inżynieria memetyczna
sobota, 25 maja 2013
90. Nie odpuszczaj

Dzień dziewięćdziesiąty.


Dziś pani kominkowa jest taki coachem blogowym, który zagrzewa biednego zawodnika do wzmożonego wysiłku, jak ten wąsacz Sofię Coppolę w teledysku Chemikalsów (dziś już nawet wikipedia nie pamięta, że to było oparte na prawdziwym zdarzeniu z 1996, o którym wiedziałem, bo oglądałem wtedy codziennie Jaya Leno):

 

Skoro Sofia sobie poradziła, Ty też sobie poradzisz!

True dat - żeby blog żył, trzeba pisać regularnie. Nie wiem jednak, czy to dobrze, żeby pisanie zmieniło się w rytuał (no, jeszcze ujdzie) albo obsesję (fatalnie). 

"Niech będzie to pierwsza rzecz, jaką codziennie robisz" radzi pani kominkowa. Well, pierwszą rzeczą, jaką codziennie robię, jest kupa; czy blogowanie powinno być czynnością parafizjologiczną?

No i w sumie wolałbym najpierw zjeść śniadanie, ale niech będzie, dziś zabloguję na głodniaka, przypominając sobie wierszyk z "Koziołka Matołka": Potem cesarz tak rozkazał: / "Niech mu nikt nie daje jadła, / Aż ten chłopczyk się nauczy / Z chińskich liter abecadła.

Uff, jestem wolny. 

piątek, 24 maja 2013
89. Krok po kroku

Dzień osiemdziesiąty dziewiąty.

 

Pani kominkowa radzi zrealizować jakiś długofalowy projekt, za przykład dając kolesia, który codziennie robił jedną focię. Cool story, bro.

Taka sytuacja -- jesteśmy sobie na parapetówce, miłe towarzystwo, przekąski, alkohol, bitwa na poduszki, wiadomo; wyciągam z torby książkę, którą właśnie kupiłem w likwidowanej księgarni, żeby przeczytać na głos parę śmiesznych durnotek z niej; i co się dzieje, słyszę taki żart, że haha, może teraz się nauczysz jak zostać bloggerem.

A wiecie (nie wiecie, skąd macie wiedzieć), jak się ze mną żartuje; dla mnie żarty to poważny biznes, więc oto minęły trzy miesiące, a ja wciąż ciągnę ten żart. Nada się na długofalowy projekt, pani kominkowa?

czwartek, 23 maja 2013
88. Dobierz sobie towarzystwo

Dzień osiemdziesiąty ósmy. 

Pani kominkowa radzi, żeby zastanowić się nad swoim targetem. Zrobiłem szybką ankietę w otwartych okienkach gtalka.

  • ej kto jest targetem mojego blogaska?
  1. myślałem zawsze że ludzie tacy jak ty
    tylko trochę inni, ale nie za bardzo
  2. my
  3. jo
  4. ja
    trochę nerdy
    trochę mangusie
    trochę popkultki
  5. emergent service workers

No tak. 

Fakty są takie, że blogaska piszę, w kolejności, dla siebie (na tym polega blogasek), bliskich, przyjaciół, znajomych i nieznajomych; i im dalej od tego egocentrum, tym bardziej mam wywalone na odbiorcę, na jakieś zbłąkane duszyczki, które trafiły na linka u swoich znajomych i są rozczarowane formą i treścią.  Sorry I'm not sorry. Googiel was tu przysłał na hasło "Doctor Who" i oczekujecie czterdziestu tysięcy znaków o ostatnim odcinku? Nope, nic tu takiego nie będzie; idźcie sobie gdzieś indziej. 

Np. główny żart z tej notki zrozumiała tylko jedna osoba (moja żona, choć to akurat bez znaczenia), a i tak jestem z niego zadowolony, bo to naprawdę doskonały żart; jeden z takich, z których można śmiać się samemu. 

Zrób listę trzech rzeczy, radzi pani kominkowa, które zainteresowałyby twoich idealnych czytelników, i napisz coś na ich podstawie. Czyli, jak w czwartej odpowiedzi na ankietę, coś dla nerdów, fanów mangi i miłośników popkultury. Już mam taką notkę.

 

środa, 22 maja 2013
87. Rób, to co kochasz

Dzień osiemdziesiąty siódmy. 


Pani kominkowa radzi zająć się swoimi pasjami. No wiecie co... to jest bardzo dobra rada!

W sensie, przy pierwszym czytaniu pomyślałem co innego, pomyślałem o alienacji; o tym, jak rzeczy, które się kocha, zmieniają się w rzeczy, które się nienawidzi, kiedy do ich robienia jest się zmuszonym --  np. po tym, jak byłem naczelnym "Kawaii" już nigdy nie wróciłem do bycia fanem mangi i anime; już nie potrafiłem. Kultura, alienacja, nuda, desperacja. 

Ale właśnie blog przeciwdziała alienacji; o ile ktoś się nie wkręci, że to sirius biznes i zostanie true bloggersem tak jak inni zostają murarzami i piekarzami (murarz domy buduje / piekarz piecze pieczywo / a blogger siedzi na dupie / i to w dodatku krzywo). 

A tak mogę sobie pisać o filmach nie musząc trzymać się żadnych konwenansów czy reguł recenzji, mogę używać słów takich jak "zajebiste" czy "chujowe", mogę pisać obok, mogę pisać w sedno, tylko po to, żeby się podzielić jakąś myślą, bo czuję, że mam potrzebę. 

Albo ponarzekać na filistynów, którzy kupują bilet na "Wielkiego Gatsby'ego" i właściwie po co, żeby odetchnąć "nareszcie się skończyło" jak zapaliły się światła, jak ten koleś z dziewiątego rzędu, co całe reklamy kłócił się z dziewczyną, bo wyłącz ten telefon, ale ja czytam, ale może wyłącz już, skoro tu jesteś ze mną, i co, przeszkadza ci że czytam, tak, to może tylko dokończę ten dowcip, nie, wyłącz, bo potem jak go doczytam to już mnie może nie rozśmieszy albo go nie zrozumiem, czemu ty zawsze musisz być taki a ty taka co IDŹCIE DO DOMU CZEGO TU SZUKACIE.

Albo na zupełnie inny rodzaj filistynów, takich co próbują się wymądrzać, że po co ten film, skoro już były, że po co 3D, że po co i widać, że nie rozumieją, że pociąg do kultury dawno im odjechał, że jak mają cokolwiek ogarnąć, jeśli w życiu ani razu nie słyszeli "No Church In The Wild", więc co mają kumać z tego całego jazzu?

 

Albo olać to i po prostu napisać, że jestem zachwycony i poruszony, i że musiałem kilka razy zdejmować okulary, żeby otrzeć oczy; że "The Great Gatsby" to moja pierwsza książka przeczytana w oryginale; że uwielbiam Baza Luhrmanna (tak, "Australię" też, może kiedyś zrobię notkę); że do kina chodzę cieszyć oczy i uszy, że Tobey Maguire jest cudny, gdy mu się dobrze dobierze rolę (a nie każe grać Spider-mana); że uśmiech Leonarda jest delikatnym morderstwem wartym Oskara; że Amitabh Bachchan i jego "MAH BOI"; że Carey Mulligan, ach, Carey Mulligan, nadająca taki delikatny rys i przez to bardziej bolesna, i ciekawe jak długo będzie grała takie dziewuszki, itd. itd.

 Albo wrzucić cytat ze FSF (i poszukać, jak tę historię opowiadał Zygmunt Kałużyński, przekręcając jak zwykle coś po swojemu)

Let me tell you about the very rich. They are different from you and me. They possess and enjoy early, and it does something to them, makes them soft where we are hard, and cynical where we are trustful, in a way that, unless you were born rich, it is very difficult to understand. They think, deep in their hearts, that they are better than we are because we had to discover the compensations and refuges of life for ourselves. Even when they enter deep into our world or sink below us, they still think that they are better than we are. They are different.  

i napisać, że właśnie o tym jest "Zamieć" i "Diamentowy Wiek" Neala Stephensona.

Albo nic nie zrobić i wrócić do tematu za pół roku, za rok, gdy nagle przytrafi się do tego ciekawsza okazja, tak jak było z "Johnem Carterem".

Albo jak wracaliśmy z kina, było już po północy, i za kaczym stawem, w oddali, między drzewami przebiło zielone światło piwnego neonu pobliskiej restauracji, i mówię patrz, haha, zielone światło! Zrób zdjęcie! Ale mój aparat, po ciemku, nie będzie widać... Zrób, zrób!

wtorek, 21 maja 2013
86. Wykorzystaj to, co masz pod ręką

Dzień osiemdziesiąty szósty.


Pani kominkowa radzi złapać się czegokolwiek z najbliższego otoczenia.

Podszedłem do sprawy paranaukowo, jak jakiś Phil Dick co najmniej. Ściągnąłem aplikację losującą (już za czwartym razem znajdując taką, co pójdzie na starym iPhonie) i zacząłem rzucać wirtualną kostką. 

1, pierwszy regał, 4, czwarta półka, 2, druga książka,

6 i 4, sześćdziesiąta czwarta strona, 2 i 2, dwudzieste drugie słowo. "Bliżej".

Na hasło "bliżej" mam zawsze odzew "niż dalej" . i pogrążam się w refleksjach na temat przemijania. The sun is the same in a relative way but you're older, Shorter of breath and one day closer to death. Np. -- to już osiemdziesiąty szósty dzień z projektu "Sto dni bloggera", wkrótce się skończy i co wtedy. Wciąż za wcześnie, by odpowiedzieć na pytanie, jak to całe doświadczenie odmieni mnie jako bloggera. I jako człowieka. 

Bliżej. 

"Bliżej" to singel Eweliny Flinty. Piosenka została zgłoszona do walki o miano Superpremiery na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej 2006 w Opolu.Podczas premiery utworu na Festiwalu wokalistę wspomagali Jacek Wąsowski na banju oraz Ludwina Popielarz i Ania Socha w chórkach.Muzykę skomponowała Ewelina Flinta i Radek Zagajewski, natomiast słowa napisały Ewelina Flinta i Anita Bartosik.

 

Odpadłem na 28 sekundzie. 

Bliżej. Pierwszy hit z googla, co to mówi o mojej historii wyszukiwań:

Blisko ludzi. – Ludzie nie widzą odzwierciedlenia swoich życiowych problemów w telewizyjnej rzeczywistości – mówi Jan Pospieszalski. Jest wiele spraw, które są nieobecne w debacie publicznej. Właśnie o nich, o sprawach „bliżej ludzi” rozmawia w swoim programie.

Bliżej. Jakiś film chyba był taki? Nie widziałem go.

poniedziałek, 20 maja 2013
85. Zmień twarz

Dzień osiemdziesiąty piąty. 

Pani kominkowa porusza ważny temat wizerunku blogera; tego, jak by chciał być widziany, a jak jest widziany przez czytelników. Przez lata blogowania przyzwyczaiłem się, że kiedyś piszę coś na poważnie, wszyscy poza pięcioma osobami, które mnie znają myślą, że żartuję, a kiedy żartuję -- biorą na poważnie. Przegrywający flejma hejterzy wyzywają mnie od trolli i nic nie zmieni ich nastawienia. Taki już mój los i będę z tym handlował. 

Zmieniać styl jest bardzo łatwo; to umiejętność, którą nabyłem w liceum, kiedy zobaczyłem, jak wypracowanie o "Władcy Pierścieni" (a może "Diunie"? Nie pamiętam, który z nas co pisał), które kolega napisał od serca, dostało tróję; wtedy stwierdziłem, że najważniejszy jest target (nie znałem wówczas słowa target) i zacząłem pisać pod nauczycielkę. To podstawa -- inaczej piszę na blogasku, inaczej w luźnym felietonie, inaczej w tekście dla nerdozy, inaczej dla mainstreamowców czy hipsterów; inaczej za pieniądze, inaczej do fanzinu. 

Mogę być kim chcę -- np. rodowitym Warszawiakiem:

 

I tak dalej; jest tam trochę trolli trolujących trolli, ale i kilka wpisów na serio: wyobrażenia i uprzedzenia są tak silne, że ludzie gotowi są łyknąć każdą bzdurę (usprawiedliwia ich, że podobnych wpisów na tej stronie z okazji Słoiki Drama było więcej -- i na serio). 

To ilustracja, że od stereotypów nie ma łatwej ucieczki; ktoś zafiksował sobie mój obraz jako "trolla lewaka" i co ja z tym mogę? ABR napisała o tym felieton przy okazji "Marszu Szmat". Jeszcze nad nim myślę, ale mam dwa wstępne wrażenia. Pierwsze, to że jest to okropny symetryzm w zdaniu Prawica jest ofiarą „Gazety Wyborczej" i wszechpotężnego liberalnego salonu; lewica jest ofiarą Kościoła i wszechpotężnego polskiego katolicyzmu, a obie strony przekonane są o omnipotencji swojego przeciwnika. 

A drugie jest takie, że za dużo gadamy o stylu; miejsce dyskusji zajęły metadyskusje, wszyscy się zachowują, jakby studiowali inżynierię memetyczną na Empire State College. Byłem kiedyś na takiej konferencji o McLuhanie i wyniosłem z niej ważną wiedzę: to był troll, akademicki troll, który lubił sobie coś rzucić od czapy i obudować wokół tego teorię. I to jest bardzo fajne, i stymulujące intelektualnie, i zabawne.

Ale trzeba mieć to na uwadze, kiedy się powtarza jego różne slogany, takie jak "medium jest przekazem"; został on tak bardzo UWEWNĘTRZNIONY, że nikt już nie dyskutuje o przekazie, wszystkich interesuje tylko medium i dawanie dobrych rad gejom, feministkom i maszerującym szmatom, bo gadanie o tym, czy "szmata" to dobre tłumaczenie słowa "slut" i czy ich ciuchy były dostatecznie wyzywające jest wygodniejsze od zajęcia się problem przemocy seksualnej. 

niedziela, 19 maja 2013
84. Rozpowszechniaj informacje

Dzień osiemdziesiąty czwarty.

Pani kominkowa uważa, że blog mógłby stać się archiwum informacji o ważnych bieżących wydarzeniach. Dziennikarstwo blogowe!

 

Here is the news:

  • Kryzys w social media. Krytyka Polityczna demaskuje znanego pisarza młodzieżowego, który przyznał się w sieci społecznościowej do bicia dzieci. Chcesz wiedzieć więcej?
  • Marsz Szmat. W Warszawie odbył się Marsz Szmat przeciwko przemocy seksualnej i obwinianiu ofiar. Internet zareagował wykwitem krótkich fiutków na forach, czyli to żaden news.
  • Koniec Doktora. Skończył się siódmy sezon serialu "Doctor Who", któremu towarzyszył ciekawy eksperyment - polskie BBC Entertainment pokazywało premierowe odcinek dzień po BBC One. Piraci szybko wymyślili stos wymówek, by nadal ściągać serial z sieci. Kolejny odcinek -- jubileuszowy, z okazji pięćdziesięciolecia -- dopiero w listopadzie, tysiące nerdów nie wiedzą co ze sobą zrobić.
  • Na nowej drodze życia. Znany poeta żiżkański Cześć Jacek się ohajtał w weekend. Gratulacje od całego teamu mrw.blox.pl dla Jacka i Szczęśliwej Wybranki!
  • Zatroskani prawicowcy. Ekipa forum rebelya.pl podczytuje blogaska i martwi się o nasze dusze nieśmiertelne. Chcesz wiedzieć więcej?
  • Dairy drama. W mlekomacie w sklepie Społem skończyło się wczoraj mleko, planowana dostawa w poniedziałek. Mleko z pudełka okazuje się niesmaczne, jak się człowiek przyzwyczai. 
  • Noc muzeów. Wyspałem się jak nigdy!
21:24, mrwisniewski
Link Komentarze (27) »
sobota, 18 maja 2013
83. Zacznij czytać innych

Dzień osiemdziesiąty trzeci.

Pani kominkowa ma dziś daleko do głowy. "Jeśli nigdy w życiu nie przeczytałeś powieści, bardzo ciężko będzie ci samemu jakąś napisać. To samo dotyczy blogowania" zaczyna, a potem poleca poszukać "bloggerów godnych naśladownictwa". 

To jest najgorsza rada z całej książki.

Cały problem z syfem, jakim stała się polska blogosfera, wynika z istnienia "bloggerów godnych naśladownictwa", którzy są potem faktycznie naśladowani; więc na każdego kominkoida przypada iluś tam kserobojów, jeszcze gorszych; powielane są okropne style, tematy i schematy.

Zupełnie jak z polskim kabaretem.

Idea, że można nauczyć się robić bloga od kogoś, kto robi bloga jest idiotyczna: żaden fajny blog nie jest blogiem bloggera (kogoś, kto tylko bloguje). Tak jak nie można napisać dobrej powieści na podstawie innych powieści, tak nie można zrobić dobrego bloga na podstawie innych blogów. Blog Lawrence'a Miles jest dobry dlatego, że jest wnikliwym badaczem popkultury, pisarzem i nerdem; a nie - bloggerem.

Dobrego -- bo popularnego, owszem, da się. Tylko po co? Pogodziłem się z brakiem sukcesów mierzonych liczbą czytelników, bo zwykle są to ludzie, których bym wolał nie znać. 

piątek, 17 maja 2013
82. Zapisz to

Dzień osiemdziesiąty drugi.


To już ostatni, piąty rozdział, który nosi tytuł "Zacznij myśleć jak pisarz". A co robi pisarz wg. pani kominkowej? Nosi ze sobą moleskina i notuje. Ja ze sobą noszę iPada i owszem, zapisuję sobie czasem pomysły, konspekty, zdania, akapity czy nawet całe notki. 

Tak np. wyglądał spis pomysłów do notki o pomalowanym szczurze:

Ajpadowy notes stał się również cmentarzyskiem różnych tekstów, jak to ujął poeta Plans that either come to naught/Or half a page of scribbled lines; na ten przykład szkielety kilku cyberczwartków, które się nie ukazały, bo budżet zszedł ("kredyt umarł") czy szkice powieści o współczesnych trzydziestolatkach.

Smutek, gorycz, żal; upadek wszystkiego.

czwartek, 16 maja 2013
81. Wyjdź na zewnątrz

Dzień osiemdziesiąty pierwszy.


Wyjdź z domu, mówi pani kominkowa, zdobądź nowe doświadczenia, zrób coś innego niż zwykle. Hahaha, jazz etniczny, żaaart, jakbym ostatnie Masło czytał.

No i jestem w kropce, bo nie mam nic. Wychodzę z domu, jadę tramwajem do pracy, wracam, gram w gry wideo, nie mam nic. 

We wtorek byliśmy w kinie, ale to przecież nic nowego, nawet film niezbyt nowy, chociaż nowy, bo trzecia część. Ironman 3 w 3D. Mógłbym napisać recenzję, w której porównałbym go do ostatniej części nolanowskiego Batmana, wskazując liczne, ale jakże różne, paralele; pochwalił za ciekawą subwersję głównego motywu, która niestety w rezultacie przyniosła małe rozczarowanie, upodobniając film zbytnio do poprzednich części i zasmucił nad zmarnowaną postacią Pepper Pots. Ale nie napiszę, bo to nic nowego, nie na temat. Nie mam nic. 

Nie mam nic, wychodzę z domu, jadę tramwajem do pracy, wracam, gram w gry wideo. Nawet ludzie w tramwaju ci sami, panna wyglądająca jak zdrowa Amy Whinehouse; nudna korposzczurka, wkurzający student, woniejący dziadzio, nawet nie ma komu zajrzeć przez ramię, zobaczyć coś śmiesznego w telefonie albo empetrójce, nic, nie mam nic. 

Nie mam nic, wychodzę z domu, jadę tramwajem do pracy, wracam, gram w gry wideo i nawet nie mogę o tym blogować, bo gram za pieniądze. Tzn. nie tak, pieniądze mam za pisanie o tym, że gram, nie tak jak ci kolesie od e-sportu, zobaczyłem ile zarabiają jak są dobrzy, ale nie sądzę, żeby nawet taka kasa skłoniła mnie do grania w RTSy. 

Nie mam nic, wychodzę z domu, jadę tramwajem do pracy, wracam, gram w gry wideo, flejmuję na fejsie, to też nic nowego, już nie robią nowych flejmów... nie mam nic, nawet nowych żartów nie wymyślam, stwierdziłem, że skoro nikt nie chce oglądać polecanego przeze mnie Stewarta Lee, to będę kradł jego dowcipy i używał do własnych celów; przerobiłem jeden skecz na konwersację biurową, cow-orker nawet nie zorientował się, co go trafiło. 

Nie mam nic, wychodzę z domu, jadę tramwajem do pracy, wracam, gram w gry wideo, trzymam ulotkę "Tańca wampirów" z Berlina i biję się z myślami, czy wydać tysiaka na posłuchanie niemieckich wersji piosenek Jima Steinmana. Miałbym przynajmniej o czym napisać na blogu, nigdy nie widziałem musicalu na żywo.

A tak - nie mam nic.

10:22, mrwisniewski
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 215
Promo

Ostatnio na Blip:
Coś pozytywnego mrw@poly