|
inżynieria memetyczna
niedziela, 29 stycznia 2012
Męskie wieczory
Weekend pełen wrażeń; odnotuję tu imprezkę korporacyjną, na którą wbiłem się jako tzw. +1. Poznałem ciekawych ludzi, poznałem miłych ludzi, poznałem ludzi, których wolałbym nie znać, zjadłem pyszną rybę w miodzie, wygrałem trzy obiady i zaśpiewałem z nową koleżanką piosenkę "Torn" Natalii Imbruglii na karaoke (wszyscy śpiewali polskie piosenki i było to dosyć przerażające): Była też wódka i rozmowy; i w trakcie jednej z takich rozmów dowiedziałem się o istnieniu "męskich wieczorów". Coś niesamowitego - kilku kolesi spotyka się razem (i nawet nie to, że "no girls allowed" - podobno żadna dziewczyna, która na czymś takim była, nie chciała więcej się nawet zbliżać) i robią różne rzeczy razem. "O, to ciekawe, jakie rzeczy?" pytam. "No różne, np. oglądamy teledyski z dupencjami i mówimy, o patrz, ta niezła" mówi mój informator. "Ale jak, takie muzyczne czy co?" - podejmuję próbę ogarnięcia. "No tak, np. ten co jadą takie trzy Rosjanki w samochodzie".
"NO TA CO KIERUJE JEST ZAJEBISTA, NIE, CZEKAJ, TA CO OBOK SIEDZI" włącza się entuzjastycznie kolega przysłuchujący się całej rozmowie. Tyle mnie omija.
sobota, 28 stycznia 2012
Byliśmy burżujami
Dziś mam piosenkę i czytankę, które się ze sobą łączą.
Piosenka pochodzi z drugiej połowy lat 80, ale była wciąż aktualna, gdy Manic Street Preachers nagrywali jej cover jako ukrytą ścieżkę płyty "Know Your Enemy", bo ciągle żywe było tatcherowsko-reagenowskie hasło, że dziś wszyscy jesteśmy burżujami. W które najbardziej wierzyła klasa średnia.
Ale cóż, skończyły się tłuste lata (die fetten Jahre sind vorbei!), przyszedł zły Pan Kryzys i nagle odkryliśmy, że już nie wszyscy jesteśmy burżujami (bo nigdy nie byliśmy), co więcej, prawdziwym burżujom w oczy zagląda strach deklasyzacji, sprowadzenia do poziomu proletariatu i prekariatu. Więc zakładają związki zawodowe w korporacjach medialnych albo oburzeni protestują na ulicach. I o tym jest esej Slavoja Žižka "The Revolt of the Salaried Bourgeoisie".
piątek, 27 stycznia 2012
Ronson!
Szanowny Rebel łaskawie puszcza ostatnio w miarę często "The Bike Song" Marka Ronsona, więc niech to będzie pretekstem, żeby wreszcie powrzucać tu jego wideosy promujące płytę Record Collection, co planowałem zrobić dawno temu, ale zapomniałem. A że w dni takie jak dziś można co najwyżej #occupysofa, to bez zbędnych ceregieli Bang Bang Bang (strasznie mi robi ten numer z zegarkiem; widziałem go kiedyś w takim japoński serial o powerrangersowym policjancie i nie mogę sobie przypomnieć tytułu):
i bezpośrednia kontynuacja w The Bike Song (ach te cyklistki): Somebody to love me, czyli urodziny Boya Georga (i reklama Lidla): O.
czwartek, 26 stycznia 2012
Niebieskowłosy penis
Grinman likes to grin! Pisząc cyberczwartkowy felieton o pochodzeniu anonimów dostałem lekkiej nostalgii za tymi starymi dobrymi czasami 4chana. Trafiłem na niego na samym początku, śladem obrazków z anime. A potem wlazłem na /b/. To było inne /b/ niż dziś, bardziej niewinne w swoich niesmacznych psikusach, i bardziej w nich radosne. Dziś, kiedy Anonymous nagle stali się SERIOUS BUSINESS, tęsknie do czasów, gdy ich największym osiągnięciem było stworzenie mema z niebieskowłosym penisem (ocenzurowałem, bo nie wiadomo kto zagląda przez ramię, ale kto jest ciekawy niech wygugla obrazek"teh rei"):
Her name is teh Rei, because she's cute!
środa, 25 stycznia 2012
Prawdziwy świat
TVP Kultura w kółko mieli filmy Studia Ghibli i akurat jakieś dwie noce temu puścili "Rodzinę Yamadów" Isao Takahaty. Obejrzałem mimo późnej, chociaż na półce obok leży sobie DVD (no ale trzeba podejść, wyjąć, włożyć, włączyć, a tu sobie leci, magia telewizji). Oparta o prasowy pasek komiksowy urocza opowieść o japońskiej rodzinie , lekko szurniętej w bardzo ludzki sposób. Tymczasem skończyłem czytać (w porannych autobusach) powieść Natsuo Kirino "Real World" (polskie tłumczenie z angielskiego, co niekiedy czuć, ale czyta się dobrze). Autorka wyśmienitego "Out" tym razem nie pisała o kobietach w średnim wieku, a o czterech nastoletnich dziewczynach, które wplątują się w zbrodnię: na cichym przedmieściu wprost z filmu o Yamadach ich rówieśnik morduje matkę.
Jak fajnie wygląda zestawienie tych dwóch światów - pełnego wartości rodzinnych i ciepła (jak najlepsze odcinki "Simpsonów") filmu i zapisu nastoletnich (i nie tylko) frustracji, bólu i beznadziei z prawdziwego świata. Te same dekoracje, tak różne historie. Każda mówi jakąś prawdę.
wtorek, 24 stycznia 2012
Arigato 13
W empikach i komiksiarniach powinien być już dostępny trzynasty, jubileuszowy numer Magazynu Arigato, w którym obok recenzji, wywiadów i obrazków tradycyjnie znalazł się mój felieton. Zapraszam!
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Sunday
A potem wracam o czwartej nad ranem, pijany ciemnym piwem i życiem, i trochę śpiewam, i trochę płaczę, bo ogarnia mnie potworne melancholia; dwóch pijanych studentów życzy mi miłego dnia, ja im też; przysypiam w nocnym, ale tylko na trochę. A potem ta gula melancholii rośnie i rośnie i całą niedzielę słucham smutnej piosenki, która wcześniej przemykała gdzieś kątem w radio czy na rebelu, a teraz nagle jest odpowiedzią na wszystko co potrzebuję w taki smętny, deszczowy dzień, z którego wciąż nie mogę się obudzić.
niedziela, 22 stycznia 2012
Saturday
Na przystanku koło KFC wsiadają, jest ich trzech. Dwóch nijakich takich, jeden półdresiarz, mógłby mieć ksywkę Bolo albo coś innego krótkiego i dosadnego. Czego jadą szukać w ten sobotni wieczór? Mam na sobie moją fuck you hat, odpierdol-się-czapkę-nie-słucham-cię z wbudowanymi nausznikami, ale i tak wszystko słyszę, cały dialog, coś w nim się nie klei, aż padają słowa -Dziś będę talkerem, będę podchodził do dziewczyn i pytał "co słychać?" To są najprawdziwsi chłopacy po kursie alpha-male! Słucham co mówią i okazuje się, że im wcale nie jest potrzebny kurs podrywu, im jest potrzebny tygodniowy intensywny kurs "Jak nie być bucem", z lekcjami "Kobieta jest człowiekiem", "Co to jest szacunek i dlaczego należy szanować ludzi". Na przykład: jeden opowiada o jakiejś dziewczynie, która tak wkręciła się w te wszystkie psychodramy tak mocno, że wylądowała w szpitalu po sześciu próbach samobójczych i tu wchodzi rechot Bola, który dodaje "hahaha, nieudanych, haha, pierwsza próba - skok z pierwszego piętra, wziuuuuu". -A tę laskę znasz, z osiedla wiesz, ile ona ma, 16? Ładna, twarz spoko, tylko za dużo tapety kładzie, nie? -Bitch please, widziałeś tego kwejka, bitch please, albo not bad -z Obamą -no, z Obamą, zajebisty -ty a ty mówiłeś o tej liście top książek z jakiejś stacji telewizyjnej -no, z bbc -tam na drugim był "Władca Pierścieni", a na pierwszy co, zapomniałem... -"Duma i uprzedzenie". -O, o czym to? Bo "Władcę" czytałem i tak sobie pomyślałem, żeby zaliczyć te topowe książki -To jest o, wiesz, te filmy kostiumowe. Dworskie życie, romanse... -A co tam jest jeszcze jest? -"Zabić drozda". Czytałem, zajebiste. -A ja wczoraj oglądałem "Czas apokalipsy". Hardkor. I tu musiałem wysiąść.
sobota, 21 stycznia 2012
Pustka i forma
Forma jest pustką. Pustka jest formą. Pustka nie jest czymś innym niż forma; forma również nie jest czymś innym niż pustka - mówi Sutra Serca i to jeden z powodów dla których (obok Czterech Szlachetnych Prawd, które w zasadzie polecają owinąć się w prześcieradło i czołgać w kierunku cmentarza) odrzuca mnie od buddyzmu. Pustka nie jest formą, a forma nie jest pustką. Trafiło mi się oto pudło klocków jedno na milion - z brakującym elementem:
O tu. Ciężki przypadek, dachówka w niecodziennym kolorze. Im dłużej wpatruję się w pustkę, tym bardziej nie widzę tam formy; mógłbym wprawdzie użyć mocy wyobraźni i udawać, że tam jest (albo za posłuchać 4SP i pozbyć się pragnień, które prowadzą tylko do cierpienia). Na szczęście świat materialny nie działa w ten sposób. Wypełniam formularz na stronie serwisu LEGO i po chwili dostaję dwa maile, w których oprócz przeprosin i zapewnienia o dokładaniu starań jest zapowiedź, że klocek zostanie wysłany na podany adres (w pierwszym mailu) i że klocek już do mnie jedzie (w drugim). Serwis oferuje też opcje dla gap, które jakiś klocek zgubiły lub połamały w czasie budowy. Żadne halo, nie, tak działają BOK-i we wszystkich porządnych firmach, ale ja ciągle pamiętam - ponieważ wszystko pamiętam - z lat 80 pudełka z enerdoskimi grami planszowymi kupowanymi na tzw. kiermaszach (z okazji jakiś świąt rozstawiało się targowisko, gdzie można było kupić różne niedostępne na co dzień rzeczy). I to, że ciągle zdarzało się, że brakuje jakiegoś żetonu czy pionka, albo kilku elementów z Małego Mechanika. I to było normalne. Kupowałeś towar z usterką i się cieszyłeś, że w ogóle coś dostałeś. Nic dziwnego, że ludzie wychowani w takim ustroju szukali jakiejś duchowej pociechy w parareligiach pozwalających zniekształcać rzeczywistość. Łyżka nie istnieje, nie mamy pańskiego płaszcza, i co nam pan zrobi.
piątek, 20 stycznia 2012
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Tagi
|