Menu

pattern recognition

inżynieria memetyczna

Blogowanie

mrwisniewski

w notce biograficznej mam wpisane, że prowadzę bloga pt. "Pattern Recognition" pod adresem mrw.blox.pl 

to jest ten blog i jak widać, nie ma tu ostatnio zbyt wielu notek 

  • w zasadzie to wcale nie ma, jeśli spojrzymy na rok 2016

Czasy, czasy się a-zmieniają

Kiedyś blogowałem o popkulturze, polityce, przygodach w życiu i wrzucałem piosenki

  • blogować o popkulturze w czasach kultury hejtu mi się nie chce
  • blogować o polityce w czasach obrzydliwych też mi się nie chce
  • nie mam zbyt wielu przygód w życiu, w dodatku to materiał na facebooka, nie na bloga
  • podobnie jak piosenki

Piszę za pieniądze w różnych miejscach (magazyn Pixel, Arigato, Dwutygodnik, Wyborcza, ostatnio w wakacyjnym numerze Książek), piszę pierdoły na fejsie, więc cóż ten blog, niech sobie wisi jako archiwum tych kilku lat, kiedy nie wiedziałem co ze sobą zrobić

aha, nie umiem snapa

God Hates Poland

mrwisniewski

Napisałem drugą książkę. Ukaże się na początku listopada 2015!

godhatespolandcoverbig- God Hates Poland - powiedziała, a ja na to, że jak to, za co? Za wszystko, rzecz jasna. A dlaczego po angielsku? Żeby każdy zrozumiał, że BÓG NAPRAWDĘ HEJTERZY POLSKĘ.

4 lipca 2014 roku, piątek. Ludzie się rodzą, umierają, spotykają i rozstają. Kochają, nienawidzą i tęsknią. Cierpią na jetlag i bezsenność. Ruszają w miasto i wracają do domu. Pod czujnym okiem dronów i kamer internetowych.

Dla trojga z nich to początek drogi, na końcu której znajduje się odpowiedź na pytanie "skoro Bóg nienawidzi Polski, to dlaczego ją stworzył?"

Nagroda Conrada

mrwisniewski

Z przyjemnością zawiadamiam, że Jetlag został nominowany do Nagrody Conrada!

  • Z tej okazji w czasie Festiwalu Conrada w Krakowie 22.11.2015 odbędzie się spotkanie ze mną -- informacje tutaj.

jetlagconrad

W tym roku po raz pierwszy w historii Festiwalu wręczona zostanie Nagroda Conrada dla najlepszego literackiego debiutu ubiegłego roku.

Wyróżnienie ma być wsparciem dla początkujących pisarzy, ale i zachętą dla wydawnictw do śmielszego inwestowania w młodych twórców. Dzisiaj z radością ogłaszamy listę pięciu nominowanych, spośród których wy sami – czytelnicy – wybierzecie laureata. Zapraszamy do oddawania głosów!

Przyłączam się do zaproszenia!

PS. GŁOSUJCIE NA JETLAG!

Atlas pogrzebany

mrwisniewski

Atlas wzruszył ramionami, a potem poczuł się gorzej. Ledwo minął tydzień i go ponieśli w srebrnej trumnie przez Jeżyce, z okien suteren wyglądały smutne twarze inteligencji pracującej, senior prapoznańskiego rodu smarkał się w pierwsze wydanie Myśli Zebranych Seneki.

Na ulicach zatrudnione na umowę zlecenie płaczki zanosiły się płaczem, a ostatni raz tyle czarnych garniturów na raz widziano na planie Kill Billa. 

Patrzył na to z boku obojętnym wzrokiem lewak kanapowy, popijając sojowe latte, i myślał sobie, że cóż to, umarł miliarder, a słońce znowu wstaje, kawa się parzy, rogaliki chrupią. Prasa wychodzi, samochody stoją w korkach, wszystko jest jak zwykle jako w niebie, tak i na ziemi. 

Więc, myślał sobie lewak posypując latte cynamonem, może niech tak nie płaczą, że jak podniesiemy im podatki to wyjadą, temu się zmarło nawet i co, nic  się nie stało.

Reset 2015

mrwisniewski

Rok 2015 nie napawa optymizmem: sukces wyborczy (mimo braku wygranej) otrąbiają muppety, urzędujący prezydent pośpiesznie próbuje zdemontować demokrację instalując JOW-y, szaleństwo; człowiek odruchowo szuka przycisku "reset"...

i uświadamia sobie, że ostatni reset miał miejsce w 2010, z okazji katastrofy smoleńskiej, więc sprawdza daty...

i okazuje się, że poprzedni reset nastąpił w 2005, gdy odszedł JP2...

widzicie pattern, restart co pięć lat, a co jeśli znów się coś wydarzy?

Omlette du Fromage

mrwisniewski

– Barris wpadł na inny jeszcze pomysł, jak przemycać towar przez granicę. Wiesz, jak to jest. Celnicy zawsze pytają, czy masz coś do oclenia. Nie możesz przecież powiedzieć, że narkotyki, bo...

– No dobra, to jak?

– Bierze się, rozumiesz, wielką bryłę haszu i rzeźbi się tak, żeby przypominała człowieka. Potem wydłubuje się w niej dziurę i wkłada motorek nakręcany kluczykiem, taki jak w zabawkach dla dzieci, i małą kasetę magnetofonową. Potem ustawiasz się z nią w kolejce do odprawy celnej i zanim bryła przejdzie przez kontrolę, nakręcasz motorek. Haszysz podchodzi do celnika, który pyta: „Ma pan coś do oclenia?" A bryła odpowiada: „Nie, nie mam", idzie dalej i przekracza granicę.

– Można by użyć baterii słonecznej zamiast motorka i wtedy taka bryła haszu mogłaby chodzić całymi latami. Właściwie bez końca.

– Po co? W końcu doszłaby na brzeg Pacyfiku albo Atlantyku. A może nawet na koniec świata, na przykład...

– Do Polski! Wyobraź sobie jak idzie przez Warszawę bryła haszu wartości... Ile by kosztowała?

– Jakiś miliard dolarów.

– Więcej. Dwa miliardy.

– Idzie przez Warszawę i wchodzi do budynku telewizji, jak jest akurat debata prezydencka. Cała Polska patrzy na bryłę haszu za dwa miliardy dolarów, która cały czas powtarza: „Nie, nie mam".

– I potem dostaje 20% w wyborach. 

Trzecia część trzeciej trylogii

mrwisniewski

Słyszałem strasznie śmieszną plotkę: podobno Joss Whedon ma zrobić IX odcinek Star Warsów. Już nie mogę doczekać się tych odczapistycznych onelinerów, które już nawet nie udają dialogów. 

Ale jakby się zastanowić, to ma sens. Spójrzmy na strukturę poprzednich trylogii:

IV. ANH - fajny

V. ESB - bardzo fajny

VI. ROTJ - what the fuck, never go full ewok

I. TPM - (relatywnie, jak na prequele) fajny

II. AOTC - (relatywnie, jak na prequele) bardzo fajny

III. ROTS - what the fuck, Anakin, you were the chosen one!

Widzicie pattern? A teraz:

VII. reżyseruje J.J. Abrams, zbawiciel Star Treka, autor najlepszej część Mission Impossible, który w Super8 pokazał, że doskonale rozumie to co  u nas filmoznawcy nazywają "kinem nowej przygody" - ten film będzie z pewnością fajny.

VIII. reżyseruje Rian Johnson. Rian Fucking Johnson. Rian FUCKING BRICK&LOOPER Johnson. Ta część jest predysponowana  do bycia BARDZO FAJNĄ. 

IX. Joss Whedon. WHAT THE FUCK. Już widzę jak te wszystkie postacie starannie wprowadzone i rozwijane przez JJ i Riana kończą mamrocząc śmieszki Whedona. 

Widzicie, to jak poezja, rymuje się 

 

Ziemia-65

mrwisniewski

Skoro już mojego blogaska porastają pajęczyny, to napiszę dwa słowa o jedynym filmie o superherosach, który -- gdyby powstał, co się nigdy nie stanie -- mógł mnie jeszcze poruszyć.

Nie śledzę dokładnie leaków ze shakowanych mejli Sony, ale między wierszami na imageboardach wyczytałem, że studio chyba wycofuje się z planów dotyczących franczyzy "Amazing Spider-man"; Pająk trafi do MCU (do którego będzie pasował jak gil do nosa; jedną  z supermocy Spider-mana są zabawne one-linery; cóż będą znaczyć w zjosswhedonizowanym uniwersum, gdzie takimi onelinerami rzuca każdy kto tylko pojawi się na ekranie?). 

Gwen_Stacy
No trudno; w sumie nie jest źle. ASM i ASM2 (reż. Marc Webb) stanowią razem ładną i spójną opowieść (uważam, że to najlepsze co Marvela w kinie); historię tragicznej miłości Petera Parkera i Gwen Stacy. Zwróćcie uwagę, jak fatalnie wątki romansowe wypadły w trylogii Raimiego: wprowadzenie Mary Jane w pierwszych kadrach sprawiło, że odbijali się z od siebie jak kule bilardowe (to chyba spadek po kulturze serialowej i przesądzie, że szczęśliwe pary są nudne). A sposób, w jaki była wprowadzona i użyta Gwen zasługuje na kryminał. Seria AMS naprawiła ten błąd, wprowadzając doskonałą Gwen (silną i samodzielną, która nie jest damsel in distress, tylko pcha się w danger zone) zagraną genialnie przez Emmę Stone. Oczywiście, w trzeciej części już by się nie pojawiła, dlatego też nie będę jakoś strasznie rozpaczał z powodu jej skasowania.

No dobra, to napiszę, co bym chciał #fundacjamammarzenie 

Chciałbym, żeby teraz wzięli Emmę Stone i zrobili ekranizację komiksu "Spider-Gwen". To jedna z wielu marvelowskich historii alternatywnych, rozgrywająca się w równoległych wszechświatach, tu - w takim o nazwie kodowej Earth-65 (oryginalne uniwersum Marvela ma numer 616). Fabuły można domyślić się z tytułu: to nie Peter Parker, ale Gwen Stacy stała się ofiarą radioaktywnego pająka i zyskała jego moce (Peter zaś - SPOILER ALERT - ginie w smutnych okolicznościach).

SpiderGwen
No i tyle. Emma Stone. Spider-Gwen. Mogę sobie pomarzyć. 

Wybory 2015

mrwisniewski

Znajomi mnie pytają, na kogo zagłosuję, długo szukałem odpowiedniego kandydata, ale gdy już znalazłem, wybór okazał się oczywisty.

votesaxon

Postgeekism

mrwisniewski

W portalu "Polityka" pojawił się nowy blog pt. "Geek". Prowadzi go ambitny i wyjątkowo aktywny młody człowiek, redaktor działu prozy zagranicznej "Nowej Fantastyki" i dzierżyciel innych niezliczonych funkcji, Marcin Zwierzchowski.

Muszę przyznać, że nieco osłupiałem czytając inauguracyjną notkę. Teza, że "popkulturniejemy" podbudowana jest kuriozalnymi wywodami:

obecnie fani popkultury przeżywają prawdziwą Złotą Erę. Spójrzcie na kino – tam królują fantastyczne blockbustery, nie tylko komiksowe, ale i widowiska SF, ekranizacje popularnych książek, nowe fabuły o podboju kosmosu czy walce ze smokami. Króluje kino rozrywkowe, efektowne, dające radość z oglądania.

Polecam piękny film "Hugo" Martina Scorsese, który opowiada o początkach kina. W którym od początku królowały fantastyczne opowieści o podboju kosmosu czy walce ze smokami. Jakiej to zmiany jesteśmy świadkami, czy bloger nie słyszał o tzw. "kinie nowej przygody"? Gigantycznym fenomenie Star Wars? "Supermenie" z Christopherem Reevem? Nie pamięta Batmanii z roku 1989? "Terminatora 2"? Przekraczającej granice getta s-f popularności "Matrixa"? "Harry'ego Pottera"? "Władcy Pierścieni"? "Zmierzchu" nawet?

Ale to nic wobec akapitu

Bo przecież od filmów, od sztuki w ogóle, nie zawsze wymagamy warstwowych przekazów, zaangażowania czy skłaniania do refleksji. Czasami po prostu fajnie jest obejrzeć, jak wielkie roboty naparzają się w wielkimi potworami („Pacific Rim”!) albo jak Hulk coś rozwala.

oraz kończącego notkę PS

Czy mówiącym wiele zwiastunem przemian nie jest fakt, że ten blog, TAKI blog, rusza pod szyldem POLITYKI?

Faktycznie, mam wrażenie, że zaszły wielkie zmiany, których wpis Marcina jest jedynie wybroczyną.

Raz, że patrząc na różne dzisiejsze gwiazdy blogosfery piszące o "popkulturze" odczuwam przepaść pokoleniową, której nie mogłem dokładnie zwerbalizować aż do tego właśnie zdania: "Czy mówiącym wiele zwiastunem przemian nie jest fakt, że ten blog, TAKI blog, rusza pod szyldem POLITYKI?" To hasło POLITYKA sprawiło, że doznałem olśnienia. To wszystko są ludzie, którzy nie wychowali się na Zygmuncie Kałużyńskim.

Bo gdyby pamiętali teksty Wielkiego K., nie tylko nie mogliby się dziwić "Batmanowi" w kinach, ale i pisać, że "nie zawsze wymagamy warstwowych przekazów, zaangażowania czy skłaniania do refleksji". Bo za każdym razem, kiedy na ekrany wchodził nowy "Batman", POLITYKA publikował tekst Zygmunta Kałużyńskiego o tymże Batmanie. I nagle okazywało się, że

Właśnie w kinie zwanym komercjalnym, w popularnej piosence, w romansie kryminalnym, odczuwa się oddech tego wieku, tu właśnie przesuwają się wielkie sprawy naszego stulecia: zdobycie kosmosu, groza atomowa, podział polityczny świata i także zmiany odczucia moralnego, i także nowy erotyzm, i jeszcze sto innych powodów, zaś każdy jest żywy, palący, aktualny. Przypomina się, co powiedział Heisenberg, że w jednej powieści policyjnej znajduje on więcej prawdy o życiu niż we wszystkich rocznikach "Kwartalnika Filozoficznego".

źródło

Moje pokolenie wyrosło na Kałużyńskim i gdy przejęło władzę i publikatory, zaczęło pisać na poważnie o niepoważnych filmach. Na konwentach, w usenecie, na grupie pl.hum.x-muza i w mediach (Michał Chaciński, Wojtek Orliński), ślady znajdziecie przecież i na tym blożku.

Ale przecież to dziedzictwo nie tylko Kałużyńskiego, to też podejście Maćka Parowskiego, którego bardziej od gry aktorskiej czy udolności reżysera (na co głównie zwraca w recenzjach Zwierzchowski, który o "Królewnie Śnieżce" miał do powiedzenia jedynie, że reżyser nie dał rady) interesuje o czym jest, jakie idee w sobie niesie, co ciekawego może powiedzieć nam o świecie. To jest "geekizm", jaki pamiętam: popkultura jako punkt wyjścia do rozmów o poważnych sprawach (zupełnie jak w tym filmie Žižka). Koszulka z Batmanem to tylko nieistotny dodatek.

Trend, o którym pisze Marcin w pierwszej części swojego wpisu, nazwałbym postgeekostwem. Ze starego geekostwa wyniósł jedynie obsesyjny fetyszyzm, kult postaci, franczyz i aktorów (plus - często pożyczoną - nostalgię). Oraz logo wars (Marvel vs. DC). Cała masa ludzi, która nie ma niczego ciekawego do powiedzenia, poza replikacją memów z tumblra, przepisywaniem "plotholi" z postgeekowych portali, wklejaniem animowanych gifów oraz dzieleniem filmów na cacy i fuj.

niechcemisie

© pattern recognition
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci