przejścia do bardziej zdecentralizowanego ustroju, który też działał by pokojowo, to bardzo mi się to by podobało. Natomiast jako anarchoindywidualista niezwykle doceniam sobie wolność słowa, swobodę ruchu no i (chyba) nie małe możliwości zarobkowe tego co jest teraz w porównaniu choćby z KRL-D. I myślę, że one się przydają też innym. W sumie więc - prawie się zgadzamy. A zatem mogą nimi być jeszcze bardziej ci, których nie chciałbym widzieć w tej roli. Najpierw chciałem się przyznać do błędu, ale nie. Bo jeśli wolność każdego ma być maksymalizowana (a o to mi chodziło) to zakres wolności jednego nie może poszerzać się kosztem wolności drugiego. I, jak widać u góry, wcale nie twierdzę, że to nie demokracja parlamentarna jest tym rozwiązaniem najbardziej optymalnym. Choć ja bym wolał, żeby ta nasza bardziej ułatwiła mi rujnowanie mojego hipokampu, a pedałom pozwoliło na adopcję i ułatwiło wszelkie wiązanie się na poziomie prawnym (bo podobno problemy są, ja się nie znam). O ułatwieniu dostępu do broni szerzej nie wspomnę, choćby dlatego, że to nie jest mój priorytet :) . 2009/06/09 12:38:58
Z jakiś dziwnych powodów tracę umiejętność posługiwania się językiem polskim, przepraszam.
Choć ja bym wolał, żeby ta nasza bardziej ułatwiła mi rujnowanie mojego hipokampu, a pedałom pozwoliło na adopcję i ułatwiło wszelkie wiązanie się na poziomie prawnym (bo podobno problemy są, ja się nie znam). pozwoliła, ułatwiła. Pszepszam. 2009/06/09 13:26:09
@ żeby ta nasza bardziej ułatwiła mi rujnowanie mojego hipokampu, a pedałom pozwoliło na adopcję i ułatwiło wszelkie wiązanie się na poziomie prawnym (bo podobno problemy są, ja się nie znam). O ułatwieniu dostępu do broni szerzej nie wspomnę, choćby dlatego, że to nie jest mój priorytet :) .
Trochę błędne koło, bo nadal jesteś w sytuacji petenta, który musi pytać, czy jakiś pan Zenek i pani Krysia, których mordy przez chwilę wisiały na plakatach na mieście, z opisem, że otóż i oni zrobią ci dobrze, tylko daj głos, łaskawie zechcą zezwolić, byś niszczył sobie hipokamp lub wyjął ze skrytki swoja ulubioną bazukę i obnosił z nią oficjalnie. Mały ból, gdybyś mógł się spytać samego pana Zenka, a na odpowiedź negatywną zareagował staropolskim toićpanfhój i dalej robił swoje do chwili kiedy nikomu poza sobą nie robisz krzywdy, niestety pan Zenek chowa się za instytucją, której głównym celem jest utrzymanie cię w petenctwie i zupełnie jej nie interesuje Twoja potrzeba niszczenia sobie hipokampu. Słusznie zresztą, bo co miałoby ją w tym zainteresować. I nie byłoby tak źle wcale, gdyby instytucja prewencyjnie nie wprowadziła zakazu, bo ktoś jej członkom wmówił, że maja misję i że muszą zrobić świat lepszym dla cię, dla mnie i dla onych, a świat ludzi z poryranym hipokampem, wedle statutu instytucji lepszym nie jest. Być może tak jest faktycznie, ale nie zmienia to podstawowej obiekcji, co ją mam i pielęgnuję i która brzmi - czemu ja się mam kurwa przejmować jakąś instytucją i reprezentującym ją Zenkiem? Ani on mój lekarz, ani mój sąsiad, żeby się musiał bać przypadkowej wyjebki z bazuki, ani na niego głosu nie oddałem, ani mnie jego wizja zbawiania świata i prostowania ścieżek via instytucjonalność nie rusza. W związku z czym, nie bardzo wiem, czemu powinienem być petentem i sie pytać. 2009/06/09 13:33:44
@ królik: No ale przecież tak by było jakbyś załatwiał interesy z prywatnymi firmami.
Chyba z garażem pana Krzysia. Nie twierdzę, że mam jakieś mega doświadczenie, ale wydaje mi się, że w prywatnych firmach też są procedury postępowania, a przynajmniej zakresy odpowiedzialności pracowników i też wtedy wiadomo kto co ustala i gdzie ma szefa, do którego można się ewentualnie odwołać. Jeżeli tego nie ma to jedynym wytłumaczeniem jest, że firma jest bardzo młoda i się jeszcze wewnętrznych procedur postępowania nie dorobiła. Nie chodzi o to, żeby to wszystko było algorytmicznie i biurokratycznie spisane (choć to miłe), ale żeby było mniej więcej ustalone w firmie "jak to się u nas zwykle robi", bo jeśli tego nie ma to i tak trzeba to ustalić/wynegocjować na wstępie (dodatkowa robota). No chyba, że jesteś niefrasobliwym pięknoduchem jak Braineater i wystarczy Ci zapewnienie młodszego subiekta, że "jakoś tam będzie". Podstawowa zasada: wszystko mieć na piśmie. Inaczej utoniesz w gównie. @jaś: To ma do dyskusji, że samo istnienie stałych procedur nie jest w sobie żadnym plusem. Jest plusem. Zdarza się, że procedury są do dupy, ale gdy dodatkowo nie są stałe to już wtedy w ogóle jest beznadziejnie. @: Państwo-to-narzędzie-do-robienia-krzywdy. No to wystarczy tylko się ustawić po stronie rączki, a nie ostrza. Państwa fajne tym się różnią od niefajnych, że po stronie rączki ustawia cię samo to, że jesteś żuczkiem, który toczy kulkę; a po stronie ostrza, że szczasz innym na ich kulki. 2009/06/09 13:42:01
@Brain
Ja Cię chyba całkiem rozumiem, Duke, ale czasem jest tak, że jak Ci plują w twarz, to rzeczywiście pada. I pozostaje zawadiacki uśmiech, słoneczne okulary i wspomnienie twoje najlepszego stosunku. Ten typ instytucji o których piszesz jest chujowy, bo działa wbrew Tobie i wbrew mnie. Ale obiektywnie, na razie, trudny do przezwyciężenia. Ludzie po prostu robią coś takiego ludziom - wbrew temu, co pisze Inżynier na przykład. No ale dalej twierdzę, że tym masz miotacza, ja bazukę, mamy po 5 żyć i to jest dwunasty level już! Bo i tak jest nieźle, bo przynajmniej mogę albo petentować (czasem można coś wytuptać, nie sądzisz?) albo pewne prawa szanować trochę mniej i tak łatwo to nikt mi nie zaszkodzi z tego powodu. @mrw JAK DZIAŁAMY RAZEM, JA I DUKE, TO NAS NIE COFA. A JAK CI SIĘ NIE PODOBA, TO MOŻEMY ZAWSZE PODZIELIĆ CIĘ PRZEZ ZERO. 2009/06/09 13:46:16
@ czasem można coś wytuptać, nie sądzisz?
przyznaję to niechętnie, ale czasem można. nawet w skarbówce. choć niezwykle przydatnym może się wtedy okazać fakt, że wciągałeś kreski z dzieckiem pana Zenka. 2009/06/09 13:47:37
@: O ułatwieniu dostępu do broni szerzej nie wspomnę
I do trucizn i materiałów rozszczepialnych też lepiej nie. @: i dalej robił swoje do chwili kiedy nikomu poza sobą nie robisz krzywdy Przecież o to głównie toczy się spór: ile krzywdy robisz innym, kiedy wydaje ci się, że robisz krzywdę tylko sobie. Jest to spór nietrywialny i dlatego generalnie nierozstrzygnięty. @: czemu ja się mam kurwa przejmować jakąś instytucją i reprezentującym ją Zenkiem? Ani on mój lekarz, ani mój sąsiad, żeby się musiał bać przypadkowej wyjebki z bazuki, ani na niego głosu nie oddałem W teorii jest reprezentantem sąsiadów, sąsiadów Twoich sąsiadów. W polskiej praktyce panowie Zenkowie są już czymś w rodzaju wyrostka robaczkowego -- wycinać bez powodu głupio i w dodatku podobno ma jakieś funkcje, ale głównie taką, że potencjalnie robi przejebany ból. Może Ci się tak wydaje, że wychodząc z domu wpływasz na życie tylko tych osób, którym mówisz "dzień dobry", ale tak nie jest. No i panowie Zenkowie w teorii są od tego, żeby strzelać Ci z bańki w imieniu tych, którym nie mówisz "dzień dobry" (ale nie za to). 2009/06/09 13:57:10
@inzynier
W teorii jest reprezentantem sąsiadów, sąsiadów Twoich sąsiadów. Nie, nie jest, jest w teorii reprezentantem Narodu, co sprowadza się do tego, że ma wolny mandat, nie związany instrukcjami wyborców. Gdyby miał związany, z automatu tracił by go, gdyby go nie realizował. Nie postuluję czegoś takiego (przynajmniej w tej chwili), tylko zauważam. @mruwnica I do trucizn i materiałów rozszczepialnych też lepiej nie. Nie tu zauważę, że posiadanie bomby atomowej (lub części potrzebnych do złożenia jej) w piwnicy ma się do posiadania klamki tak, jak jak posiadanie odrzutofffca do kaszlaka. I jedno i drugie przecież jest środkiem transportu. Lepiej nie więc na pewno, ale nie też. 2009/06/09 13:57:53
@ Może Ci się tak wydaje, że wychodząc z domu wpływasz na życie tylko tych osób, którym mówisz "dzień dobry", ale tak nie jest. No i panowie Zenkowie w teorii są od tego, żeby strzelać Ci z bańki w imieniu tych, którym nie mówisz "dzień dobry" (ale nie za to).
No ale tutaj wracamy na mój fetysz 'dogadywania się.' Wkurwia cię, że nie mówię ci dzieńdobry, to stary - podejdź, powiedz, zjeb mnie od buców, na pewno wywołasz pożądaną reakcję, bo nie mam problemów z przyjmowaniem czyichś racji, nawet jak się z nimi nie zgadzam (back to flejm o fajkach, gdzie i WO i MRW byli mi w stanie wytłumaczyć, co ich wnerwia w zakopcaniu przestrzeni publicznej i gdzie udało nam się po długim sparingu osiągnąć kompromis - znaczy zostałem wysłany do muzeum, co mi pasi:). Ale idea ogólna jest taka - zrób to sam, nie zasłaniaj się Zenkiem. Co znów prowadzi nas do problemu skali. 2009/06/09 14:02:48
@jash
"Bo jeśli wolność każdego ma być maksymalizowana (a o to mi chodziło) to zakres wolności jednego nie może poszerzać się kosztem wolności drugiego." To jest zabawne felietonowe hasło, którego próba stosowania do opisu rzeczywistości zawsze pokazuje jego słabość. W realnym lajfie regularnie stykamy się z konfliktami dwóch wolności. Wolność do zrobienia nocą balangi może kolidować z czyjąś wolnością wypoczynku. Wolność do wybudowania na swojej własnej działce spalarni śmieci może kolidować z czyjąś wolnością działalności gospodarczej (bo będzie musiał zamknąć urokliwy pensjonat agroturystyczny). Wolność śmierdziela do palenia w knajpie koliduje z moją wolnością zjedzenia w tej knajpie obiadu. Kto w Twojej utopii rozstrzygałby, która wolność jest ważniejsza? Inżynier Mruwnica ze swoim niezawodnym ontometrem? Pomijając ten problem, napotykamy na drugi. Załóżmy nawet, że to hasło jest proste w stosowaniu i wszyscy stosują taką samą definicję "wolności". Jak zapewnić to, że "wolność jednego nie może poszerzać się kosztem wolności drugiego" bez specjalnej instytucji Strażników Wolności? W praktyce nie wymyślono niczego lepszego od prawa powszechnego (które np. zabrania hałasować po 22-ej oraz zabrania uruchamiania w pewnych strefach pewnego rodzaju działalności gospodarczej uciążliwej dla otoczenia), oraz policji z pałami, która wymusza jego stosowanie. @braineater "Co znów prowadzi nas do problemu skali." Nie, prowadzi nas do problemu odmowy. Co jeśli osoba zakłócająca naszą ciszę nocną, budująca nam za płotem spalarnię śmieci lub paląca przy nas w knajpie na naszą uprzejmą prośbę o szanowanie naszej wolności osobistej odpowie, że swoją wolność uważa za ważniejszą? To przecież nie jest tak, że każdy na naszą uprzejmą prośbę zareaguje "o przepraszam, więcej tego nie zrobię". Nie tylko dlatego, że nie każdy ma tyle dobrej woli, ale po prostu dlatego, że niektórzy mogą mieć inną hierarchię wartości. 2009/06/09 14:25:27
@WO
Kto w Twojej utopii rozstrzygałby, która wolność jest ważniejsza? Inżynier Mruwnica ze swoim niezawodnym ontometrem? Ciągle piszesz tak, jakby twoja utopia była różna od mojej. Nie jest. Możemy się kłócić o szczegóły, ja tylko zauważam, że nie ma większej różnicy między nami, jeśli godzimy się na istnienie monopolów przemocy, a jednocześnie nie chcemy, by były wszechwładne. Nie chcemy, prawda? A bardziej dorzecznie: mam dwie odpowiedzi - w wielu przypadkach nie umiałbym wycenić, czyja wolność jest ważniejsza, więc chciałbym tylko, by na swoim postawił ten, kto będzie przestrzegał podobającej sięmi procedury. Czyli nie miałby na przykład racji ten, który pierwszy dałby komuś w mordę. Poza tym, ważne byłoby, jakie relacje kontraktowe ich łączą, jeśli jakiekolwiek. Druga odpowiedź brzmi: według mojego widzimisię (i tu właśnie zarzynam mój anarchizm żywcem, a z drugiej strony - to jest ważny element tego anarchizmu). Bo nie interesuje mnie procedura np. w sprawie prawa do aborcji na życzenie. Ma być zapewnione. Podoba mi się założenie, że każdy z tym, co jest bezsprzecznie nim (a dla mnie moje wnętrzności są częścią mnie bezdyskusyjnie i ten wniosek przenoszę na innych) może robić co chce, nawet z czyjąś szkodą. I tylko z tym tak może. Nie powiem na 100% że jestem zupełnie w tym konsekwentny, ale coś blisko tego. Choć oczywiście zastawiam się, jak arbitralna być może granica między moim wnętrzem i tym, co na zewnątrz. A prawo powszechne nigdy nie jest powszechne. Co najwyżej może dotyczyć większych lub mniejszych terenów. A przynajmniej ja nie słyszałem o rządzie światowym jako czymś historycznym. Jasne więc, mogą istnieć zasady dla wszystkich, tylko na jakim terenie, to chyba pytanie otwarte? Ja marzę o pokojowym rozdrobnieniu centrów władzy i pokojowym ich współistnieniu. Tak, to może być mętne (właszcza to, co dotyczy ludzkiej autonomii) i cholera wiem, wcale nie będzie Ci z tego powodu przykro. :) 2009/06/09 14:31:43
@ na naszą uprzejmą prośbę o szanowanie naszej wolności osobistej odpowie, że swoją wolność uważa za ważniejszą?
No to jest trochę problem wychowawczy, prawda? Coś, co możnaby było załatwić (bardzo długofalowo oczywiście i sporym wysiłkiem), ukierunkowując młodzieży chowanie nie na podporządkowywanie się sztywnej hierarchii, w której Zenek ', Zenek '' i Zenek ''' mają różne prawa i różne zakresy wolności (czyli tak jak jest +/- dziś), tylko tłumacząc od podstaw i piorąc mózgi, co godzinę, że wszyscy w tej zagrodzie jesteśmy równi i nie ma równiejszych, przynajmniej w zakresie wolności poszczególnych jednostek. Co w sumie nie jest żadnym odkryciem i nawet chyba parę rewolucji wybuchło, niesionych tym hasłem, tylko ajkoś zawsze potem wracała hieratyczność 2009/06/09 14:38:12
@: posiadanie bomby atomowej (lub części potrzebnych do złożenia jej) w piwnicy ma się do posiadania klamki tak, jak jak posiadanie odrzutofffca do kaszlaka.
I ta analogia ma wyjaśniać niby co? Państwowy monopol sprzedaży odrzutowców? @: Gdyby miał związany, z automatu tracił by go, gdyby go nie realizował. Przecież traci, tyle, że nie z automatu (to znaczy z kogo?) tylko co wybory. Jak to sobie wyobrażasz inaczej? Minął już tydzień urzędowania, a autostrad nie ma, konstytucja mówi "zwalniam pana". @: No ale tutaj wracamy na mój fetysz 'dogadywania się.' Wkurwia cię, że nie mówię ci dzieńdobry, to stary - podejdź, powiedz, zjeb mnie od buców, na pewno wywołasz pożądaną reakcję Napisałem "ale nie za to". Nie za to będą bić cię w baniak, że nie mówisz dzień dobry, tylko jest na świecie masa ludzi, którym dzień dobry nie mówisz (bo ich nie znasz, ani nawet nie spotykasz na ulicy, albo nawet nie mieszkasz w tym samym mieście -- sąsiedzi, sąsiadów, sąsiadów), a na ich życie twoje działania jakoś wpływają. Panowie Zenkowie w teorii reprezentują ich interesy, bo oni sami nie są w stanie podejść do każdego Braineatera i Mruwnicy świata tego i się dogadać. Dlatego wysyłają Zenka żeby się dogadał. W teorii. @: Czyli nie miałby na przykład racji ten, który pierwszy dałby komuś w mordę. Jak to? Chcesz odbierać ludziom wolność sposobu załatwiania swoich spraw? A jeżeli im się tak podoba? 2009/06/09 14:41:06
@braineater: piorąc mózgi, co godzinę, że wszyscy w tej zagrodzie jesteśmy równi i nie ma równiejszych, przynajmniej w zakresie wolności poszczególnych jednostek. Co w sumie nie jest żadnym odkryciem i nawet chyba parę rewolucji wybuchło, niesionych tym hasłem, tylko ajkoś zawsze potem wracała hieratyczność
No popatrz, tyle razy już próbowano i się ciągle nie udaje... po prostu rzeczywistość się myli, bo jest niewychowana. Moja teza jest taka, że: "jesteśmy równi w zakresie wolności poszczególnych jednostek" jest absurdem, ponieważ wolność i równość są wartościami przeciwstawnymi. 2009/06/09 14:44:22
"ukierunkowując młodzieży chowanie nie na podporządkowywanie się sztywnej hierarchii, w której Zenek ', Zenek '' i Zenek ''' mają różne prawa i różne zakresy wolności (czyli tak jak jest +/- dziś), tylko tłumacząc od podstaw i piorąc mózgi, co godzinę, że wszyscy w tej zagrodzie jesteśmy równi i nie ma równiejszych, przynajmniej w zakresie wolności poszczególnych jednostek."
Ta, jasne. Zupełnie jak u Wellsa "nasze metody wychowawcze są naszym rządem". W sumie nie wiem, czy mam Ci życzyć powodzenia w szlachetnych palanch, bo w tej wellsowskiej utopii opisanej w "Ludzie jak bogowie" też różnorako bywało, co udało mi się złośliwie podpatrzeć. 2009/06/09 14:46:27
@Inzynier
Jak to? Chcesz odbierać ludziom wolność sposobu załatwiania swoich spraw? A jeżeli im się tak podoba? No chcę i nawet temu nie zaprzeczałem. Nawet pisałem, że wizje anarchistycznego "powszechnego dogadu" i zinstytucjonalizowanej społeczności są tylko pozornie bardzo od siebie różne, bo jak doda się kilka istotnych założeń, zaczynają się zlewać. Przecież traci, tyle, że nie z automatu (to znaczy z kogo?) tylko co wybory. No ale właśnie o to chodzi, że w przypadku utraty z "automatu" straciłby niezwłocznie, a nie po tym, jak mu kadencja minie. I ta analogia ma wyjaśniać niby co? Państwowy monopol sprzedaży odrzutowców? Ma wyjaśnić, dlaczego nie do końca da się uzasadnić tymi samymi argumentami prawo do posiadania broni i prawo do posiadania bomby atomowej/materiału rozszczepialnego lub trucizny. Tak samo jak prawo do posiadania klamki jeszcze nie pociąga za sobą prawa do posiadania automatyka czy semiautomatyka. Nawet. 2009/06/09 14:47:30
@braineater
"No to jest trochę problem wychowawczy, prawda?" Nie jest. Ty inaczej rozumiesz wolność, ja inaczej rozumiem wolność, tego się nie dałoby rozstrzygnąć wychowaniem (chyba że masz na myśli jakaś ekstremalną formę prania mózgu mającą spowodować, żeby wszyscy mieli na tyle podobne rozumienie wolności, jak mieszkańcy KRLD). " tylko tłumacząc od podstaw i piorąc mózgi, co godzinę, że wszyscy w tej zagrodzie jesteśmy równi i nie ma równiejszych, przynajmniej w zakresie wolności poszczególnych jednostek." To że jedna osoba chce o północy pić, tańczyć i głośno krzyczeć a druga osoba za ścianą chce wtedy spać, to nie jest kwestia do rozstrzygnięcia przez odwoływanie się do wolności i równości. Owszem, obie osoby są równe, obie mają takie same uprawnienia do żądania prawa do snu lub prawa do zabawy. No i co, w jaki sposób ich równość ma pomóc w rozstrzygnięciu sporu? 2009/06/09 15:23:35
@jaś: Nawet pisałem, że wizje anarchistycznego "powszechnego dogadu" i zinstytucjonalizowanej społeczności są tylko pozornie bardzo od siebie różne, bo jak doda się kilka istotnych założeń, zaczynają się zlewać.
No to dupa z Ciebie, a nie Braineaterowy Metatron. Dawać go tu niech się tłumaczy z nadkulerskości "powszechnego dogadu". @: No ale właśnie o to chodzi, że w przypadku utraty z "automatu" straciłby niezwłocznie, a nie po tym, jak mu kadencja minie. Zatem przegapiłeś fragment: Jak to sobie wyobrażasz inaczej? Minął już tydzień urzędowania, a autostrad nie ma, konstytucja mówi "zwalniam pana". @: Ma wyjaśnić, dlaczego nie do końca da się uzasadnić tymi samymi argumentami prawo do posiadania broni i prawo do posiadania bomby atomowej/materiału rozszczepialnego lub trucizny. Owszem, za to takimi samymi argumentami da się wyjaśnić ograniczenia tych praw. 2009/06/09 16:31:28
@Inżynier
Oczywiście tylko wtedy, gdy udowodnisz, że posiadanie broni palnej jest równie groźne, jak broni atomowej. A biorąc pod uwagę, że twierdzę, że ogólnie przestępstwa z naruszeniem nietykalności i rozboje nie stają się rzadsze dzięki zakazom posiadania, tylko dokonuje się ich innymi narzędziami, ba, są przypadki, w których zaostrzenie przepisów ograniczających dostęp w pewnych miejscach w świecie zbiegło się ze wzrostem przestępczości z udziałem przemocy, to będzie trudne moim zdaniem. 2009/06/09 16:32:48
@Minął już tydzień urzędowania, a autostrad nie ma, konstytucja mówi "zwalniam pana".
To komu mam się oddać, by tak było? 2009/06/09 16:42:51
@jash
"To komu mam się oddać, by tak było?" Nie chcesz, żeby tak było, bo nie chcesz przyśpieszania procedur budowy autostrad tak, że całkowicie olewając uzgodnienia środowiskowe od jutra bez ostrzeżenia buldożery mogą ci wjechać pod okno, bo tak sobie po prostu ktoś linijką na mapie narysował, że tędy będzie na skróty. Budowa przeciętnego odcinka autostrady trwa minimum pięć lat od podjęcia decyzji do przecięcia wstęgi. Pierwsze dwa lata do procedura uzyskania DŚU, czyli takiego ustalenia przebiegu, żeby jak najmniej ludzi (i zwierzątek) na tym ucierpiało. Następny rok to wyłanianie takiego wykonawcy, żeby wyszło jak najtaniej i minister nie mógł po prostu po uważaniu dać zarobić szwagroszczakowi. Ostatnie dwa lata to przecięcie wstęgi. Upraszczając procedury można by obciąć to o trzy lata - przyjmując zasady, że gdzieś mamy uciążliwość dla ludności okolicznej i minister podpisuje umowę dyskrecjonalnie, nie pieprząc się z przetargami. Na pewno tego chcesz? 2009/06/09 16:49:18
@WO
Ale się nie zrozumieliśmy, nie chodzi o autostrady, tylko tak trochę na niepoważnie (a przynajmniej się nie zastanawiałem, czy robię to poważnie) spytałem, kto zapewni w ogóle w czymkolwiek takie procedury, co mnie bezwzględnie interesuje. Budowy autostrad na takiej zasadzie mógłbym nie chcieć. Ale legalizację zielska i nadanie kobietom-matkom prawa do aborcji na życzenie - tak. 2009/06/09 16:51:18
nadania. Jasiu, nie śpiesz się. Kurwa, pierdolcu, nie śpiesz się.
2009/06/09 17:33:29
@jaś:
Widzisz jakie głupoty wychodzą, gdy się człowiek śpieszy. Cztery lata na zrobienie/skompromitowanie się to jest jakiś tam trade-off, ale nawet nie o to chodzi. Jak sobie wyobrażasz ten automat? Kto by decydował czy obietnice zostały wypełnione, czy nie? Wiesz... to ze zwalniającą polityka konstytucją to była ironia. Co gdy dwaj politycy obiecują sprzeczne rozwiązania, a w końcu dochodzą do kompromisu? Obaj się sprawdzili, czy obaj nie? Do działania Twojego snu potrzebny Ci jest ontometr wiadomego inżyniera; w teorii demokracji właśnie tak jest: jedni ludzie mówią że spełnił, drudzy, że nie spełnił i przez głosowanie ustalają sąd obiektywny. We are the ontometr. 2009/06/09 17:43:02
@Inżynier
Ci sami wyborcy, którzy muszą w wersji mandatu ogólnego czekać 4 lata. Po prostu kandydat jest wybierany i tym samym zaopatruje się go po wyborze w warunki mandatu. I potem głosowanie może mu ten mandat odebrać w razie jego naruszenia. To nie jest moja propozycja, ja tylko tłumaczę pomysł. Mógłbym się do czegoś takiego skłonić, ale na razie dobrym, marsjańskim zwyczajem pozostawiam sobie rozważenie tego na później. 2009/06/09 17:44:07
@jaś:
Czyli Twoja propozycja sprowadza się do comiesięcznych wyborów parlamentarnych, tak? 2009/06/09 17:53:19
@Inż
Czyli moje zobrazowanie pewnego pomysłu nie sprowadza się do tego, bo trzeba by było założyć, że takiemu posłowi opłacałoby się przekraczać swój mandat. I to nie jest moja propozycja. Nie jest. Powtórzę: nie jest. I pewnie nie dotyczyłaby wyborów do parlamentu tylko do jakiegoś ciała lokalnego. A większy organ służyłby głównie dogadywaniu się mniejszych. Federacja. 2009/06/09 20:00:43
@ Jak to sobie wyobrażasz inaczej? Minął już tydzień urzędowania, a autostrad nie ma, konstytucja mówi "zwalniam pana".
Ja sobie wyobrażam inaczej, znaczy nie tyle wyobrażam, co pamiętam 5/10 z jakiegoś podręcznika historii starożytnej, że w którymś z greckich polis, obowiązywała (albo miała obowiązywać) zasada, wedle której funkcja polityczna nie była przywilejem, a obowiązkiem każdego obywatela, a z jej sprawowaniem nie wiązały się żadne profity (zero wynagrodzenia), wręcz przeciwnie, przymusowy polityk odpowiadał całością swego majątku (i czasem łbem), za każdy fakap - czy to nie zrealizowane obietnice, czy przekręty, czy łotewer. Nie można się było od tego wymigać, a lud polis dość konsekwentnie egzekwował swoje prawo do udupienia nieudolnego polityka. I wtedy niech ta kadencja trwa nawet 4 lata (bo tak chyba było, jak nawet nie pięć). Oczywiście jest szansa, że mi się coś popieprzyło i pamiętam to np z jakiegoś Gene Wolfa, ale same założenia zawsze mi pasowały i z taką forma instytucjonalnej władzy nie miałbym problemów. @ Powszechne dogadu. Bym się tak przy nim nie upierał, kiejby nie to, że istniały społeczności, którym się to do pewnego stopnia udawało i nawet dzis istnieją, choć tu WO ma trochę racji, ze udaje im się istnieć głownie dlatego, ze bez skrupułów, żerują na innych, no ale to jakby cecha wszystkich społeczności, że zawsze na kimś żerują mniej lub bardziej. Znaczy - o piratach będzie trochę, którym w XVII wieku udało się błyskawicznie opanować Karaiby, głównie dlatego, że tworzyli społeczność ahieratyczną, opartą na powszechnym dogadu. Tu dane mam nieco dokładniejsze, bo całkiem niedawno odesłałem tłumaczenie XVII wiecznego pamiętnika, jednego miłego pana, co z piratami podróżował i on to dość dokładnie insidersko opisuje. Otóż - cały numer z piratami polegał na tym, że nie było przywódców, żadnego ośrodka władzy, który mówił co i jak, że np w piątek płyniemy i łupimy Jamajkę, a w jeśli dziś środa, to jesteśmy na Kubie. Nope - z taka propozycją mógł wyjść każdy wolny członek pirackiej załogi i tylko od umiejętności powszechnego dogadu zależało, czy reszta za nim pójdzie. Te narady potrafiły trwać tygodniami i zatwierdzano w ich trakcie absolutnie każdą pierdołę, od tego, jakie ścierwo do jedzenia będzie na pokładzie, przez odszkodowania za urwane palce i kończyny, po bonusy za brawurę i efekty specjalne. Oczywiście - każda sprawa musiała być zatwierdzona jednogłośnie i jawnie. Ktoś miał z czymś problem, to przekonywano go tak długo, aż przestał go mieć, albo rezygnował z udziału w wyprawie. Jeszcze lepiej wyglądała sprawa z kapitanami wypraw, którzy tak naprawdę nie mieli żadnej władzy - najczęściej wybierano na kapitana tego, co proponował wyprawę, ale rozkazywać ludziom, mogł tylko i wyłącznie w chwili ataku i/lub ucieczki, podczas całego rejsu był na dokładnie tym samym poziomie, co reszta załogi i nie mial żadnych dodatkowych przywilejów, a nawet, podobnie jak w przypadku tych opisanych wyzej polis, mógł stracić łeb, jeśli coś spieprzył - zyski były nie takie, chciał coś więcej dla siebie etc. I ta maszynka powszechnego dogadu działała bardzo, bardzo skutecznie przez kilkanaście lat, trzymając w szachu Francuzów, Anglików i Hiszpanów, którzy siedzieli na wyspach i nie potrafili się pozbyć problemu, bo nie istniał żaden ośrodek władzy, co można by go było zniszczyć, zapewniając sobie spokój, trzeba było się z piratami albo dogadywać, albo tępić sztuka po sztuce, statek po statku, a to wcale proste nie było. Sypnęło sie wszystko dopiero, kiedy Angole dali absolutną władzę Morganowi, który , najpierw umówił mega wyprawę wedle wszelkich opisanych powyżej zasad, przedarł się lądem do Panamy, a potem (dedicated to WO), wziął i spierdolil z całym łupem, zostawiając jakieś 3k ludzi na lodzie. Ale żeby tego dokonać, też musiał przez długi czas działać w systemie powszechnego dogadu. Znaczy, podsumowując tl;dr zamiast dobranocki - da się, a przynajmniej dawało się kiedyś. Można w jakimś ograniczonym zakresie stworzyć system, w którym każde prawo podlega negocjacjom a hierarchia jest tymczasowa. 2009/06/09 20:28:41
@jaś: I pewnie nie dotyczyłaby wyborów do parlamentu tylko do jakiegoś ciała lokalnego.
Już całkiem przestaję Cię kapować... To co? Wywożenie nieudolnych polityków na taczkach przez rozsierdzoną tłuszczę? @brain: obowiązywała (albo miała obowiązywać) zasada, wedle której funkcja polityczna nie była przywilejem, a obowiązkiem każdego obywatela, a z jej sprawowaniem nie wiązały się żadne profity (zero wynagrodzenia), wręcz przeciwnie, przymusowy polityk odpowiadał całością swego majątku (i czasem łbem), za każdy fakap - czy to nie zrealizowane obietnice, czy przekręty, czy łotewer. Ty naprawdę jesteś wielkim fanem samodzierżawia widzę. Przecież jeśli polityk ma z tego nie mieć pensji to musi dostać swoje poletko kompetencyjne na własność, albo być idiotą. @: Ktoś miał z czymś problem, to przekonywano go tak długo, aż przestał go mieć, albo rezygnował z udziału w wyprawie. (podkreślenie moje) Ot i cały numer. Jeżeli społeczność jest nieobowiązkowa i można sobie z niej spierdolić pod ciepłą pierzynkę (wystarczy zrzucić opaskę na oko i odkręcić drewnianą nogę) zasiedziałej cywilizacji, to może się nawet rządzić zasadą "rację ma ten, kto ma droższe buty". 2009/06/09 20:53:44
Nic tak dobrze nie opisuje wymarzonej utopii kolegi BrainEatera, jak poniższe słowa:
"- Basieńko - szepnęła. - Jakby to było cudownie na świecie, gdyby wszyscy ludzie byli dobrzy... - O tak! - A jakby to było cudowne, gdyby się wszyscy kochali - Wtedy nie byłoby ani złych, ani nieszczęśliwych, ani smutnych... Bogaty podzieliłby się z biednym, a szczęśliwy podzieliłby serce i połowę oddał nieszczęśliwemu." Warto wspomnieć, że autor tego tekstu jest również autorem książki, która umożliwiła debiut aktorski obecnemu Prezydentowi RP i jego walecznemu Bratu. 2009/06/09 20:54:59
@ Przecież jeśli polityk ma z tego nie mieć pensji to musi dostać swoje poletko kompetencyjne na własność, albo być idiotą.
nie wpuszczę się w szczegół bo go nie znam, a warstwa kurzu na książkach Krawczyka, jest już większa niż na kolekcji powieści milicyjnych, ale wydaje mi się, że a) - obowiązkowość funkcji politycznej (prędzej czy później każdy obywatel polis musiał zająć jakieś stanowisko szefa d/s kanalizacji czy innego uberministra od napełniania serc otuchą) pomagała wytworzyć naprawdę ścisły związek między mieszkańcami, a miastem i pomagała zrozumieć, na czym polega odpowiedzialność za decyzję, które w końcu dotyczyły wszystkich obywateli; b) ochota na przekręt była dużo mniejsza, bo jednak oficjalne bankructwo, wygnanie i/lub kasacja to jest poważny hamulec, co bardziej radykalnych zapędów. Kluczem tu jest nie idiotyczne pchanie się na stołek, a to, że był to obowiązek, jak (nie przymierzając) służba wojskowa, od którego nie można się było wymigać. Wydaje mi się, że kiedy wiesz, że przymusowo będziesz musiał podejmować decyzje dotyczące 'wszystkich" i wiesz, co grozi ci za fakap, to musiałbyś być samobójcą albo idiotą, żeby nadużywać funkcji dla własnych korzyści. bo i tak najdłużej ten stan może trwać przez kadencję - potem przyjdzie kolejny przymusowy wybraniec i nie będzie miał żadnego interesu w tym, by tuszować twoje fakapy, co ci się je udało jakoś zmieść pod dywan. @ Jeżeli społeczność jest nieobowiązkowa i można sobie z niej spierdolić pod ciepłą pierzynkę (wystarczy zrzucić opaskę na oko i odkręcić drewnianą nogę) zasiedziałej cywilizacji Trochę nie tak. Zmyk do zasiedziałej cywilizacji w większości przypadków groził wyrokiem (mieszkańcy wysp naprawdę z dużym wkurwem traktowali korsarzy, bo ci też się nimi nie przejmowali), więc jeśli nie potrafiłeś się dogadać, co do udziału w wyprawie, to najczęściej kończyło się tym, że cię zostawiali na jakiejś wyspie razem z rannymi i jeńcami, gdzie czekałeś na powrót tych, co się dogadali. No i oczywiście nie mogłeś liczyć na jakikolwiek udział w łupach. Prosta zasada - jesteś tępym betonem, nie potrafisz się dogadać - żaden problem. ale nie licz na udział w zyskach. 2009/06/09 20:57:52
@Inżynier
Po prostu nie rozważam istnienia ciała nad. Pewnie byłoby wybierane pod kontrolą tłuszczy. I tak, oczywiście, tłuszcza mogłaby wymontować tego, kogo zamontowała, ze stołka. Ale nie zabić. To nie jest propozycja, to nie jest propozycja, to nie jest propozycja sialala. @Brian Tak do mnie mów. I polewaj roztopionym woskiem. 2009/06/10 10:42:59
@braineater
"obowiązkowość funkcji politycznej (prędzej czy później każdy obywatel polis musiał zająć jakieś stanowisko szefa d/s kanalizacji czy innego uberministra od napełniania serc otuchą) pomagała wytworzyć naprawdę ścisły związek między mieszkańcami, a miastem i pomagała zrozumieć, na czym polega odpowiedzialność za decyzję, które w końcu dotyczyły wszystkich obywateli" Tym razem w czarną dziurę w pamięci krótkoterminowej wpadł Ci taki drobny detal, że w greckiej polis "wszyscy obywatele" nie oznaczali "wszystkich mieszkańców". Przeciwnie, oznaczali znikomą mniejszość populacji. Ten system może działać tylko na takiej zasadzie, że oto mamy 5% oligarchów i 95% niewolników pozbawionych jakichkolwiek praw. Jak tylko zaczniemy jednak rozważać obrazoburczą myśl o przyznaniu praw publicznych tym 95% czarnoroboczych, pojawia się problem braku jasnych kryteriów oceny polityka. Na przykład polityk proponujący ustawowy zakaz ograniczenia chłostania niewolników tylko do 50 batów raz na dwa dni, zostałby uznany za złego polityka przez właścicieli niewolników a za dobrego polityka przez niewolników. Która z tych grup obiektywnie Ma Rację? 2009/06/10 12:16:55
nie wpadł, wyraźnie zaznaczyłem, że chodziło o obywateli, co w przypadku pisania o polis ma chyba jednoznaczny wydźwięk:) A cały system w mojej wersji raczej nie zakłada powrotu do niewolnictwa, tylko raczej według dzisiejszych układów - współudział wszystkich, którym przysługuje prawo wyborcze, połączone w tym wypadku z obowiązkiem_bycia_wybranym. Nie wiem - ciągle mi się wydaje, że takie podejście przede wszystkim zmusiłoby nas do uważnego patrzenia na ręce politykom (no bo po tym partaczu może przyjść Twoja kolej i będziesz musiał wybrnąć z syfu, jaki za sobą zostawi - to już nie będzie, odnosząc się do Twojego konika - nie głosuję na ciebie, bo nie zbudowałeś nam autostrad, tylko zrób coś gnoju, bo w końcu to ja będę musiał budować te autostrady, a też nie wiem jak.) Może naiwnie mi się wydaje, ale mam wrażenie, że taki wymuszony współudział w polityce i istotnych decyzjach, w końcu musiałby doprowadzić do jej poprawy i wytworzenia jakiegoś systemu, który potrafi w ludziach wykształcić spore poczucie odpowiedzialności za decyzje. choć jest też całkiem spora groźba stagnacji - markowanie roboty, pozorowanie działań może się w ostateczności okazać bezpieczniejszym sposobem na przetrwanie kadencji, niż jakieś rzeczywiste akcje, przynoszące jakieś wymierne skutki. Choć z drugiej strony leserstwo można karać tak samo, jak przekręty.
2009/06/10 12:38:36
Ze wszystkich tych przykładów przebija taki wzorzec: powszechny dogad jest możliwy, jeżeli społeczność dogadu może się podłączyć do jakiegoś grubego źródła zasobów (niewolnictwo, piractwo, etc.) No to może za Drexleya w końcu nastanie ten wymarzony korwinland, chociaż w "Diamentowym wieku" też go nie było (to znaczy teoretycznie był między lturystami, ale ich znowu zintstytucjonalizowane plemiona wyłapywały jak świniaki i częstowały ciastoformami, gdy im się nie podobali).
2009/06/10 12:49:34
jash-skoczowski
@Inżynier Ci sami wyborcy, którzy muszą w wersji mandatu ogólnego czekać 4 lata. Po prostu kandydat jest wybierany i tym samym zaopatruje się go po wyborze w warunki mandatu. I potem głosowanie może mu ten mandat odebrać w razie jego naruszenia. To nie jest moja propozycja, ja tylko tłumaczę pomysł. Mógłbym się do czegoś takiego skłonić, ale na razie dobrym, marsjańskim zwyczajem pozostawiam sobie rozważenie tego na później. Ten marsjański zwyczaj został już jakiś czas temu wprowadzony do polskiego prawa - jest możliwość stwierdzenia przez obywateli przed upływem kadencji, ze wybrany przez nich reprezentant ssie (czasem dosłownie) i jak przegłosują, że to prawda, to wylatuje. Zwyczaj ograniczony do stanowisk wybieranych w prawdziwych wyborach (nie proporcjonalnych), ale istnieje i ma się raz lepiej (Małkowski), raz gorzej (Karnowski). Zwyczaj dałoby się zastosować nawet do posłów, gdyby wprowadzono okręgi jednomandatowe. 2009/06/10 13:20:54
@braineater
"Nie wiem - ciągle mi się wydaje, że takie podejście przede wszystkim zmusiłoby nas do uważnego patrzenia na ręce politykom" Tobie cały czas niemądrze się wydaje, że polityka to problem "patrzenia na ręce". A tak naprawdę to problem nieredukowalnych konfliktów interesów, w których nikt nie ma racji Obiektywnej, tylko każdy ma swoją. Ja jestem za dupnięciem Kulczykowi 80% podatku dochodowego, Kulczyk jest za liniowym - i obaj mamy swoją rację, bo obaj mamy inny punkt siedzenia wymuszajacy inny punkt widzenia. Mieszkańcy Zadupia Dolnego nie chcą autostrady przecinającej ich miejscowość, reszta Polski tej autostrady chce. I znowu: nikt tu nie ma racji Obiektywnej, tylko każdy ma swoją. I tak dalej. 2009/06/10 15:07:18
WO, ale ciągłe przyp... się do pamięci krótkiej Braineatera jest nudne i upierdliwe. Raz, drugi, trzeci, ale może już wystarczy, wszyscy wiemy że pali trawkę i generalnie chyba tylko Ciebie to tak bulwersuje.
2009/06/10 22:54:26
@jakas1
Wszystko ładnie, wszystko pięknie, że tak jest, ale marsjański zwyczaj polega na pozostawianiu sobie pewnych rzeczy do rozważania na później, bez rozstrzygnięcia. A nie na odwoływaniu kogokolwiek z jakiegokolwiek stanowiska. I szczerze, teraz to ja mam ochotę zastosować się do zwyczaju nawet wobec tego, co napisałeś, a zwłaszcza do tego, co napisał Inżynier i WO. Najchętniej to bym się nawet, kurwa, odcieleśnił na chwilkę. Wasze zdrowie. 2009/06/10 23:08:00
@WO
No ale o so ci choci ci? No tak, macie z Kulczykiem sprzeczne interesy i jakoś mi się zdaje, że tego problemu nie rozwiązuje ani demokracja bezpośrednia i ład kontraktowy, ani demokracja parlamentarna. Co najwyżej ktoś może zdominować drugą stronę. Chyba, że jednak nauczycie się harmonizować swoje interesy. I wracam do krainy Stupor, papapa. :) . |
|