Menu

pattern recognition

inżynieria memetyczna

Game&Watch

[AC2013] Dzień piętnasty.

mrwisniewski

Dzień piętnasty -- prawda.

Myślę, że zamiast opowiadać bajki o Świętym Mikołaju należy mówić prawdę:

 

Że to przebrany Segata Sanshiro.

SEGATA SANSHIRO! SEGATA SANSHIRO! SEGAAASAAATAAAAN!

Zamiast czekoladki, piosenka z gry, chociaż akurat nie z Saturna:

 

Jak kiedyś graliśmy w nią z Masaki to zacząłem śpiewać "Segata Sanshiro" i był to jedyny moment w życiu, w którym spotkałem się ze zrozumieniem.

SEGATA SANSHIRO! SEGATA SANSHIRO! SEGAAASAAATAAAAN!

Read me: Lag 2

mrwisniewski

Z nomenomskim opóźnieniem ukazał się drugi numer magazynu Lag, który wbrew panującym trendom wydaje grową publicystykę na papierze. 

W środku - ilustrowane artykuły połączone motywem "zakładnicy"; rozumianym w sposób różny. Np. Marceli Szpak napisał (znakomity!) tekst o "Wychodzeniu z U.", a ja - o pętach nostalgii:

I do tego zrobiłem obrazek -- kto jest ciekawy jaki, niech kupi! Polecam, sto ładnych stron za 16 zyli, warto.

Przy okazji przypominam, że co sobotę ukazuje się mój growy felieton z cyklu "Rozpoznanie wzorca".

Batman utracony

mrwisniewski

Życiowe double bogey

Jeszcze tak a propos felietonu "Arkadia utracona", taka sytuacja: idziemy do salonu gier, żeby się pościgać na Outrunie i zagrać we pinballa "The Dark Knight", a tam -- nigdzie nie ma Batmana. 

Więc jak rozmieniałem banknota na pięciozłotówki spytałem "a batmana to nie ma?" "No, nie ma" "Łee, a co się stało, sprzedał pan? Gdzie teraz jest?" "No, tak jakby, eee, no..." "Eee, no?" "No, w Łodzi... w Manufakturze!"

 

Tak więc jak będziecie w Łodzi, w Manufakturze, wpadnijcie zagrać w pinballa "The Dark Knight"!

 

Na zdjęciu: (ex)łodzianka łoi w "The Dark Knight" w Szczecinie w marcu 2013. Być może ktoś to zobaczył i pomyślał, że skoro (ex)łodzianie przyjeżdżają aż do Szczecina łoić w TDK, to może więcej monetek zarobi w Łodzi. 

O siekaniu kota

mrwisniewski

Jest taki tekst Adriana Chmielarza, w którym "narzeka" na graczy eksplorujących limity growego świata i opisuje problemy, jakie to stwarza dla deweloperów.

Nie rozumiem trochę tego narzekania; w końcu tym się różni gra od filmu - interaktywnością, możliwością podejmowania nieliniowych decyzji. Pewnie, że to nie łatwe - kiedyś granice narzucała plansza labiryntu, dziś ma być wyglądać realistycznie, co wszystko komplikuje.

  • można też odpowiednio skroić fabułę, by tłumaczyła różne ograniczenia.

Ale o to chodzi w grach i ACh doskonale o tym wie.

Przypomniało mi to się dziś, kiedy ściągnąłem sobie demo gry "Metal Gear Rising: Revengeance"; jest to spin off serii Metal Gear, którego bohaterem jest cybernetyczny ninja Raiden, jedna z pobocznych postaci. Wyróżnia ją zaś broń bohatera - elektryczny miecz, którym można siekać przeciwników i elementy otoczenia; i jest to zajebiste.

Więc pierwsze co widzimy, gdy dobijamy do brzegu opanowanego przez złych rebeliantów państewka, to kot. 

Co robisz, Player One? Siekam kota, rzecz jasna.

Kot miauczy i robi salto w tył. Siekam. Salto. Szybki cios. Salto.

Ten kot był tam tylko po to, żeby go się nie dało posiekać.

Nie wiem, ile kosztowało - problem, na który uwagę zwracał ACh - zrobienie tego kota, ale było warte każdego yena. Wolę, kiedy trollem jest deweloper, niż kiedy deweloper narzeka na rzekomy trolling graczy. 

Night City Limits

mrwisniewski

Tak przeczytałem w internecie - ton nowej cyberpunkowej gry pt. "Cyberpunk 2077" ma być "dojrzały"; strasznie jestem ciekawy, jak to się uda. Przecież papierowe RPG ("CP 2020"), na którym jest oparta, było do bólu gówniarskie (ang. "punk"); o czym świadczy chociażby umieszczenie akcji w MIEŚCIE NOCY. Huhu, MIASTO NOCY. To była gra dla piętnastolatków. 

Napakowany elektroniką cyborg-uliczny-wojownik z CP2020 był taką samą nerdowską fantazją, jak superbohaterowie; na Polconie w 2002 spotkałem kolesia, który szczerze wierzył, że sztuczne ciało daje przewagę w życiu; że sprawi, że się zaczną z nim liczyć. To chyba tylko w grach; i nawet tam nie - cyberpunkowa ikonografia pełna jest potężnych człeko-maszyn zbierających wpierdol. 

A może "mature" oznacza po prostu "robiący wrażenie dojrzałego na gimbazie" (tak jak "Wiedźmin" z tego samego studia). Prawdziwa dorosłość to kredyty, pieluchy i badania prostaty (ale z tego nie zrobi się raczej gry); a może wręcz coś innego - nie dawania faka za to, czy jakaś gierka jest dojrzała czy nie.

Czy w ogóle jest możliwe zrobienie gry "tylko dla dorosłych"?

Życie jest grą

mrwisniewski

W zasadzie to trudno się nie zgodzić z nocnym rantem Marcelego "Brainteatera" Szpaka, umieszczonym w komciach pod jedną z poprzednich notek. 

Życie jest grą. Szukasz pożywienia (punkty!), zbierasz energię (punkty!), oznaczasz teren (punkty!), imponujesz samicy (punktami!). Życie to gra. 

O ile żyjesz w dżungli.

 "Tokyo Jungle" to jedna z tych dziwnych gier, dla których warto mieć PS3 - i jest właśnie dostępna w PlayStationStore za pół ceny z okazji świątecznej promocji. Fabuła jest prosta - ludzie znikają w tajemniczy sposób, a na ulicę Tokio wylegają zwierzęta. Zdziczałe pupile, uwolnieni mieszkańcy ZOO i inne - łażą po zarośniętym trawą mieście i walczą ze sobą o przetrwanie. Tak też - "przetrwanie" - nazywa się się pierwszy tryb gry: po wyborze zwierzaka należy przeżyć, polując (lub skubiąc roślinki, jeśli wybierzemy roślinożercę), przejmując terytorium, imponując samicy i przedłużając gatunek; wtedy przejmujemy kontrolę nad potomstwem i cykl się powtarza.

Aż do (chyba) nieuniknionej śmierci. 

Mój pierwszy raz był krótki. Zabił mnie większy pies. Za drugim udało mi się rozmnożyć: po czym wyruszyłem gromadką szczeniąt na poszukiwanie pożywienia, trochę się zapędzając. Spotkaliśmy krowę, troje piesków padło w nierównej walce, ale czwarty mógł się posilić. Na długo to nie wystarczyło, padł z głodu w drodze powrotnej. 

Potem zagrałem jelonkiem. Chwila nieuwagi i zadziobało go (mnie) stado kur. 

A potem spróbowałem drugiego trybu gry - historii. 

Bohater pierwszej opowieści to ubrany w czerwone psie wdzianko uroczy pomeranian, który obudził się w pustym mieszkaniu i musiał zmienić się w bestię - aby nie paść z głodu zabił 3 króliki, a na koniec dnia odbił legowisko z łap ulicznego kota.

    • Zabijasz ulicznego kota i przejmujesz jego terytorium.


I tak to wygląda. 

Ta gra w zwierzaczki, symulator miejskiej dżungli, doskonale pokazuje, czym jest ta cała "grywalizacja" i w ogóle "psychologia ewolucyjna". "Za niski status dla tej samicy, idź upoluj więcej, żeby podnieść status" poleca samouczek; więc idziesz zagryźć małpę albo królika; proste reguły prostego życia. 

Tylko tak samo jak Simcity jest tylko uproszczonym symulatorem korwinlandu, który nie przekłada się na prawdziwe życie, tak i ten model wirtualnej sawanny nie mówi nic o człowieku. Polygonowa kukiełka sterowana padem nie jest człowiekiem; więc nie traktujcie ludzi jak polygonowych kukiełek.

And thank God I'm only watching the game --
controlling it --

© pattern recognition
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci