Menu

pattern recognition

inżynieria memetyczna

100 dni bloggera

100. Po prostu pisz

mrwisniewski

Dzień setny.


Na koniec pani kominkowa daje zen-radę: żeby pisać, pisz. Co pani nie powie! Dziękuję!

No i tyle. 

No właśnie, co teraz? Co zrobię, gdy już nie prowadzi mnie za rękę codzienna rutyna, focia, nocia, focia, nocia? Czy mogę sobie od tak po prostu pisać dalej, jakby nigdy nic, robiąc notki, które robiłem przed zaangażowaniem w projekt "100 dni blogera"? Ilu czytelników będzie tęsknić, a ilu odetchnęło z ulgą, że to koniec? 

Pomyślę o tym jutro. 

99. Podziel się obsesjami

mrwisniewski

Dzień dziewięćdziesiąty dziewiąty.


Lekko obsesyjne (OBSESJA) wpisy są zdecydowanie bardziej wyraziste niż umieszczane tu i ówdzie bezbarwne wzmianki, twierdzi pani kominkowa. Za przykład podaje kolesia, który postanowił dokumentować wszystko, co zeżarł przez tydzień, w ramach eksperymentu "co by wyeliminowała pigułka zabijająca głód".

Ja przyglądam się obsesyjnie (OBSESJA) witrynom sklepowym i kioskom: łowię plastik, dziwne chińskie zabawki (szczególnie podróbki Lego czy mangowych gadżetów), ciekawe dodatki do magazynów i inne kurioza. Ostatnio zastanowiło mnie coś takiego: 

 

Bluzki ze zdjęciami modelek. Kim one są (próbowałem image searchu, ale nie dał rezultatów)? O co w ogóle chodzi w tym memie, żeby ubrać się w ciuch ze zdjęciem kogoś lepiej ubranego; czy to coś jak malowanie sportowych samochodów na furgonetkach

98. Ponarzekaj

mrwisniewski

Dzień dziewięćdziesiąty ósmy. 

90 dni terapii na nic; po ambitnej próbie wprowadzenia paradygmatu pozytywnego myślenia pani kominkowa przyznaje, że wkurzanie się jest spoko. 

Co teraz? Nie umiem się złościć na zawołanie, tak samo jak nie umiem się cieszyć bez powodu. 

A dziś obudziłem się później niż zwykle, wyspałem się porządnie, pierwszy raz od wielu dni; zjadłem na śniadanie pyszne wiejskie jajka, odkryłem na strychu zapomnianą butelkę szampana, wymyśliłem śmiesznego trolla ("narzekacie na tego serialowego Wiedźmina, a to poziom Gry o tron - nuda, cycki i słabe renderowane smoki") i ogólnie pełen relaks, na co mam narzekać? 

Na pogodę?

97. Wyjdź z domu

mrwisniewski

Dzień dziewięćdziesiąty siódmy.

Wyjdź z domu i tam szukaj blogoinspiracji, rzecze pani kominkowa.

Wyszedłem z domu przedwczoraj. Ulice były puste, place wyludnione, parkingi - pełne wiatru i słońca. Gdzie się wszyscy podziali? Nie znam się na kulturze serialowej, bo jej trochę nie lubię, ale to chyba miłośnicy serialu "Żywe trupy" urządzili sobie tzw. "Zombie Walk". My sobie zrobiliśmy zwykły spacer, ale ładny, po różnych zapomnianych zakamarkach dzielnicy i okolic. Zjedliśmy lunch w puściutkim Burger Kingu, Whopper Jr. i frytki; robiony na świeżo i bez zwykłego pośpiechu jest znacznie smaczniejszy. Przy przejeździe kolejowym siedzieli trainspoterzy, jeden miał aparat, drugi lornetkę, a trzeci pewnie był szefem, albo konsultantem, a może wszystko zapisywał? Nie przyjrzałem się dokładnie.

Trainspotterspotting.

Wracając zjedliśmy lody w McDonaldsie (flurry z chałwą i truskawkami); McDonald był pełny ludzi, to tu się schronili przez zombie. 

Wyszedłem z domu wczoraj. Tylko na chwilę, do Społem na dole, bo zapomniałem kupić jogurtu bałkańskiego do obiadu; padało, bardzo padało, jakby się urwała chmura, a z niej wypadły jeszcze małe chmury, jak atak Marsjan. Założyłem gromy i plandekę, a i tak zmokły mi skarpetki. 

Wyszedłem z domu dziś. Zajrzałem do empiku, nie było nowego "Harper's Baazar", obejrzałem sobie książkę "Bomba" Korwin-Piotrowskiej:

i kupiłem komiks z płodem w okularach na okładce (płód przebywa w Szwecji, gdzie medycyna prenatalna jest widocznie bardziej rozwinięta), bardzo fajny:

Dziś dzień dziecka:

96. Miej uszy otwarte

mrwisniewski

Dzień dziewięćdziesiąty szósty. 


Podsłuchuj i zapisuj, radzi pani kominkowa. Kiedyś konkurs na bloga roku wygrał (albo wszedł do finału) blogasek z historiami pacjentów jakiejś placówki; strasznie mnie to zniesmaczyło; kraść komuś narrację, kiedy czasem nie ma nic więcej. Także do pomysłu pani kominkowej podchodzę z rezerwą. Wrzucę więc parę "szitmajsejów", jakie zasłyszałem tu i tam:

GEJE

Obejrzałem "Obywatela Milka" i ja rozumiem, i nie mam nic przeciwko gejom, ale trochę sami są winni, po co się tak obnosili i prowokowali. Że jaka homofobia, że ja się obnoszę ze swoim? Chyba głupi jesteś.

TOTEK

Odkąd jest system komputerowy to losowania są ustawiane, oni się łączą z centralnym komputerem i tak to ustawiają, żebyś nie wygrał, dlatego zawsze sam skreślam. 

KRYZYS

Teraz biednym jest źle, bo jest kryzys, a bogaci są nadal bogaci. Jak nie było kryzysu, to biednym się lepiej wiodło, to wszystko przez kryzys. A skąd się wziął kryzys? Spisek banków! W "Newsweeku" pisali.

KOTEK

Najlepsza metoda na sprawdzenie, czy mięso jest dobre, to podanie go kotu. Jak będzie pełne chemii, to kot tego nie tknie! 

95. Przejrzyj stare pliki

mrwisniewski

Dzień dziewięćdziesiąty piąty. 

Dawno pani kominkowa nie radziła grzebać w śmietnisku dni minionych, a tu taki callback na ostatniej prostej. 

Podłączyłem dysk, zajrzałem do katalogu Moje Dokumenty, i cóż tam znalazłem -- zaczęte opowiadanie "Strollować Chrome", oczywistą parodię cyberpunka z 2008 roku, kiedy się social media były w miarę młode. Napisałem początek i zakończenie i jakoś nigdy nie zabrałem się do napisania reszty, może szkoda, NF publikuje takie teksty naszpikowane bełkotliwym slangiem. Także zostawiam was z próbką tekstu, nie - prawdziwym tekstem, ale wyobrażeniem, czym mógłby być.

STROLLOWAĆ CHROME

Niebo pachniało plastikiem, kiedy strollowaliśmy Chrome. 

Zaczęło się od tego, że Wuzek dostał bana, mimo że siedział za siedmioma proxy. Podpimpował się na dziesięć punktów lansu na cult-of-fail, ale ogólny rating spadł mu do poziomu red five, na granice netowej lamerii. Cztery kredytki na godzinę od adCorpu szły się jebać i bolało go to każdy zakamarkiem ciała. Wszczepka wifi drżała wraz z całym ciałem Wuzka, kiedy rozdygotany opłukiwał twarz w umywalce. Nie patrzył w lustro na bladą, nieogoloną twarz, ignorował przetłuszczone, potargane włosy, nie widział cieni po zaczerwienionymi oczami. Wytarł ręce w koszulkę z napisem „IT’S NOT LUPUS”. It fucking is, pomyślał, tym razem. 

Wuzek był rancherem, hodowcą avatarów, karmił internet fantomami osobowości i właśnie jego najgorętszy avek dostał bana.

[tu powinny być przygody]

I wtedy, gdy miał ją odsłoniętą, uderzył. Zapomniany mem, delansiarska odzywka, sieciowe fopa. Klasyka. Evergreen. Killer. Palce zagrały crescendo. TWOJA STARA. Palec Wuzka zawisnął nad klawiszem enter. Smakował tę chwilę. 

Na drugi dzień Chrome zamknęła bloga.

94. Przywołaj bratnie dusze

mrwisniewski

Dzień dziewięćdziesiąty czwarty.

Jeśli twój blog dotyczy konkretnego tematu, postara się skupić wokół niego grupę związanych z nim ludzi, radzi pani kominkowa, a ja oddaję się rzewnym przemyśleniom. W przeciwieństwie do kilku znajomych blogów nie miałem nigdy wrażenia, żeby udało mi się zbudować tu jakąś społeczność (za to z pewnością zdobyłem paru przyjaciół); ale może to i lepiej? Czy chciałbym, żeby przychodziły do mnie fanki Doktora Who dyskutować, dlaczego Tennant był lepszy od Smitha? Nie sądzę.

Z tego to wychodzi chyba więcej złego niż dobrego; jakieś towarzystwa wzajemnej adoracji (do mnie moje kochane trolle przychodzą częściej dokuczać niż głaskać), albo ruchy parasekciarskie. Znajomy prowadził (wciąż prowadzi, chociaż rzadko aktualizuje) bloga poświęconego zwalczaniu paranaukowych bredni, ruchów antyszczepionkowych itp. Z powodu wysokiej jakości treści i wygodnego systemu komentarzy wytworzyła się tam silna społeczność, która wkrótce zaczęła działać w całym internecie; siejąc spustoszenie i produkując masowo wrogów. Dziś pozostały z tego jedynie popioły i masa skrzywdzonych ludzi z obolałymi pupami. 

Nie chciałbym brać na siebie takiej odpowiedzialności. 

93. Podziel się czymś zabawnym

mrwisniewski

Dzień dziewięćdziesiąty trzeci. 


Coś zabawnego, pani kominkowa? Mam opowiedzieć? Hm. 

Cow-orker dziś przychodzi i co ma na sobie? Maskę konia! Haha, ale śmieszne. 

Chciałbym mieć maskę konia, sigh.

Dał mi przymierzyć i teraz śmierdzę gumą. 

92. Rozejrzyj się uważnie

mrwisniewski

Dzień dziewięćdziesiąty drugi.


Pani kominkowa poleca zabawę w "I spy"; widzę i opisuję, bo nie mam o czym blogować, więc jakiś koleś robi sobie rozpoznanie literek w przedmiotach różnych i skleca z tego alfabet (nie działa mi ta jego strona).  

 

I spy a boy, I spy a girl. / I spy the worst place in the world

Widzę życie w plastiku.

Widzę pociągi, które raz na pięć lat przejeżdżają przez ulicę Margaret Thatcher w Szczecinie, przez przejazd, którego nikt nawet nie zauważa, więc musi wyjść pan z chorągiewką i pilnować. 

 

Widzę kulturkampf w tramwajach:

Widzę samo zło i trochę kotów.

Widzę dziewczęta, piksele i stare anime; stare anime jest dużo lepsze od nowego.

91. Pobaw się w detektywa

mrwisniewski

Dzień dziewięćdziesiąty pierwszy. 

Obserwuj ludzi, radzi pani kominkowa, a potem pisz o nich banialuki w internecie. 

Cwana gapa, sztuk dwie, sierotki takie, zagubione; ostatnia prosta przed emeryturą, małżeństwo od trzydziestu pięciu lat, dwójka dzieci, które wpadają od święta albo i nie; podstarzali Boni & Clyde robią właśnie swój numer życia, wbijając się z wózkiem pełnym po brzegi do kasy "do dziesięciu artykułów"; przy wszystkich stanowiskach dziś takie ogonki, bo to środek soboty, ludzie wylegli z domów, wsiedli w samochody i wyruszyli w półtorakilometrowe wyprawy. Kasjerka wynajęta z agencji pracy tymczasowej nie zna zasad, nie ogarnia mechanizmów i daje się zrobić; pan cwany gładzi siwe wąsy i wyładowuje kolejne zakupy na taśmę, pani cwana przelicza banknoty w portfelu, potem nadzoruje kasjerkę, czy wszystko nabija jak należy, pan cwany w tym czasie pakuje sprawunki z powrotem do wózka, unikając spojrzeń innych klientów, którzy może być powiedzieli, ale wolą robić grymasy i ciche dąse, dziewczyna o długich, kruczoczarnych włosach szturcha chłopaka i wali mu focha po powrocie do domu, dlaczego nic nie zrobiłeś, nie powiedziałeś, tyle musieliśmy czekać, za rok już nie będą ze sobą, z zupełnie innych przyczyn, ale ziarno zostało zasiane dziś, w tej kolejce.

Pan cwany nie jest świadomy wyrządzonych krzywd, nie, on jest z siebie dumny, bo pokonał system, poczuł moc, jakiej nie czuł od czasów, gdy robił sobie zdjęcie z Wałęsą; przez chwilę zaimponował żonie, która może dziś nie spędzi wieczoru wzdychając, nieobecna, myśląca o tych wszystkich złych decyzjach i gdy odbierze wieczorem telefon od córki, która jednak nie da rady przyjechać na dzień matki, zamiast przygryzać wargi wpatrując się w program na TVN, wybuchnie płaczem tuląc się do piersi męża, mocząc łzami jego przyciasną koszulę w kratę, a on ją przytuli, gładząc jej farbowane włosy, jasnowaniliowe jak u Enimema, czując się taki męski i opiekuńczy jak wtedy, gdy spotykali się po szkole w małym mieście pod Szczecinem, a on grał jej na gitarze i pili piwo w krzakach, i jeszcze nie wie, że to ostatni raz, kiedy są tak blisko, że zaraz znów oddalą się od siebie, w jednym domu, ale w różnych galaktykach, ale ona nigdy nie odejdzie i kiedy za piętnaście lat on przestanie rozpoznawać jej twarz i zapomni jak się nazywa, będzie zmieniać mu pieluchy pokazując stare albumy, z nadzieją, że gdzieś tam w środku jest człowiek, którego pokochała, kiedy jeszcze umiała kochać, przez tę sekundę wcale nie żałując, że nie posłuchała matki.

© pattern recognition
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci