Menu

pattern recognition

inżynieria memetyczna

jetlag

Blogowanie

mrwisniewski

w notce biograficznej mam wpisane, że prowadzę bloga pt. "Pattern Recognition" pod adresem mrw.blox.pl 

to jest ten blog i jak widać, nie ma tu ostatnio zbyt wielu notek 

  • w zasadzie to wcale nie ma, jeśli spojrzymy na rok 2016

Czasy, czasy się a-zmieniają

Kiedyś blogowałem o popkulturze, polityce, przygodach w życiu i wrzucałem piosenki

  • blogować o popkulturze w czasach kultury hejtu mi się nie chce
  • blogować o polityce w czasach obrzydliwych też mi się nie chce
  • nie mam zbyt wielu przygód w życiu, w dodatku to materiał na facebooka, nie na bloga
  • podobnie jak piosenki

Piszę za pieniądze w różnych miejscach (magazyn Pixel, Arigato, Dwutygodnik, Wyborcza, ostatnio w wakacyjnym numerze Książek), piszę pierdoły na fejsie, więc cóż ten blog, niech sobie wisi jako archiwum tych kilku lat, kiedy nie wiedziałem co ze sobą zrobić

aha, nie umiem snapa

Atlas pogrzebany

mrwisniewski

Atlas wzruszył ramionami, a potem poczuł się gorzej. Ledwo minął tydzień i go ponieśli w srebrnej trumnie przez Jeżyce, z okien suteren wyglądały smutne twarze inteligencji pracującej, senior prapoznańskiego rodu smarkał się w pierwsze wydanie Myśli Zebranych Seneki.

Na ulicach zatrudnione na umowę zlecenie płaczki zanosiły się płaczem, a ostatni raz tyle czarnych garniturów na raz widziano na planie Kill Billa. 

Patrzył na to z boku obojętnym wzrokiem lewak kanapowy, popijając sojowe latte, i myślał sobie, że cóż to, umarł miliarder, a słońce znowu wstaje, kawa się parzy, rogaliki chrupią. Prasa wychodzi, samochody stoją w korkach, wszystko jest jak zwykle jako w niebie, tak i na ziemi. 

Więc, myślał sobie lewak posypując latte cynamonem, może niech tak nie płaczą, że jak podniesiemy im podatki to wyjadą, temu się zmarło nawet i co, nic  się nie stało.

Reset 2015

mrwisniewski

Rok 2015 nie napawa optymizmem: sukces wyborczy (mimo braku wygranej) otrąbiają muppety, urzędujący prezydent pośpiesznie próbuje zdemontować demokrację instalując JOW-y, szaleństwo; człowiek odruchowo szuka przycisku "reset"...

i uświadamia sobie, że ostatni reset miał miejsce w 2010, z okazji katastrofy smoleńskiej, więc sprawdza daty...

i okazuje się, że poprzedni reset nastąpił w 2005, gdy odszedł JP2...

widzicie pattern, restart co pięć lat, a co jeśli znów się coś wydarzy?

Omlette du Fromage

mrwisniewski

– Barris wpadł na inny jeszcze pomysł, jak przemycać towar przez granicę. Wiesz, jak to jest. Celnicy zawsze pytają, czy masz coś do oclenia. Nie możesz przecież powiedzieć, że narkotyki, bo...

– No dobra, to jak?

– Bierze się, rozumiesz, wielką bryłę haszu i rzeźbi się tak, żeby przypominała człowieka. Potem wydłubuje się w niej dziurę i wkłada motorek nakręcany kluczykiem, taki jak w zabawkach dla dzieci, i małą kasetę magnetofonową. Potem ustawiasz się z nią w kolejce do odprawy celnej i zanim bryła przejdzie przez kontrolę, nakręcasz motorek. Haszysz podchodzi do celnika, który pyta: „Ma pan coś do oclenia?" A bryła odpowiada: „Nie, nie mam", idzie dalej i przekracza granicę.

– Można by użyć baterii słonecznej zamiast motorka i wtedy taka bryła haszu mogłaby chodzić całymi latami. Właściwie bez końca.

– Po co? W końcu doszłaby na brzeg Pacyfiku albo Atlantyku. A może nawet na koniec świata, na przykład...

– Do Polski! Wyobraź sobie jak idzie przez Warszawę bryła haszu wartości... Ile by kosztowała?

– Jakiś miliard dolarów.

– Więcej. Dwa miliardy.

– Idzie przez Warszawę i wchodzi do budynku telewizji, jak jest akurat debata prezydencka. Cała Polska patrzy na bryłę haszu za dwa miliardy dolarów, która cały czas powtarza: „Nie, nie mam".

– I potem dostaje 20% w wyborach. 

Wybory 2015

mrwisniewski

Znajomi mnie pytają, na kogo zagłosuję, długo szukałem odpowiedniego kandydata, ale gdy już znalazłem, wybór okazał się oczywisty.

votesaxon

2015.01.08

mrwisniewski

Minęło osiem dni nowego roku, a ja jeszcze nie zrobiłem tu żadnej notki. 

Czy to znaczy, że ten blog umarł? Czy zjedzą go robaki?

STRASZNIE WAŻNY KOMUNIKAT

mrwisniewski

No więc się spierdzieliło coś na facebooku i mój profil przestał być widoczny na publicu (chwilę zajęło zanim się zorientowałem; wysłałem zawiadomienie i czekam aż naprawią). 

Docierały do mnie sygnały od znajomych, że ich znajomi się poczuli zbanowani i im przykro; nie, nikogo na fejsie nie blokuję, to tylko awaria. Nie ma jak przekazać tej wiadomości, więc proszę o szery. 

Przy okazji zapraszam do śledzenie fanpage "Jetlag", treści się dość pokrywają. Przepraszam wszystkich za niedogodności, ale tak właśnie wygląda internet, którego mamy się bać.

#korwinefekt

mrwisniewski

#korwinefekt -- oburz publiczności na widowiskowe manifestacje jakiegoś poglądu, przy jednoczesnym ignorowaniu jego mainstreamowych reprezentacji.

Szokuje Korwin-Mikke, chociaż nie szokuje masa egoistycznch tatcherystów-korwnistów-balczerystów.

Szokuje kartonowy model papamobile użyty w inscenizacji zamachu na papieża, chociaż nie szokuje fakt, że 400 publicznych szkół nosi imię JP2 (co w praktyce oznacza, że są szkołami katolickimi, ze ściennymi gazetkami poświęconymi patronowi, które nie różnią się zbytnio od takich gazetek w kościołach; o pomnikach i krzyżach nie wspominając).

Szokują słowa Terlikowskiego, który odmawia aborcji dla zgwałconej jedenastolatki, chociaż to tylko zwykłe hasła prosto z tzw. "Marszów Życia", które nikogo w mainstreamie nie oburzają; szczecińska Gazeta.pl przekleja nawet bezrefleksyjne propagandowe notki z KAI. 

Przy tzw. sprawie Agaty napisałem sześć lat temu, że jeśli będziecie to tolerować, to wasze dzieci będą następne. Bardzo łatwo być prorokiem w tym kraju.

Najsmutniejszy dzień w roku

mrwisniewski

Świat się skończy wzruszeniem ramion. Not with a bang, but with a meh.

kiedy wszyscy (nie wszyscy) starają się być zabawni i im nie wychodzi.

A ty (nie ty, ja) uświadamiasz sobie, że nawet nie masz siły/ochoty/pomysłu na spłatanie żadnego psikusa.

Mecz

mrwisniewski

Edward siedzi w knajpie, wiatr wieje mu po nerkach, skąd wiatr? Pewnie z tego otworu w suficie, zerka na kratkę przesłonięta kawałkiem szarego plastiku i wzdycha zrezygnowany.

-- Ja po prostu szybciej mówię niż piszę!

-- Jak to – dziwi się Michał i próbuje wyobrazić sobie Edwarda skupionego nad klawiaturą. Palec, myśli sobie Michał, zwisa pewnie jak sęp krążący na ścierwem, aż opada z kliknięciem i na ekranie wykwita kwiat litery. Po jakiś piętnastu minutach, szydzi w duchu Michał, na ekranie pojawia się zdanie.

-- Ja po prostu szybko mówię – wyjaśnia Edward.

* * *

Narrator umiejscowiony pomiędzy nimi patrzy to na Edwarda, który faktycznie szybko mówi, to na Michała, który faktycznie szybko pisze, i słucha, jak spierają się o wolę, niczym jakieś szopenhałery, podczas gdy w telewizorze nad ich głowami Rumuni gromią Chilijczyków w piłkę nożną, a raczej wodną, bo nad stadionem w telewizji leje. Tymczasem przy stoliku obok sześciu mężczyzn dochodzi do wniosku, że wszystkie dupy w 90% są takie same. Poznań, z perspektywy narratora, jest miastem zaskakujących narracji,  a Rumuni wpierdolili drugiego gola w meczu, który na razie nie obchodzi nikogo w całej knajpie.

* * *

Marcel wyciąga elektroniczny papieros. Elektronicznego papierosa. Ostatni krzyk techniki w dostarczaniu organizmowi trujących substancji. Kiedy Marcel wciąga powietrze w płuca przez ustnik na końcu symulakrum papierosa zaświeca się na czerwono light-emitting diode będąca symulakrum żaru. Ognia. Wtedy w rzeczywiste płuca Marcela wnika odrobina symulakrum dymu. To nie jest dobre, to nie jest właściwe. Płuca prawdziwe, a dym elektroniczny. Tylko przez chwilę Marcel potrafi tkwić w samooszukiwaniu się wewnątrz samooszukiwania. W końcu bez słowa wstaje i wychodzi przed knajpę zaciągnąć się prawdziwym prażonym liściem.

* * *

Dym z elektronicznego papierosa smakuje truskawką, albo czymś czerwonym, może być maliną, w każdym razie nie papierosem i bardzo słabo dymem. Po trzech zaciągnięciach przestaje w ogóle smakować, w związku z czym narrator wychodzi na zewnątrz, nawdychać się prawdziwego papierosa i traci na moment kontakt z narracją. W nagrodę na zewnątrz, prócz pysznego papierosa wydłubanego z kończącej się paczki (pierwszej dziś, a jest już 21:46), czeka go również szklana lufka z resztką marihuany, którą spala równolegle z papierosem, patrząc na poznańskich kibiców, krzyczących bez przekonania w deszczu, że „chuj”, choć nie precyzują chuj co.  Po powrocie do knajpy, okazuje się, że sala dla palących była tuż obok, Rumuni z telewizji nadal prowadzą, ale są już Romą, zespołem z Rzymu, podczas gdy  Chilijczycy zmieniają się w niezidentyfikowaną drużynę Chiavas. Michał z Edwardem tak mocno zaangażowali się w oglądanie meczu, że pokrzykują na barmana, by miał pieczę nad dekoderem telewizyjnym, który grozi, że zaraz się wyłączy, czuje się bowiem nieoglądany. Okrzyki chłopaków dodają mu energii do dalszego działania.

* * *

Żółty samochód był słabą osłoną – roboglina odbierał to jako intuicyjne przeczucie, ale tak naprawdę informacja  o stanie samochodu pochodziła z studwudziesoośmiordzeniowego procesora oceny sytuacji taktycznej, który na podstawie zebranych symulacji prowadził na bieżąco ciągłe ekstrapolacje rozwoju sytuacji. Średnio sto razy na sekundę przewidywał siedem najbliższych sekund przyszłości, wyciągał z tego statystykę możliwych obrażeń i oczyszczoną ze zbędnej matematyki informację wstrzykiwał wprost w białkową masę w duraluminiowej czaszce. Samochód zaraz wybuchnie – pomyślał roboglina. Michał pacnął ekran w pobliżu lewego górnego rogu i kolejny złoczyńca padł na ziemię. I kolejny i kolejny. Michał pacał, roboglina strzelał. „Mission Complete”.

– Yes! – krzyknął Michał, kiedy zobaczył, że dostał 1 sztukę złota ­– mam już 47!

– I co teraz? – spytał Marcel.

– Jeszcze 6000 i kupię sobie lepszą broń.

* * *

Edward obserwował kolegów i porządkował myśli w swojej głowie. Z chaosu informacji rozproszonej w miriadach neuronów wykrystalizowało się postanowienie.

­– Idę siku – rzucił na odchodnym – możesz o tym napisać.

* * *

Tymczasem narrator kompletnie się odkleił od swoich kolegów, z których jeden pacał ekran, drugi pacał klawiaturę i podobnie jak wszyscy pozostali w knajpie, kompletnie nie zwracali uwagi na telewizor, w którym zacięty pojedynek Rom z Chi, okazał się dużo ciekawszy niż wyglądał na pierwszy rzut oka. Zwłaszcza wtedy, gdy z ramion bramkarza Chi wystrzeliło sześć dodatkowych macek, którymi zdusił nadbiegających napastników Rom, po czym rzygnął zieloną flegmą, która obryzgała i anihilowała sporą część publiczności zgromadzonej na trybunach.

Kompletnie nie przejęci tym Michał z Edwardem, wciągnęli się w dyskusję o wyższości dzieci płci A nad dziećmi płci B.

* * *

– Ekhe, Ekhe.

– Ekhe, Ekhe, Edzio mi zdiagnozował echolalię

– Co?

– Echolalię

– Co?

– Że powtarzasz po kimś – z offu dorzucił Marcel dosiadając się z nowozakupionym wzmacnianym tonikiem

– Ale ja tego nie robię złośliwie, zwykle powtarzam po kotach.

– Ale po co?

– Oj, po nic, powtarzasz i już, nie możesz tego?

– Nie?

– Ale czemu?

– Ty lepiej pisz

– Ale Marcel o tym meczu pisze, to ja nie mogę do tego nawiązać

– Jak nie możesz?

– No co mam pisać? Ze telewizor wyświetla obraz RGB z wyraźna przewagą G?

– No pisz to!

– Ale to słabe jest.

* * *

Edward spojrzał na ekran i skrzywił się z niesmakiem.

– Teraz jest za bardzo meta, nie lubię tego…

– To po chuj pisałeś! – wyrwało się Michałowi – O, mecz się skończył, kto wygrał? ­

– Kogo to obchodzi!

© pattern recognition
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci