|
inżynieria memetyczna
piątek, 20 listopada 2009
czwartek, 19 listopada 2009
Street Fail
Odświeżyłem dziś sobie tego nieszczęsnego "Ulicznego wojownika" i okazał się głupszy niż pamiętałem. Ok, puścili w zlew oryginalną historię, wymyślili głupią fabułę... ...ale że się tak mało i słabo trzaskali, tego kurna wybaczyć nie można. Aż mnie zaciekawiło, jak bardzo Bartkowiak spaprał "Legendę Chun Lee". Wybór Taboo do roli Vegi (człowieka o pięknej twarzy, który na czas walki ukrywa ją za maską) jest dosyć, hmm, intrygujący.
środa, 18 listopada 2009
Wata cukrowa dla ludu
Jakoś nie miałem dziś siły włączyć się do flejma pod notką Wojtka Orlińskiego, ale uwagę moją zwróciła wypowiedź autora z 10:53:01:
Ale tak przecież nie jest. Religia nie oferuje "opium dla ludu", ale watę cukrową znaną z klasycznego webkomiksu:
W ramach szczenścia - miłość Bozi, całego kościółka i obietnica życia wiecznego; w ramach cyjanku - marnowanie najlepszych chwil prawdziwego życia (np. "białe małżeństwa" dla rozwodników) i obrzydzanie drobnych przyjemności, takich jak orgazm niezakończony uświęconą próbą zapłodnienia. Kościół w swoich działaniach przypomina pedofila - znajduje sobie kogoś, kto potrzebuje wsparcia i miłości (z biedy, ze strachu itd.), po czym korzystając z okazji wykorzystuje seksualnie. Już może lepiej niech sobie to wykluczone dziecko mamione Ajfonem ściągnie empetrójkę z torrenta.
wtorek, 17 listopada 2009
Gee whiskers, czyli kino komiksowe
Ciekawe, czy ktoś używa jeszcze terminu "kino komiksowe"? Chyba dyskurs już dojrzał na tyle, by kolejne ekranizacje przygód peleryniarzy nazywać "kinem superbohaterskim" i nie mieszać do tego jakiejś "Drogi do zanudzenia" (obejrzałem tylko dla Daniela Craiga) czy "Ghost World". Jakim bezsensem jest dzielenie filmów wedle mediów, jakimi był ich oryginalny scenariusz świadczy chociażby to, że nikt w dyskusji o rozwoju "kina komiksowego" nie powoływał się np. na "Annie" z 1982, ekranizacji musicalu na podstawie komiksu "Mała sierotka Annie".
Swego czasu cudownym głosem, choć w słabej aranżacji, śpiewała ją Barbara:
Ale nic nie przebije disko Grace Jones!
A na koniec zatoczę kółeczko: autor muzyki do "Annie", Charles Strouse, ma na swoim koncie także inny musical na podstawie komiksu. Co prowadzi nas do kolejnej notki, ale... nie uprzedzajmy wydarzeń.
poniedziałek, 16 listopada 2009
"My 'talking to strangers' thing has rather unexpected consequences"
niedziela, 15 listopada 2009
Rewolucja seksualna!
Also: limited Lenin Edition Z perspektywy czasu rewolucja seksualna jest czymś równie smutnym jak podbój kosmosu. I chyba zaczynam rozumieć, dlaczego Eli Wurman tak tęskni za księżycową wizją JFK: miało być tak wesoło, wolna miłość, bazy na Księżycu, a skończyło się na AIDS, eksplodujących wahadłowcach i uziemieniu. Jakby nie było miejsca na taką rewolucję jak z radosnej piosenki Army of Lovers, lecz jedynie na senny koszmar Rogera Watersa:
Chociaż niektórzy wciąż mają nadzieję i nie odkładają różowych sztandarów:
To trzeba jednak pamiętać, że rewolucja zjada swoje płody dzieci; you won't fool the children of the revolution. Again.
Może więc jest nadzieja i na pytanie "co robić jak żyć na kogo głosować?" niegłupią odpowiedź da pomysł z blipa:
sobota, 14 listopada 2009
Lewica, katolicyzm i holy matrimony
Teoretycznie nie ma niczego złego w byciu katolikiem. Ale czasem to człowiekowi zawadza. Np. Grzegorzowi Napieralskiemu, przewodniczącemu "największej lewicowej partii w Polsce", który wyoutował się jako katolik w rozmowie z Moniką Olejnik. Mięsko jest tu. Fakenszyt, chciałbym dać w gębę temu, kto kiedyś puścił mema "Napieralski - polski Zapatero" (albo strzelić sobie facepalma, że zapomniałem iż "polskie"="słabe"). Co za kompromitacja, co za slalom. Już nie chodzi nawet o poglądy, tylko o sposób ich prezentacji. "Katolikiem" to może pan Napieralski być w domu i kościółku, w sytuacji politycznej powinien to mieć schowane głęboko jak "Playboy" w pokoju trzynastolatka. Ale nie może mówić językiem prawicowców i alienować swojego elektoratu! Więc dziś: Grzegorz Napieralski na blipie: Radosław Sikorski ze swoim pomysłem zrównania z ziemią Pałacu Kultury i Nauki powinien otrzymać jakąś nagrodę za "irracjonalość" roku. Zawiedziony Elektorat: i kto to kurwa mówi, "lewicowy" KATOLIK GN: Mówi to przewodniczący największej lewicowej partii w Polsce, w której każdy ma prawo do własnego zdania i poglądów. Każdy ma też prawo wierzyć lub nie ZE: z takim zdaniem to lepiej zmienić partię, przewodniczący homofobie GN: Homofob, to ktoś kto ma fobie. Pan je ma? Bo ja ich nie mam. ZE: Przecież pan nawet mówi jak prawicowiec! GN: Jeszcze raz powtórzę to, co u Moniki Olejnik - nie ma nic przeciwko związkom homoseksualnym. Każdy, niezależnie od orientacji seksualnej ma prawo do miłości. Prawo do miłości, ale nie do santo subito holy matrimony, które w tej pojebanej Szwecji można odebrać z rąk żonatej pastorki lesbijki. I jeszcze byłbym zrozumiał, gdyby powiedział "Pani Moniko, katolikiem jestem prywatnie, a tu jestem jako PNLPwP, i chcę powiedzieć, że nie zależy nam na słowie 'małżeństwo', żeby nie antagonizować środowisk konserwatywnych, ważniejsze jest przyznanie równych praw", ale nie, on w kraju regularnie popychanym w kakao przez ajentów watykańskiej franczyzy, gdzie świętym obowiązkiem lewicy jest dawać odpór słowem i czynem, pozwala sobie nie tylko na uginanie karku, ale na trzymanie z nimi sztamy! O adopcji już nie mówię, bo bym musiał pójść po słownik brzydkich wyrazów ("Homofob, to ktoś kto ma fobie. Pan je ma? Bo ja ich nie mam").
piątek, 13 listopada 2009
Uliczny wojownik, dzieło kultowe
W przyszły czwartek Polsat pokaże film, który jak mało co nadaje sens idei kultu porażki: "Street Fighter: The Movie" (nie mylić ze znakomitym anime "Street Fighter II: The Animated Movie"). Wbrew temu, co wydaje się okazjonalnym lurkerom salonów gier, Street Fighter, klasyczne mordobicie, zawsze miał bogatą fabułę i mitologię. A ekipa od filmu wywaliła ją w zlew: np. z głównej postaci gry - Ryu - zrobiła gówniarza-debilka; chyba dlatego, żeby światła reflektorów starczyło dla gwiazdy, Jean-Claude Van Damme'a (w roli a m e r y k a n i n a Guile'a). Ale były też plusy: strasznie smutna (bo ostatnia) rola śmiertelnie chorego Raula Julii oraz Kylie Minouge jako Cammy:
Ale najlepsze co wyszło z filmu, to gra automatowa "Street Fighter: The Movie [The Game]". Przypomnę, że połowa lat 90 była czasem napieprzania się zwolenników Street Fightera II i Mortal Kombat. SF2 był królem bijatyk, powstały miriady jego klonów i naśladownictw. MK wnosił coś nowego - digitalizowanych aktorów zamiast pikselartowych spritów i, jak to się mówi, hektolitry krwi. Akurat dla nabuzowanych hormonami nastolatków. I wtedy w 1995 na klasowej wycieczce w Zakopanem zajrzałem do salonu gier i zobaczyłem "Street Fighter: The Movie". To było olśnienie: SF2 I MK W JEDNYM! WOOOOO~
Not quite: brakuje mortalowej krwawej przemocy, a system gry różni się od tego znanego z oryginalnego SF2; ogólnie SFTM został bardzo cierpko przyjęta i uznany za porażkę. Ja go jednak lubię do dziś - fajnie wyglądają filmowe tła, bogato (i sprytnie) zdobione fragmentami kinowego Street Fightera. No i w ilu grach MOŻNA ZAGRAĆ PRAWDZIWĄ KYLIE MINOUGE?
Zdjęcie zajumałem z bloga Alana Noona, współtwórcy gry - w tej notce jest więcej fajnych fotek oraz link do epickiego wątku na forum, na którym Alan opowiada o kulisach tworzenia SFTM.
Jak widać, na potrzeby gry Kylie przebrała się w strój, jaki Cammy nosi w oryginalnym Super SF2. Sens tego posunięcia zrozumie każdy, kto sterując Cammy wygra rundę pojedynku.
czwartek, 12 listopada 2009
Tak pięknie pozwala wyrazić nienawiść do tych obrzydliwych deszczowych dni...
...nowa piosenka Miki, a przy tym nie ma w sobie nic a nic dołującego ładunku:
środa, 11 listopada 2009
11.11
W dni takie jak ten pogoda nie zachęca nie tylko do spacerów, ale i okazywania uczuć wzniosłych, patriotycznych. Telewizja Polsat jak zwykle trolluje repertuarem i puszcza amerykański "Dzień niepodległości", w którym kwiat amerykańskiego aktorstwa dzielnie powiewa amerykańskimi flagami. Prawdziwy Polak w tym czasie może pomachać najwyżej pytą, i to przez okno, od niechcenia. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
F**k you
Memoteka
Read you
|