inżynieria memetyczna
wtorek, 09 lutego 2010
Dzieci w sieci

Hurr durr internut

Niezawodny inżynier Mruwnica odkrył dziś dzieci w sieci na blipie (wiedzieliście, że przyszłość narodu mówi "holokaust" na - chyba - lekcję historii? Niech ktoś napisze do Alert24!). Urocze dzieciaczki z 3 LO, które na blipie (a kiedyś na forum naszej-klasy) dzielą się demotywatorami z joemonstera, pokazują zdjęcia z dyskoteki, umawiają się na kulig i nawet odrabiają wspólnie lekcje.

Niesamowite. Oni cały czas są w szkole!

Za moich czasów jak się wychodziło ze szkoły to się wychodziło ze szkoły, kontakt z klasą (nie licząc kumpla/paczki/dziewczyny) się na resztę dnia urywał. A dzieci sieci nadają do siebie przez internet, jakby siedzieli w jakimś wirtualnym Hogwarcie.

"Zgrana klasa" oznacza dziś klasę w tysiącu jotpegów zgraną na pendrive'a.

22:27, mrwisniewski , jetlag
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 08 lutego 2010
W kupie raźniej

Swingersi

Motyw swingersów jest bardzo popularny w popkulturze, więc taki tam artykuł z "Polityki" niczego nowego w mój memetyczny horyzont zdarzeń nie wnosi. Poza małym mindfuckiem, o którym wcześniej nie myślałem. Bo o ile nietrudno mi wyobrazić sobie zabawę w kwadracie (internet is really, really great), to zwieszam się na wyobrażeniu takiego spotkania para-z-parą u kogoś na kwadracie. Wpadają sobie na chit-chat przy kawusi? Zrzucają się na pizzę? Grają rundkę Singstara na przełamanie lodów? Rozmawiają o polityce, po czym ktoś - zakładam, że najbardziej burkliwy facet - rzuca hasło "dość pierdolenia, ruchajmy się"?

09:23, mrwisniewski , jetlag
Link Komentarze (8) »
niedziela, 07 lutego 2010
Remember, that is all in your head

450x666

Jest coś pięknego w tym, że plakat filmu o diable przy szerokości 450 jest wysoki na 666 pikseli. Gutek filutek kisił ten film tyle czasu, żeby teraz napierdalać w mediach "ostatnim filmem Heatha Ledgera". A przecież jest to przede wszystkim jednakoż film Terry'ego Gilliama, którym wraca do swojej nieoficjalnej trylogii marzycieli ("Złodzieje czasu", "Brazylia", "Przygody Barona Munchhausena"), tym razem w centralnym punkcie stawiając nie marzycieli, a twórcę opowieści pomagającego marzyć: oto dzieło starzejącego się artysty, który ma jeszcze tyle do opowiedzenia, a coraz mniej czasu (ironia pieprzonego losu).

Piękny film.

Piękne role. Tom Waits w meloniku i wąsie; Lily Cole (ach, Lily Cole, ostatnio widziałem ją jako geekową Poly w "St. Trinnians"; chyba można z niej ulepić wszystko) jako młodziutka córka doktora; cudowni Heath i przyjaciele, kanalizujący się wzajemnie w jakimś przedziwnym metafizycznym cudzie. Gilliam wraca do zakurzonego teatru, cytując "Barona" (naga Lily jak Uma-Venus, balony, głowy; filmy zresztą dzielą scenarzystę) czy nawet Monty Pythona.

Mając cały czas świata trzeba pamiętać, że ptak czasu niesie gorzki owoc. Recenzent "Esesnji" doszukuje się w "Parnassusie" krytyki szarości dzisiejszych czasów; ja to odbieram jako film o zmęczeniu i starości, kiedy świat idzie do przodu, a ty zostajesz (ciekawe, że aktor grający Parnassusa podkłada też głos zgorzkniałemu dziadkowi z pixarowskiego "Up"). Piękny wiek? Piękny wiek to 16 lat.

A nasze czasy nie są szare, skoro wciąż powstają takie piękne i kolorowe filmy.

sobota, 06 lutego 2010
Jeśli zginiesz w komiksie, zginiesz naprawdę

Koszmar (a może mokry sen?) twórcy: zostać wciągniętym do stworzonego przez siebie świata (co mi przypomina, że dawno miałem zrobić notkę o "Cool World"). Połączmy to wciągnięcie z ideą "sadystycznego boga-rysownika" i dostaniemy fajną grę "Comix Zone" z 1995 roku (na konsolę SEGA Megadrive, wyszła też na PC i jest dostępna w XBLA), historię rysownika, który zamienił się miejscami z postacią arcywroga ze swojego komiksu. Teraz musi walczyć z zastępami wymyślonych przez siebie mutantów, a siedzący przy biurku łotr dorysowuje mu nowych przeciwników.

Wszystko zaczęło się trzy lata wcześniej od pomysłu na metanarrację przedstawionego w tym animowanym demo:

Ach ten początek 90, które jedną nogą stały w ejtisach - gdy pojawiła się na rynku w połowie dekady, koleś nazywał się już Sketch Turner i był ubrany jak zawodnik ulicznego basketu - w szorty do kolan i bezrękawnik z kapturem. X naszyte na spodenkach pewnie oznacza XTREME, bo dziewięćdziesiąte były XTREEEEEEME.

Gra jest trudna (dla mnie) i nie wybacza (czasem można zapędzić się w śmiertelny zaułek bez wyjścia, bo się wcześniej nie zabrało jakiegoś przedmiotu), wymaga też odrobiny kombinowania - często zamiast używać pięści i tracić energię trzeba ominąć przeszkodę w inny sposób. Komiksowa narracja i metanarracja wymiata - ramki i dymki, bohater skaczący między kadrami, robiący zabójczy samolocik z kawałka papieru urwanego z tła albo uciekający przez podpaloną przez łotra kartkę.

Strasznie fajne.

18:08, mrwisniewski , Game&Watch
Link Komentarze (4) »
czwartek, 04 lutego 2010
Roboty, lasery, bajery

Trzeci (pierwszy, drugi) teledysk z nowej płyty Muse do tytułowego, bardzo poruszającego singla, został złożony z fragmentów koncertów:

A wczoraj właśnie grali w Singapurze, więc mam relację z pierwszej ręki (pasta z czata, więc w formie surowej):

Muse ZAJEBISCI
MUSE WYMIATA
maaaan lasery, roboty, ekrany
bebny jak burza, wokal wwierca sie w mozg
zaczeli od uprising a skonczyli na knights of cydonia
how fuckin awsum is it?
[...]
na starlight na przyklad zielone lasery
i jeszcze gwiazdy takie
[...]
zagrali dwa razy undisclosed desires
w troche zmienionych wersjach
i za pierwszym razem na ekranach pokazywali roboty
a za drugim razem zrobili laser show
myslalam, ze sie zsikam z wrazenia

I se tak myślę, że chociaż kocham ciasną przestrzeń klubu czy festiwalu, to jednak koncert z full wypasem to jest coś. I nigdy nie zapomnę prezenterowi Kaczkowskiemu, że nam zaspoilerował jedną efekciarską niespodziankę na koncercie Rogera Watersa.

środa, 03 lutego 2010
Warszawa, Kraków, Szczecin

Marvel vs. Poland

Marvel vs. Poland

Sause, tnx Gargu

wtorek, 02 lutego 2010
Kosmici i sarmaci

Kochaj kosmitę

Nomicje do golasówMord elektryczmym prądem się rozpostrze, Syn przeciw ojcu pochwyci za ostrze, Brat przeciw bratu - siostra przeciw siostrze - tzn. Cameron vs. była pani Cameronowa, ale mnie najbardziej cieszą nominacje dla "Dystryktu 9". To sprawia, że od pojedynku Jamesa i Kate ciekawszy jest pojedynek dwóch filmów s-f (widziałem gdzieś komentarz "dwa s-f, animacja i Tarantino - czyżby akademia wyjęła kij z dupy?").

"Avatar" i D9 opowiadają o tym samym - transformacji człowieka w obcego. W jednym przypadku jest to jednak glorious metamorfoza w kosmicznego pięknisia, w drugim - kafkowska zmiana w robaka z wysypiska. Łatwo jest zostać avatardem, dać się ponieść pięknu Pandory i niebieskich cycuszków. W transformacji w prusaka jest za to zawarta jakaś taka bolesna prawda o życiu, wszechświecie i całej reszcie; dlatego też nie znajdziemy raczej internetowych społeczności fapiących nad marzeniem o byciu kosmicznym robactwem w getcie Joburga, tak jak żaden z erpegowych mocium panów sarmatów nie wyobraża sobie bycia chłopem w tej cudnej dzikopolańskiej rzeczywistości wirtualnej.

W idealnie trollerskim świecie za film dostałby D9, a za reżyserię Tarantino. Please, please, let it be.

poniedziałek, 01 lutego 2010
Oczy Carla Zeissa

Jeśli umiesz to przeczytać, to znaczy, że żyjesz w cyberpunku

Myślę, że nie tylko dla mnie sporym WTF w czasie oglądania serii "Ghost in the Shell: Stand Alone Complex" były gazety zadrukowane kodami kreskowymi (i semakodami), odczytywanymi przez skanery cybernetycznych oczu. Podzieliłem się tym WTF ze scenarzystą, Yoshiki Sakurai. Odpisał mi wtedy:

We shared a view with Shirow Masamune in the beginning of this series that cybernetic body is not very much dispersed throughout the world because of it's cost etc., but e-brains (cyberbrains?) are pretty well penetrated.

Jakie to cyberpunkowe! Sama idea "zadrukujmy papier barcodem" (pewnie przemawia do Japończyka posługującego się ideogramami) jest strasznie niepraktyczna i bez szans na zaistnienie, ale jaka to piękna metafora! No bo przecież to "well penetrated" nie oznacza, że cybermózgiem dysponuje byle Zenek, tylko klasa średnia i wyżej. Jak każda cyberpunkowa przenośnia ukazuje ona ideę w formie dosłownej: bariera technologiczna (i społeczna!) zostaje obleczona w ciało.

Spojrzałem na iPada i zobaczyłem przyszłość. Nadchodzi Web 3.0, która będzie dzieliła się na kaloryczny płatny kontent dla klasy średniej i treścioidę o cyckach Dody dla freetardów.

niedziela, 31 stycznia 2010
Holly Bolly

Za ozdobionymi mysimi uszyma drzwiami znajdują się Aseksualne Stany Zjednoczone Ameryki im. Walta Disneya.

A było to tak, że kolega - miłośnik (aktywny i pasywny) musicali - przeżywa ostrą fascynację "High School Musical". Ponieważ oprócz DVD i Blureji nabył "HMS: Sing It", grę karaoke w stylu "Singstara", więc się dokształcamy w temacie, żeby sobie z kolegą pośpiewać. Pierwszą część widziałem dawno temu w telewizji (w ramach zaliczania wszystkich możliwych komedii dla młodzieży), a dziś obejrzałem HMS2. To. Jest. Niesamowite.

Wytwórni Disneja udało się nakręcić prawdziwy bollywoodzki film. Orgia kolorów, konflikty klasowe, muzyczne numery - i całkowity aseksualizm. Nie ma tu miejsca na majteczki Molly Ringwald; nawet się nikt nie całuje! Wszelkie napięcie seksualne między bohaterami jest wyrażane - zupełnie jak w Bolly - piosenką. Spójrzcie na poniższy teledysk - Zack Efron tańczący na tle gór normalnie kanałuje Shar Rukh Khaha:

Wtem! Niespodziewanie homoerotyczny numer jest niespodziewanie homoerotyczny! LOOK AT THIS:

Ain't that fucking cute!

Strasznie fajnym ficzerem na DVD są teledyski promujące HMS2 z całego świata (np. Japończy podłożyli pod piosenkę animację, Bolly zaś... just Bolly). Polaki oczywiście wystawili jakiś koszmarny klon Kupichy (ma na koncie najobleśniejszy opening serialu w historii telewizji) i cycatą laskę, a całość nakręcili nad Bałtykiem. Aż wstyd być Polakiem!

Ale powiem wam, że można mówić różne rzeczy o HSM, ale i tak jest zdecydowanie lepszy niż "Czynsz".

sobota, 30 stycznia 2010
Raport z frontu walki z Metal Slugiem

Po test drivie PSP (kudosy dla kolegi o wielkim sercu, który się nie bał pożyczyć i nawet nie wziął nic w zastaw) i "Metal Slug XX" (który wypadł z ciężarówki) stwierdzam, że jeśli miałbym się kierować tylko tym tytułem, to PSP ownuje NDS. Większy ekran, lepsze osiągi - to się przełożyło na grę. W wersji XX jest większe zróżnicowanie wrogów niż w 7 (bo nie trzeba było ograniczać liczby sprite'ów?), są dodatkowe plansze, a ze sklepu PSN można (za 99 centów; można też wyhakować jakimś gamegenie czy czymś) zakupić dodatkową postać, i to fajną laskę:

Leona Heidern

Równie wygodnie grało mi się natomiast i na PSP, i na NDS. Ten pierwszy jest przyjazny dla kogoś przyzwyczajonego do Dualshocka, ten drugi zaś to skóra zdjęta z Game&Watch. Co robić jak żyć? "MS XX" dostępny będzie także w Live Arcade XBoxa 360, ale jedną konsolę z zapyziałą technologią już mam, więc postanowiłem na razie poczekać - może kiedyś pojawi się konwersja na PS3 albo nawet peceta? Niedługo ma wyjść "Metal Slug Complete", czyli odpowiednik Antology (części 1, 2, X, 3, 4, 5 i 6) na blaszaka. Kto by pomyślał.

Tymczasem pojawił się pierwszy poważny powód, by nabyć któryś z dotykowych produktów Apple'a - "Metal Slug Touch". Jego idea niesłychanie mi się podoba. Tu małe wprowadzenie dla nieobeznanych z serią Metal Slug - tytułowy metalowy ślimak jest małym czołgiem (bliższym projektom Masamune Shirow, niż pimp mobilowi porucznika Grubera), który znajduje się w czasie gry. I jest go ZA MAŁO. Tymczasem w MST czołgiem steruje się przez całą grę. Mmm.

Tagi: Metal Slug
23:50, mrwisniewski , Game&Watch
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 109
Ostatnio na Blip:
Coś pozytywnego Tak naprawdę to w Ikei kupiłem tylko maselniczkę, pluszowego jeża i hot-doga, ale liczy się idea remember
GOD HELP US ALL
STOP PRZEMOCY