|
inżynieria memetyczna
Blog > Komentarze do wpisu
My name is Chuck and I am here to rock
Kiedyś pod jedną z notek komcionauta zadał pytanie "Czym płócienno-gumowe Chucki różnią się od płócienno-gumowych chińskich trampek?" Jedną z odpowiedzi jest - bo płócienno-gumowe chińskie trampki nie są w kolorze OZZY FUCKING OSBOURNE:
ROCK!
Polska to niestety nie jest kraj dla Chucków, bo chociaż są dużo lepiej wykonane niż chińskie klony, to jak na płócienne trampki ceny są spore (zwłaszcza w "wyspecjalizowanych" sklepach, w jednym butiku w Złotych Trasach chcieli nawet 300 stówy, i to za materiał, nie skórę - warto więc polować na przeceny - ten z fotki to fason sprzed dwóch lat, więc go wczoraj korzystanie nabyliśmy w Diversie). Stąd często widuję jakichś studentów w zamordowanych (podartych, znoszonych) Chuckach - jakby wydał te 150 zyka na hipsterskie trampki i postanowił nosić je przez trzy sezony bez przerwy. To już lepiej poszukać jakiś fikuśnych klonów w Deichmanie czy innym CCC za 4 dychy, a za rok kupić nowe. Sobie sprawiłem zaś skórzane trampki Reebooka, zbliżone kształtem do Chucków; a to z takiej przyczyny, że (jak wspomniałem w komciach) mojego numeru (US13/UK12/31CM) w Polsce nie ma bo nie (inne Conversy są, mam już drugą parę skaterskich) i nie, nie sprowadzą bo nie. A jakoś nie potrafię się przemóc, żeby zamówić buty w Amazonie, ale chyba się przełamię. niedziela, 07 marca 2010, mrwisniewski
TrackBack
Komentarze
sheik.yerbouti
2010/03/08 00:35:19
My name is Szczak. Jaworzno Szczak.
2010/03/08 06:14:03
Kiedys jechałam w Warszawie autobusem i jakieś dwie gimnazjalistki zaczęly mi się nienawistnie przyglądac. Jedna burknęła "Tenisowki zimą?" - "To są zimowe conversy, wsióro."
Mi się te strasznie podobają. Niestety moge nosic tylko xx-hi. Wlasnie niedawno mi sprowadzili, ale musialam czekac 4 tygodnie. Ceny ok 40 funtow. Mialam znizke z 37 do 21 :-o Jedne nosze juz chyba piaty sezon i w ogole sie nie zniszczyly. To sa naprawde fajne buty. 2010/03/08 08:58:37
@"To są zimowe conversy, wsióro."
Wow, cóż za diss! Wujek Samo Zło byłby z ciebie dumny. Pewnie te gimnazjalistki padły trupem z wrażenia? I don't fuckin think so, pewnie po prostu miałaś jakieś obciachy, konwersy też są różne, kwadratowe i podłużne, jajakowsiur jedne zakładałem tylko do pola, jak byłem mały. 2010/03/08 09:15:45
@A o golasach to notki nie będzie?
Przecież jak zwykle nie oglądał. Zapraszam tutaj: piotrdobry.blogspot.com/ 2010/03/08 09:24:39
@wow co za diss
Lepszy niż cokolwiek co byłbyś w stanie z siebie wydusić. 2010/03/08 09:41:02
@Lepszy niż cokolwiek co byłbyś w stanie z siebie wydusić
Cieszę się, że nie będziecie mieć dzieci, bo sztuka ciętej riposty jest u was najwyraźniej rodzinna. Wyobrażam sobie, jak musieliście mieć ciężko w szkołach (i potem w autobusach, tłamszeni przez gimnazjalistki). 2010/03/08 09:43:05
@A o golasach to notki nie będzie?
A jest o czym? Christ Waltz miał piękną brodę. @Przecież znoszenie trampiochów to stajl sam w sobie. Racjonalizacja to jeszcze nie stajl. @jedne nosze juz chyba piaty sezon i w ogole sie nie zniszczyly. Bo pewnie nie nosisz ich cały czas. 2010/03/08 09:47:49
@dp
"Cieszę się, że nie będziecie mieć dzieci" Ależ oczywiście, że będziemy mieli, coś koło trójki pewnie. 2010/03/08 10:13:56
@A jest o czym?
Och, Michio jest ponad Oscary. Myślałem, że napiszesz chociaż o tym, jakie to niesprawiedliwe, że znowu Pixar dostał za animację, choć nie zasługiwał. Oczywiście, jak u Ciebie częste - z perspektywy człowieka, który filmu nie widział. @Ależ oczywiście, że będziemy mieli, coś koło trójki pewnie No trudno, pocieszam się, że jednak nie zawsze cechy są dziedziczne. 2010/03/08 10:15:07
@dp
Będą się pocieszać "przynajmniej ojciec nie truje nas nikotyną". 2010/03/08 10:20:43
@Będą się pocieszać "przynajmniej ojciec nie truje nas nikotyną"
Ojców, którzy trują dzieci nikotyną, pierwszy powieszę za jaja. Daj adresy. 2010/03/08 10:31:54
@mrw
Przez niemal całą notkę siedziało mi w głowie "czy mrw, DKN, nie może sobie kupić conversów w amazonie jak każdy normalny człowiek". Na szczęście ostatnim zdaniem uratowałeś notkę. Chyba trochę zbyt niecierpliwy jestem. W Niemczech w tym roku liczył się w conversach jedynie design, bo tych solid color nawalili do każdego sklepu, że aż przykro było patrzeć na wyprzedaże. 2010/03/08 10:41:18
@Przez niemal całą notkę siedziało mi w głowie "czy mrw, DKN, nie może sobie kupić conversów w amazonie jak każdy normalny człowiek".
No ale wiesz, jak akurat wiem, jaki mam rozmiar, ale ogólnie to lubię sobie przymierzyć przed zakupem, więc bariera psychologiczna. @W Niemczech w tym roku liczył się w conversach jedynie design, bo tych solid color nawalili do każdego sklepu, że aż przykro było patrzeć na wyprzedaże. @Och, Michio jest ponad Oscary. Jeśli nie mam ciekawej angedotki, to nie będę robić notki. O moich marzeniach Oskarowych pisałem przy okazji Avatar vs. D9, nic się ciekawego od tego czasu nie wydarzyło. Aha, wymyśliłem mema dla łkających avatardów: Butt Hurt Locker. @Myślałem, że napiszesz chociaż o tym, jakie to niesprawiedliwe, że znowu Pixar dostał za animację, choć nie zasługiwał. Oczywiście, jak u Ciebie częste - z perspektywy człowieka, który filmu nie widział. Jedyny raz, jak pisałem o "Up" to wtedy, jak się przyszedł dopytywać jeden głupek, który wiedział, że go nie widziałem, ale i tak był strasznie ciekawy co sądzę. 2010/03/08 10:42:28
Urwało mi:
@W Niemczech w tym roku liczył się w conversach jedynie design, bo tych solid color nawalili do każdego sklepu, że aż przykro było patrzeć na wyprzedaże. Ja oglądam versy zawsze jak jestem w Oder-Center i nigdy nie było na mnie; może w Berlinie mają? 2010/03/08 10:43:55
@dp
"Ojców, którzy trują dzieci nikotyną, pierwszy powieszę za jaja." Będzie Ciebie bolało, jak się powiesisz. Executive summary: nie da się palić i nie sprzedawać niepalącej rodzinie tego syfu. 2010/03/08 10:52:21
@Executive summary: nie da się palić i nie sprzedawać niepalącej rodzinie tego syfu.
No, Piotrek akurat przeszedł na e-papierosy, ale co potruł to jego. 2010/03/08 11:04:36
@ dobrypiotrek "Ojców, którzy trują dzieci nikotyną, pierwszy powieszę za jaja." & mrw "No, Piotrek akurat przeszedł na e-papierosy, ale co potruł to jego."
To dobrze, bo jeszcze by skończył jak David Carradine. @ "Pewnie te gimnazjalistki padły trupem z wrażenia?" Nie, ale miały minę podobną jak mojej polonistki z liceum, kiedy moja najlepsza przyjaciółka zakończyła odpowiedź z Dostojewskiego slowami "i zadziabał staruchę siekierą". Hm, chyba odreagowuję ten film 500 i mam atak głupkowato-zbawnych wspomnień. 2010/03/08 11:16:13
@Jedyny raz, jak pisałem o "Up"
Nieprawda, wcześniej wspominałeś - nie pamiętam, czy w notce, czy w komciach - że Oscara znowu niestety dostanie Pixar. @Third-Hand Smoke Sranie w banie, czekam na równie "naukowe" dowody w kwestii Four-Ass Shit - jeśli usiądę jako czwarty na desce klozetowej, to bakterie z dupy pierwszego użytkownika mogą przeskoczyć do mojej. Teh drama, teh emo. 2010/03/08 11:18:03
@może w Berlinie mają?
Warto zajść do pasażu z butikami na tyłach Europa Center na Ku-Dammie. Można tam dorwać różne modele, które w dużych sklepach już wyszły. Jak z rozmiarówką to nie wiem, US13 to jednak już ciężki kaliber. 2010/03/08 11:24:03
@mrw
"ogólnie to lubię sobie przymierzyć przed zakupem, więc bariera psychologiczna. " Aaa, to tak. Czasem buty wyglądają ciulato, jak się je przykryje nogawką, czasem kolor może być inny niż na zdjęciu. W przypadku rzeczy typu conversy jednak nie mam oporów - rozmiar znam, design można zobaczyć w necia albo na wystawie, a estetyka spodni mi w tym wypadku jest obojętna - więc ja nie mam oporów z amazonem. Ja się przyznam, że ja nawet lakierki kupuję przez internet u szewca mego zaufania. Zazwyczaj dwie pary - jedne zawsze identyczne klasyczne, a drugie na ryzyko według aktualnej mody. Wiem, można krytykować, ale oszczędza kupę czasu. 2010/03/08 11:34:03
@ e napiszesz chociaż o tym, jakie to niesprawiedliwe, że znowu Pixar dostał za animację, choć nie zasługiwał.
Ja mogę. Wygrał wybitnie niezasłużenie. Bo Up to tylko Pixar z jego wszystkimi wadami i nielicznymi zaletami, a prawdziwy klasyk, taki, który będzie oglądany z zachwytem nawet za 20 lat przeszedł zupełnie niezauważenie z powodu fiksacji akademickich gerontów na punkcie animacja jest dla dzieci. Ale to Anderson z Amazing Mr Foxem będzie opisywany i omawiany praktycznie wszędzie. @ rem Ozbournowskie czaki - pfffffffff. Beat this: i45.tinypic.com/28jgyms.jpg I tak, biegam w nich trzy lata i mam zamiar przynajmniej 3 kolejne. Nic lepszego w środku lata niz mikołaje wołające Ho! 2010/03/08 11:56:27
@Bo Up to tylko Pixar z jego wszystkimi wadami
Znaczy jakimi? @Ale to Anderson z Amazing Mr Foxem będzie opisywany i omawiany praktycznie wszędzie. Z zastrzeżeniem, że to "praktycznie wszędzie" odnosi się do ogółu blogów nerdów. W Stanach przeszedł bez echa, z 40-milionowym budżetem wyciągnął 20 baniek, nie był szeroko komentowany w mediach, w naszych też się zresztą na to nie zanosi. Niemniej zgodzę się, że to wybitny film, chyba niczego przy tych Oscarach nie żałowałem tak bardzo, że trafił do jednej puli z "Up" (albo że "Up" nie dostał za najlepszy film - wtedy "Fox" miałby otwartą drogę do najlepszej animacji). 2010/03/08 12:08:11
@ Znaczy jakimi?
skupieniem na efekciarstwie wizualnym, poświęceniu historii dla wyrazistego morału, nachalnym lansowaniem pewnego sposobu przedstawiania postaci (cuteness, jak u disneya od 80 lat), tworzeniem silnych wzorców spod których nie potrafią się uwolnić początkujący animatorzy, bo tylko one zapewniają jakieś szanse na kasę i rozpoznanie - popatrz chociażby na prawie całkowire spixarowanie kategorii szortowych animacji w ostatnich latach - tyle dobrze, ze tu przynajmniej jury od paru lat daje odpór, choć pixar style CGI trafia w kilku wersjach do nominacji od dobrych paru sezonów). To jest troche tak, jak z Nickiem Parkiem - jeden pomysł, jedna technika którą żyłują od lat, wprowadzając na mistrzowski poziom i owszem, ale gubiąc to, co w filmach najważniejsze - fajnych bohaterów i fajne historie. A Andersona o tyle się nie martwię, że Fox, obok Mary and Maxa jest jednym z dwóch dużych animowanych zeszłorocznych, które mają tak silny wow effect, że każdy kinowy maniak momentalnie mu przyklaśnie. Opinii fakt nie ma dużo, pojawiają się gdzieś tam na marginesach krytyki, ale każda jest och!wow!. Rośnie poważny kultowy film, który za paręnaście lat będzie we wszystkich kolekcjach klasyki animacji. I to nie dlatego, że technicy poszli w popisówę, a z powodu historii. 2010/03/08 12:08:42
@mrw
"A jakoś nie potrafię się przemóc, żeby zamówić buty w Amazonie" A to jest największy problem przy zamawianiu butów w Amazonie? Tzn. nie wiem, czy tenisówki są w grupie artykułów, które w ogóle można zamówić do Polski, ale jak niedawno sprawdzałam, to zimowych butów kupić się nie dało. 2010/03/08 12:10:38
@Nieprawda, wcześniej wspominałeś - nie pamiętam, czy w notce, czy w komciach - że Oscara znowu niestety dostanie Pixar.
Bo to nudne. @Tzn. nie wiem, czy tenisówki są w grupie artykułów, które w ogóle można zamówić do Polski, ale jak niedawno sprawdzałam, to zimowych butów kupić się nie dało. Serio? Hurm. 2010/03/08 12:23:51
@poświęceniu historii dla wyrazistego morału
Co przez to rozumiesz? Wyrazisty morał był też w "Fantastycznie fantastycznym lisie Lisie". @To jest troche tak, jak z Nickiem Parkiem - jeden pomysł, jedna technika którą żyłują od lat, wprowadzając na mistrzowski poziom i owszem, ale gubiąc to, co w filmach najważniejsze - fajnych bohaterów i fajne historie No ja jednak widzę tu różnicę między Nickiem Parkiem, do ilu wspólnych mianowników możesz sprowadzić ostatnich bohaterów Pixara - Remy'ego, Wall-E'go, Carla? @Bo to nudne Greatness is boring. Ale czy z tego powodu właściwy byłby dożywotni zakaz przyznawania nominacji Meryl Streep? 2010/03/08 12:25:39
@królik
Executive summary: nie da się palić i nie sprzedawać niepalącej rodzinie tego syfu. Też żeś wymyślił. Brat jarał długie lata, nigdy przy żonie, nigdy przy dzieciach, nigdy w domu (nawet na balkonie). Ciekawym jak on sprzedawał ten syf swojej niepalącej rodzinie? Że ciuchy mu dymem śmierdziały? 2010/03/08 12:30:05
@ do ilu wspólnych mianowników możesz sprowadzić ostatnich bohaterów Pixara
ależ proszę - samotna postać w walce z przeciwnościami losu, zmieniająca osobowość pod wpływem dobra, które spływa na nią od strony NPCów i pobierającą od nich baśniowa naukę o moralności. Absolutny brak cieniowania (dzieciowość - czarne/białe, cacy/błe). Bohater konstruowany na outsiderskich bajerach, poza społecznością świata przedstawionego, który w końcu odnajduje swoje miejsce w tej społeczności. Tyle na szybko, bez sięgania do proppowej morfologii bajki, bo im głębiej, to tym bardziej te historie są takie same. 2010/03/08 12:32:04
@dp przeszedł na e-papierosy
There is still hope. @radkowiecki "Ciekawym jak on sprzedawał ten syf swojej niepalącej rodzinie? " Read the fucking paper. " Brat jarał długie lata" Tak, wiem, anecdotal evidence rulez. 2010/03/08 12:59:28
@ależ proszę - samotna postać w walce z przeciwnościami losu, zmieniająca osobowość pod wpływem dobra, które spływa na nią od strony NPCów i pobierającą od nich baśniowa naukę o moralności
Właśnie scharakteryzowałeś 99% bohaterów animacji, w tym Fantastycznego Lisa. @Absolutny brak cieniowania Huh? Że Carl Fredricksen, krzyżówka Bustera Keatona ze Spencerem Tracym, jest jednowymiarowy? Że robot-meloman o wielkim serduszku i małym rozumku jest jednowymiarowy? @bo im głębiej, to tym bardziej te historie są takie same Historii to w ogóle w całym kinie, jeśli głębiej sięgnąć, jest tylko kilka. Archetypów bohatera też, ale charakterologicznie, poza oczywistymi oczywistościami typu outsider (who doesn't?), Carl i Wall-E mają dużo więcej odmiennych cech niż Wallace i Gromit z "Golenia owiec" a Wallace i Gromit" z "Kwestii tycia i śmierci". 2010/03/08 13:05:42
@mrw & krystyna.ch
"Tzn. nie wiem, czy tenisówki są w grupie artykułów" Ale ja myślałem, ze mowa o amazon jako platformie przeprowadzającej transakcję finansową. Wysyłane one są tak i tak przez jakiś mniejszy sklepik, u którego można też zamówić bezpośrednio. Tu na przykład wysyłają na cala Europę: www.e-store-stgt.de/ Zresztą mrw chyba może sobie cokolwiek zamówić na jakiś adres poste restante (niem "Postlagernd") w jakimś Heringsdorfie czy co tam leży obok szczecina. 2010/03/08 13:11:47
@Zresztą mrw chyba może sobie cokolwiek zamówić na jakiś adres poste restante (niem "Postlagernd") w jakimś Heringsdorfie czy co tam leży obok szczecina.
Nawet lepiej, mam znajomego z mieszkaniem za granicą, zamawiałem na jego adres klocki jak Shop@Home Lego nie wysyłał do Polski. Also, znalazłem na ebayu bez problemu, sklep z UK co tanio wysyła. 2010/03/08 13:13:39
@www.e-store-stgt.de/
E, chcą 70 euro za buty, za które daliśmy 99 zyka. 2010/03/08 13:14:19
@ Właśnie scharakteryzowałeś 99% bohaterów animacji, w tym Fantastycznego Lisa
yup, tylko zauważ ile w Lisie pozostaje miejsca na ocenę jego działalności i jak bardzo ten morał nie jest oczywisty w kontekście całego filmu. To nie jest tak, że traktujesz go jako jedyne słuszne rozwiązanie, ono tylko pokazuje sympatię twórców do Lisa, jako widz masz wolność wyboru, czy tak faktycznie jego czyny i pomysł na życie są so cool. W Pixarze tego nie ma, głownie dlatego, że się zawiesili na tym, że moralność dla dzieci musi być jasna i przejrzysta i inne czytanie postaci, niż to narzucone przez autorów jest bardzo trudne. Z drugiej strony ja się nie chcę za bardzo czepiać samych historii - robią kino dla dzieci, ich rzecz, w swojej kategorii są ok. Natomiast chujowe jest mieszanie animacji dla dzieci z sensownymi filmami animowanymi, takimi jak Lis, bo ciągle blokuje drogę dużym, poważnym animacjom do przebicia się w kinach. Po każdym Ratatuju pan bóg nakazuje jednemu animatorowi powiedzieć, pierdolę, co się będę wysilał, zrobię coś pixarowego. I to jest złe tak bardzo, jak bardzo zła dla animacji była dominacja Disney'a z Warnerem @ Carl i Wall-E mają dużo więcej odmiennych cech Z wierzchu. 2010/03/08 13:47:42
@yup, tylko zauważ ile w Lisie pozostaje miejsca na ocenę jego działalności i jak bardzo ten morał nie jest oczywisty w kontekście całego filmu
Zgoda, w kontekście całości nie jest, natomiast na końcu masz typowego Andersona - największa wartość to rodzina, choćby złożona z nie wiadomo jakich freaków. Specjalnie to się od tych pierwszopoziomowych przesłanek z Piksara czy nawet Disneya nie różni. @Po każdym Ratatuju No ja bym tak jednak nie trywializował. "Ratatuj" to bardzo inteligenty film o pasji, wychodzący poza komunikację werbalną, poza shrekowe parodie, sięgający do pantomimy, o wielkiej klasie wizualnej - Paryż, zapachy, które niemal się czuje. "Wall-E" to pójście jeszcze dalej - kapitalne wizualnie postapo, bardzo oryginalne love story, mainstreamowa animacja bez jednego dialogu przez bitą godzinę! Wrzucasz to wszystko do worka "bajki dla dzieci", a na moim seansie dzieciaki albo przysypiały, albo z nudów rozpoczynały wkurwiające współwidzów nawijki. @pan bóg nakazuje jednemu animatorowi powiedzieć, pierdolę, co się będę wysilał, zrobię coś pixarowego Ale konkretnie CO pixarowego? Jakie PIXAROWE animacje poza animacjami z Pixara osiągnęły jakiś znaczący sukces? 2010/03/08 14:16:57
@ A Potwory?
Nie widziałem. Wciąż. @ Specjalnie to się od tych pierwszopoziomowych przesłanek z Piksara czy nawet Disneya nie różni. Różni się o tyle, że Pixar nadal nie wychodzi ze schematu baśni, a Anderson nadal rzeźbi swoje kino autorskie, w którym na jakiś schemacik jest narzucone silnie zindywidualizowane podejście twórcy. Sam zresztą zauważ - film Andersona (podkreślenie) vs filmy Pixaru (podkreślenie). W drugim przypadku nie ma miejsca na odautorską wypowiedź, twórca filmu jest tylko kolejnym trybikiem, całość natomiast ma idealnie pasować do wizji świata narzucanej we wszystkich filmach tej wytwórni. Stąd tworzą się powtarzalne schematy. @ Wrzucasz to wszystko do worka "bajki dla dzieci", a na moim seansie dzieciaki albo przysypiały, albo z nudów rozpoczynały wkurwiające współwidzów nawijki. Nie wiem, z jakimi dziećmi chodzisz do kina, ja w ramach rozwijania hobby z reguły na takie seanse idę z 20-30 osobową grupą 10-12 latków, które były zachwycone oboma filmami (ja tylko Ratatujem, bo Walle-E mnie męczył). Pixar naprawdę dostarcza im bohaterów do łatwej identyfikacji, obrazki, które gładko zachwycają, historie z dużą ilością hit and run, z których jednak nic nie wynika poza XIX wieczną moralnością i które nie uczą tych dzieciaków żadnego nowego ciekawego spojrzenia na świat. @ Jakie PIXAROWE animacje poza animacjami z Pixara osiągnęły jakiś znaczący sukces? 2010: Granny O'Grimm's Sleeping Beauty, French Roast 2009: Oktapodi 2006 Maestro, No time for nuts 2005: 9 2004: Goopher Broke 2003: Gone Nutty; Destino 2002: The ChubChubbs!; Das Rad i tak dalej - praktycznie co roku trafia się jakiś pixaryzm, plus oczywiście true, genuine Pixary, które od 1988 roku równiez praktycznie co roku są nominowane. A to tylko wierzchołek, bo podobnych produkcji powstaja setki, co roku. 2010/03/08 15:01:43
@bajka vs. kino autorskie
Wszystko prawda, z tym że różnimy się tu o tyle, że ja nie uważam, by dzieciaki przygodę z kinem powinny zaczynać od kina autorskiego. Dlatego cieszę się, że na fali są teraz mądre baśnie Piksara, które cały czas uczą tolerancji i jednocześnie z filmu na film przesuwają granicę tolerancji dzieciaków (zrzędzący zgred, niesympatyczny już z samego wyglądu, najbardziej lubianym bohaterem roku?). O ile jednak dobrze zrozumiałem, Ty "Lisa" wkładasz do szufladki "dla dorosłych", więc jaką masz propozycję na "animację środka"? Jaka powinna być, skoro Pixar za dziecinny, a Anderson za dorosły? @pixarowe niepixary Znów - rozmijamy się przy pojęciu "znaczący sukces". Znaczy, zgoda, że gdzieś te niektóre krótkometrażówki zahaczają o pixaryzm (ale "9"?), gratuluję twórcom sukcesów w postaci nominacji do paru ważnych nagród, ale kto to zobaczy poza paroma zapaleńcami na YouTube? "Oktapodi" na imdb oceniło całe 600 osób, niepiksarową "Koralinę" 33 tysiące, nie widzę tu tej DOMINACJI PIXAROWEGO ZUA nad masami. 2010/03/08 15:26:22
Aaa, Ty chcesz, żebym ja na tym koniu się zapędził aż na horyzont.
@ jaką masz propozycję na "animację środka"? Jaka powinna być, skoro Pixar za dziecinny, a Anderson za dorosły? Żadnej. To znaczy kilka, ale żadnej na serio. Z rzeczy, które podobają się mnie, staremu chłopu, a testowałem skutecznie na dzieciach w ramach np kółka filmowego w podstawówce, to bardzo dobrze trafiają Rosjanie - Norstein, Chitruk, Sapiegin, humorystyczne szorty z Pilot Studio i klasyki Sojuzmultifilmu. Z dużych rzeczy były zachwycone Władcą Pierścieni Bakshiego i Last Unicornem, podobała się Le Planete Sauvage, choć nic z tego filmu nie rozumiały (ja też zresztą nie za dużo). Miałbym szukać dalej i nowszych, to pewnie dorzuciłbym Corpse Bride, Coralinę, Miasteczko Halloween, cały czas się zastanawiam, czy puścić im kiedyś When the wind blows i tę bardziej cywilizowaną resztę Bakshiego. A staram się pokazywać głównie tak, żeby zauważyły, że CGI (dalej umownie zwane pixaryzmem), to wcale nie jedyna metoda na opowiedzenie fajnych historii i przy okazji wcale nie tak ładna i zachwycająca estetycznie, jak filmy nad którymi samotni goście siedzą po 20 lat, rzeźbiąc kadr po kadrze. @ Znów - rozmijamy się przy pojęciu "znaczący sukces". Znaczy, zgoda, że gdzieś te niektóre krótkometrażówki zahaczają o pixaryzm (ale "9"?), gratuluję twórcom sukcesów w postaci nominacji do paru ważnych nagród, ale kto to zobaczy poza paroma zapaleńcami na YouTube? Ci, którzy się tym interesują, w tym gros przyszłych twórców. Sytuacja na tym rynku jest na maxa zbliżona do tego, co dzieje się z komiksami w PL, gdzie istnienie jakichkolwiek ambitniejszych treści, jest skutecznie maskowane tym, że Dżeneral Pablik przypadkowo może trafić tylko na Tytusa i Star Warsy, bo tego, co ciekawsze nie pokaże mu żaden przekazior. 2010/03/08 17:06:54
@Jeśli nie mam ciekawej angedotki, to nie będę robić notki. O moich marzeniach Oskarowych pisałem przy okazji Avatar vs. D9, nic się ciekawego od tego czasu nie wydarzyło.
Och, mój komcionauta mi przypomniał - przecież był tribute dla Johna Hughesa! Molly Shannon i Matthew Broderick na jednej scenie, wspominki, dowcipaski, montaż scen ze wszystkich filmów JH. Oj, działo się, żałuj! 2010/03/08 17:07:47
@ ja nie uważam, by dzieciaki przygodę z kinem powinny zaczynać od kina autorskiego.
Dwa słowa: Miyazaki. 2010/03/08 17:09:00
@Och, mój komcionauta mi przypomniał - przecież był tribute dla Johna Hughesa! Molly Shannon i Matthew Broderick na jednej scenie, wspominki, dowcipaski, montaż scen ze wszystkich filmów JH. Oj, działo się, żałuj!
Wiem, widziałem zdjęcia, Molly cudownie wyglądała w tej fryzurze. Zgadnij, co sobie zrobię z sieci. 2010/03/08 17:16:41
@Dwa słowa: Miyazaki.
Raczej: Ghibli, czyli tak jak: Pixar. Czy filmy Kondo czy Takahaty tak bardzo się różnią od osobistego Miyazakiego, że można mówić o kinie stricte autorskim? 2010/03/08 17:30:51
@CGI (dalej umownie zwane pixaryzmem)
Zaraz, bo mi coś bardzo nieprzyjemnie urwało, mam rozumieć, że nie rozgraniczasz pixarów, dreamworksów i czystych disneyów? Najpierw pisałeś, że schematy Ci przeszkadzają, teraz, że jednak chodzi o CGI? Albo podchwytliwe pytanie: wolałbyś "Fantastycznego Lisa" w CGI z taką fabułą jak teraz czy technicznie takiego jak teraz z fabułą "pixarowską"? 2010/03/08 17:45:33
@Raczej: Ghibli, czyli tak jak: Pixar.
Otóż właśnie nie, i to jest był moment, w którym straciłem sympatię dla Pixara. Kiedy film jest podpisany przez Miyazakiego, to jest jego film, ma pełną kontrolę. Kiedy Brad Bird robi film, to jest film Pixara, a nie Birda, który wymyślił sobie "Incredibles" jako film o czymś zupełnie innym, ale został przegłosowany. To ciekawe w kontekście tej prawdy i osobistego czegoś, o czym wspominałeś we flejmie o 500. @Czy filmy Kondo czy Takahaty tak bardzo się różnią od osobistego Miyazakiego, że można mówić o kinie stricte autorskim? Jeśli pytasz, czym filmy Takahaty się różnią od filmów Miyazakiego, to chyba żadnego nie widziałeś. 2010/03/08 18:18:17
@"Miyazaki"
Pytanie pomocnicze dla niewtajemniczonych: czy chodzi wam o tego Miyazaki polaroid.blox.pl/2010/03/Heimat-Anime.html czy o jego syna? 2010/03/08 18:23:04
@Jeśli pytasz, czym filmy Takahaty się różnią od filmów Miyazakiego, to chyba żadnego nie widziałeś
Wizualnie nie widzę większej różnicy między "Memories of Teardrops" a "Laputą" niż między "Iniemamocnymi" a "Wall-E". 2010/03/08 18:31:42
@Wizualnie nie widzę większej różnicy między "Memories of Teardrops" a "Laputą" niż między "Iniemamocnymi" a "Wall-E".
Kino autorskie wg. Piotrka - wizualne widzenie różnicy przez Piotrka. 2010/03/08 19:08:48
@ Zaraz, bo mi coś bardzo nieprzyjemnie urwało, mam rozumieć, że nie rozgraniczasz pixarów, dreamworksów i czystych disneyów?
Trochę tak puściłem na rybkę, to w końcu Ty ładnie wskazałes the true AXIS of EVIL. Wiele zarzutów wobec Pixara da się powtórzyć w stosunku do Dreamworksów i Disneyów, lekko retuszując szczegóły. W stosunku do Disneya mój hejteryzm wzmógł się w sobotę o 100%, ale z tekstem o tym, jak robią kuku dziecięcej wyobraźni to poczekam, aż Szanowny Gospodarz przestanie płakać po niebieskich ludzikach i zacznie jebać Burtona za Alicję 2010/03/08 19:10:29
@Kino autorskie wg. Piotrka - wizualne widzenie różnicy przez Piotrka
Tak, kino autorskie to nie tylko tematy i morały, a także, może nawet przede wszystkim, wizuale. Woody'ego Allena poznajemy nie po tym, że opowiada np. o nowojorskich intelektualistach napierdalających się z robotami z kosmosu czy piratami z Karaibów. Przekaz na poziomie treści jest najprostszy. 2010/03/08 19:28:28
@Tak, kino autorskie to nie tylko tematy i morały,
ale je wrzucasz w zlew, bo? @ a także, może nawet przede wszystkim, wizuale. Aha. Więc jeśli pytasz, czym filmy Takahaty się różnią od filmów Miyazakiego, to chyba żadnego nie widziałeś. A co masz do powiedzenia o przegłosowaniu Birda? 2010/03/08 20:33:39
@ale je wrzucasz w zlew, bo?
Nie wrzucam. Po prostu "filmy ze Studia Ghibli" mam zakodowane mniej więcej tak jak "filmy Pixara". Wiem, czego MNIEJ WIĘCEJ się spodziewać po formie i treści. Ale tylko MNIEJ WIĘCEJ i powierzchownie. Wchodząc troszkę głębiej, widzę już różnice nawet pomiędzy dwoma filmami tego samego twórcy - np. "Hauru" a "Ponyo". Dlatego nie mam problemu z nazywaniem "kinem autorskim" filmów Takahaty czy Miyazakiego - po prostu na powierzchownym poziomie większe różnice widzę np. między filmami Brada Birda i Johna Lassetera. Dlatego protestuję nawet przeciw wrzucaniu wszystkich pixarów do jednego worka, a kiedy kolega brain z pixaryzmu robi synonim CGI w ogóle, to już naprawdę łapię fejspalma, srlsly, dawg, nie kumam, urywa mi od wszystkiego. @Aha. Więc jeśli pytasz, czym filmy Takahaty się różnią od filmów Miyazakiego, to chyba żadnego nie widziałeś. Naprawdę "Laputę" i "Memories of Teardrops" łączy mniej wizualnie niż dwa dowolne filmy Piksara? @A co masz do powiedzenia o przegłosowaniu Birda? Mówi się trudno, żyje się dalej, nikt nie jest doskonały. 2010/03/08 20:40:38
Piotrek, srsly - jeśli pojęcie o czymś masz raczej blade, to nie pisz. Ja się mogę zgodzić, że większość filmów Miyazakiego jest do siebie dosyć podobna, ale gdzie widzisz podobieństwo między z jednej strony np. Laputą i Kiki, a z drugiej Grobowcem świetlików i Only Yesterday, to ja naprawdę nie wiem. A co do warstwy wizualnej: My Neighbours the Yamadas widziałeś?
2010/03/08 23:19:22
@Po prostu "filmy ze Studia Ghibli" mam zakodowane mniej więcej tak jak "filmy Pixara".
Możesz mieć, ale fakty są takie, że kiedy film robi Miyazaki, to jest film autorski Miyazakiego; a kiedy Bird, to komitetu zakładowego Pixar. Co jest oczywiście zabawne w kontekście kulis powstania "Horusa, księcia słońca", ale Miyazaki jak dobry marksista dba zawsze o swój interes klasowy. 2010/03/09 07:18:32
@Piotrek, srsly - jeśli pojęcie o czymś masz raczej blade, to nie pisz
Dlatego nie piszę twierdząco, ale dopytuję. @Ja się mogę zgodzić, że większość filmów Miyazakiego jest do siebie dosyć podobna Tak jak większość filmów Lassetera jest do siebie dosyć podobna. Ale nie, że całe CGI jest do siebie podobne - jeśli nie zauważyłeś, to protestuję tylko przeciw "OMG MIYAZAKI SO ARTISTIC, SO ORIGINAL FOREVER AND EVER" vs. "GŁUPIE AMERYKANY OD CGI". @ale gdzie widzisz podobieństwo między z jednej strony np. Laputą i Kiki, a z drugiej Grobowcem świetlików i Only Yesterday, to ja naprawdę nie wiem Widzę podobieństwo choćby w technice wykonania, w plenerach, postaciach. Isn't it? @A co do warstwy wizualnej: My Neighbours the Yamadas widziałeś? Tak, widziałem, oryginalne, ale tak samo jak oryginalny jest "Wall-E" w stosunku np. do "Aut" czy "Toy Story". @Możesz mieć, ale fakty są takie, że kiedy film robi Miyazaki, to jest film autorski Miyazakiego; a kiedy Bird, to komitetu zakładowego Pixar. No i co z tego, skoro efekt w obu przypadkach jest równie powalający? W poprzednim flejmie występowałeś jako Wielki Przeciwnik Etykietek, a jednocześnie od czasu do czasu wyskakujesz z pretensjami typu "PIXAR TO NIE MIYAZAKI!" czy "BATMAN NICHOLSONA TO NIE BATMAN LEDGERA!". No nie, soooo fuckin' what? Co im przeszkadza koegzystować? 2010/03/09 08:29:43
@Widzę podobieństwo choćby w technice wykonania, w plenerach, postaciach. Isn't it?
Tej, ale styl wizualny to nie tylko chara design (a i ten u M. i T. jest różny). @No i co z tego, skoro efekt w obu przypadkach jest równie powalający? Znowu zgubiłeś się w dyskusji, więc przypomnę: napisałeś "ja nie uważam, by dzieciaki przygodę z kinem powinny zaczynać od kina autorskiego", więc Ci wskazałem przykład "kina autorskiego", od którego jak najbardziej powinny. 2010/03/09 09:14:18
@Tej, ale styl wizualny to nie tylko chara design (a i ten u M. i T. jest różny)
Dokładnie tak jak u B. i L. @więc Ci wskazałem przykład "kina autorskiego", od którego jak najbardziej powinny Nie zrozumiałeś. Dla dzieciaków to bez znaczenia, bo one i tak nie odbiorą Miyazakiego jako "kino autorskie". Dlatego nie widzę powodu, by dyskredytować artystów z Piksara - w szczególności jako twórców filmów dla dzieci. Ostatnio, przy okazji "Odlotu", czytałem jakąś amerykańską recenzję, gdzie autor pisał, że "nie wzruszył się tak jeszcze na mainstreamowej animacji (za wyjątkiem filmów Miyazakiego)". Dlaczego "ci głupi Amerykanie" potrafią jednak podchodzić z szacunkiem do rozmaitych stylów i twórców, a Ty czy brain tego nie potraficie, zafiksowani na "CGI TO ZUO" albo "PIXAR TO NIE MIYAZAKI"? Dlaczego jeśli jedno jest dla Was "cacy", to drugie musi być "be", a nie "też cacy, tylko że inne". BTW, Tobie się podobał w ogóle jakiś film Piksara? Tak naprawdę podobał, a nie że "jak na garbatego"? 2010/03/09 09:33:37
@Dokładnie tak jak u B. i L.
Gdyby tylko mieli coś do gadania przy filmie. @"PIXAR TO NIE MIYAZAKI"? Nie wpieraj mi płodu w okrężnicę; poruszyłem tylko wątek kina autorskiego. Miyazaki to kino autorskie, Pixar to kino komitetu zakładowego. Kropka. @BTW, Tobie się podobał w ogóle jakiś film Piksara? Tak naprawdę podobał, a nie że "jak na garbatego"? Inkredible mi się na ten przykład podobali, mniej więcej do momentu kiedy się nad nimi zastanowiłem (#randroizm #prześladowaniemężczyzn). Szczur byłby lepszy, gdyby wywalić cały wątek szczurzej społeczności. Itp. No i mają chujowy design OCZY JAK PINGPONGI kurwa. 2010/03/09 10:06:56
@ Dlaczego "ci głupi Amerykanie" potrafią jednak podchodzić z szacunkiem do rozmaitych stylów i twórców, a Ty czy brain tego nie potraficie, zafiksowani na "CGI TO ZUO"
Proszę mię nie mięszać w MRWowski brak szacunku. Teza brzmi raczej - mejnstrimowe, amerykańskie CGI to zło. I też nie do końca, bo jak już gdzieś wyżej ustaliliśmy, trafiają się rzeczy fajne - Ratatuj choćby czy Antz. Bo zło nie całkiem wynika z technologii, tylko z zawieszenia się na tym, że same gładkie obrazki wystarczą - czego dowodem większość pixarowskich szortów w których fabuła sprowadza się do jednozdaniowej anegdotki. I tak, to jest regres, w dodatku niebezpieczny. Przed erą Pixara takie rzeczy jak French Roast czy Oktopody miałyby nikłe szanse zaistnieć, bo są tylko i wyłącznie popisami technicznymi (na podobnej zasadzie przez wiele lat tylko za technikę Oscary praktycznie rok po roku zgarniał Tom & Jerry), a co tą techniką da się, to już wiemy. A skoro wiemy - od ponad 20 lat - to może czas wyjść z getta średnich filmów dla dzieci - i zacząć ją wykorzystywać do opowiadania sensownych historii. Bo powstaje podejrzenie, że to jednak klasyczna animacja w swoich różnorodnych mutacjach lepiej się nadaje do mówienia o rzeczach ciekawych i ważnych - czy to będzie stop-motion Mary & Maxa, czy obłędne rysunki Chometa (nowy film: www.imdb.com/title/tt0775489/ Wreszcie!), czy malowanie na szkle jak u Petrowa przy współudziale Studia Ghibli - www.youtube.com/watch?v=FI0vteqoUeg (to taki kamyczek w stronę rozpoznawalności twórców w obrębie wielkich studiów - po 5 sekundach wiesz, że musi to być Petrow albo Norstein, bo nikt inny nie jest w stanie czegoś takiego zrobić). Nie ma przecież chyba powodu, żeby dzięki tej technologii, opowiadać np takie rzeczy: www.youtube.com/watch?v=59tQXFHnbko a jakoś nikt tego nie robi. Nie robi dlatego - i to jest jakby mój główny powód fkurwu - bo amerykańscy mejnstrimowcy oprócz dopracowania do perfekcji techniki, wyraźnie określili zakres historii, jakie dobrze się przy jej pomocy opowiada. I jest to niestety ten sam zakres historii, w których na długie lata utknęła tradycyjna animacja. 2010/03/09 10:32:35
@Gdyby tylko mieli coś do gadania przy filmie
Bo jako reźyserzy mają tyle, co grafik nr 167? @Miyazaki to kino autorskie Ale on chyba nie jest jakimś autorytatywnym bucem? Jesteś absolutnie i całkowicie przekonany, że każdy jego film jest od A do Z jego, nigdy nie słucha podszedptów kolegów ze studia, że "wiesz, Hayao, ja bym tu jednak tak i siak, zamiast śmak i owak"? @Pixar to kino komitetu zakładowego Dlatego bardzo się cieszę, że ten komitet zakładowy składa się z samych wybitnych artystów. OCZY JAK PINGPONGI Wall-E? Nemo? @Nie robi dlatego - i to jest jakby mój główny powód fkurwu - bo amerykańscy mejnstrimowcy oprócz dopracowania do perfekcji techniki, wyraźnie określili zakres historii A moim zdaniem nie robi dlatego - i to jest jakby mój główny powód akceptacji i noproblemizmu - bo amerykańscy mejnstrimowcy oprócz dopracowania do perfekcji techniki, wyraźnie zdają sobie sprawę, że historie a la Chomet czy Petrow (znam, lubię, ale to jest właśnie fajne jako pozanurtowa ciekawostka, nie chciałbym, żeby wszystkie głównonurtowe animacje tak wyglądały) nie przyniosłyby im milionów megabaksów. Co nie znaczy, że zafiksowali się na Kaczorze Donaldzie i nie idą dalej, nie wiem dlaczego kompletnie lekceważysz odważne marketingowo zagrywki typu "zróbmy półniemy film o robocie-melomanie" czy "opowiedzmy dzieciakom o bezpłodności, śmierci, starości". 2010/03/09 10:51:58
@ znam, lubię, ale to jest właśnie fajne jako pozanurtowa ciekawostka, nie chciałbym, żeby wszystkie głównonurtowe animacje tak wyglądały
OK, end of topic then. Ja bym chciał, bo animacja, jak komiks i pisanie to są sztuki w których nie ma żadnych ograniczeń i nie powinno. Masz opanowane narzędzie, możesz w filmie animowanym pokazać dokładnie wszystko. Możesz być O'Reillym ( www.youtube.com/watch?v=d_8_k1am-RM ), Ivanem Maximovem ( www.youtube.com/watch?v=Lqoo77D1hO4 ), PESem (www.youtube.com/watch?v=qBjLW5_dGAM ) czy anonimowym łosiem (www.youtube.com/watch?v=YfObolimZyA ) i naprawdę nie ogranicza cię absolutnie nic, poza własną wyobraźnią. W produkcjach Pixara, Disneya, Sony, Blue sky, Dreamworksów ta wyobraźnia jest jednak wyraźnie ograniczana, przycinana do potrzeb schematycznych fabułek i bohaterów, których trzeba zmienić w franszyzę. I jak tak ma przez następne lata wyglądać głównonurtowa animacja, to dziękuję, postoje, pooglądam sobie flesze na newsgroundzie, przynajmniej ktoś mi opowie ciekawą historię. 2010/03/09 11:27:33
@Ja bym chciał, bo animacja, jak komiks i pisanie to są sztuki w których nie ma żadnych ograniczeń i nie powinno
No ale wtedy przecież przyszedłby jakiś braineater i by narzekał, że wszystko wygląda jak, dajmy na to, Nikopol czy Dziadek Leon, i to jest ZUO, bo przecież MAINSTREAMOWA SZTUKA powinna iść jeszcze głębiej, mieć 347 płaszczyzn, zachwycać każdego pod każdą szerokością geograficzną, jednocześnie agitować za i przeciw aborcji, eutanazji itd., być nieskalanie mądrą i bez żadnej skazy. @I jak tak ma przez następne lata wyglądać głównonurtowa animacja, to dziękuję, postoje Myślę, że żaden animator z Piksara, Disneya czy Dreamworks się z tego powodu nie pochlasta. 2010/03/09 13:32:15
@królik
Read the fucking paper. O nieprzystawalności tego konceptu do kogoś, kto mieszka w dużym mieście i dojeżdża do pracy, nie chce mi się nawet dyskutować, bo przy tak zdefiniowanym third-hand smoking, truje każdy spełniający powyższe warunki. Ba, ja sam, dojeżdżając do pracy rowerem po ruchliwej Puławskiej, trułem bardziej niż Brat śmigający samochodem. Bo jak rozumiem we włosach i na ubraniu osadza się nie tylko syf z papierosa ale syf w ogóle. Ciekawym jak badacze third-hand smoking rozróżniają te frakcje. @Tak, wiem, anecdotal evidence rulez. Stary, mam wyjebane czy wierzysz w anegdotyczne dowody z reala, czy dyskusje sieciowe tak ci zrobiły, że chodzisz i non stop powtarzasz 'Godwin, strawman, obvious i anecdotal' a bez linków do badań będziesz się napinał. Bo mnie to śmieszy jedynie. Młody jarał kilkanaście lat, rok temu rzucił, mieszkaliśmy 8 lat obok siebie, znam jego nawyki - naprawdę myślisz, że sobie go wymyśliłem na potrzeby gadki z jakimś anonimowym ziomem z internetsów? Wyjdź na dwór może i się przewietrz, co? 2010/03/09 17:35:13
@radkowiecki
"bo przy tak zdefiniowanym third-hand smoking, truje każdy spełniający powyższe warunki" rho = m / V V = 4 pi r^3 / 3 A teraz pomysl spokojnie, co to oznacza. "naprawdę myślisz, że sobie go wymyśliłem" Przeciez tu nie o to chodzi, ze zmyslasz, tylko ze bzdury gadasz. Tak, wiem, masz wyjebane itd. Znam te pozy. 2010/03/10 00:48:39
@Ale on chyba nie jest jakimś autorytatywnym bucem?
Jest, nawet kiedyś narysował siebie jako poganiacza niewolników. @Dlatego bardzo się cieszę, że ten komitet zakładowy składa się z samych wybitnych artystów. Zgodzę się na wybitnych rzemieślników. @Wall-E? Nemo? Mówię o ludziach, a o kłamstwie w oczach Wall-Ego już Ci kiedyś pisałem. 2010/03/10 10:56:39
@krwawy
Przekonałeś mnie tym wzorem na gęstość. Będę o nim myślał jadąc ruchliwymi arteriami, tuż za samochodem plującym na mnie gęstą chmurą spalin. Oraz za każdym razem gdy będę palił na firmowym tarasie. @Tak, wiem, masz wyjebane itd. Znam te pozy. Wydaje ci się, że znasz. Bo gdybyś cokolwiek na mój temat kojarzył, to byś nie bredził, że to poza. Ja naprawdę mam wyjebane na wasze internetowe napinki, nowe modne słowa, szpan erystyczny i konieczność wykazania w dyskusji, że moja racja jest najmojsza. Bo przejmowałem się tym tak jakoś do roku 2002. A potem zacząłem wychodzić częściej na dwór. 2010/03/12 20:09:52
Do złotych po czaki nie ma co chodzić. Kawałek dalej, w Alejach, jest firmowy sklep Converse + Jansport (cud, że coś takiego nie zostało do tej pory zjedzone przez trend upychania wszystkiego do centrów handlowych) - cany trampek średnio 140 - 170, dostępne zarówno skórzane, jak i dedykowane edycje. Średnio 30-40 modeli w sumie, może i więcej - akurat trampy wolę kupować tam niż przez net, bo przy cenach przesyłki ze stanów wynoszących czasem tyle, ile same buty, przestaje mi się interes podobać.
|
|