|
inżynieria memetyczna
środa, 16 maja 2012
Arigato 14
W jubileuszowym, 14 numerze magazynu Arigato, który powinien być już dostępny w komiksiarniach i empikach, obok mnogości kolorowych i czarno-białych recenzji, jak zwykle znalazł się mój felieton. Zapraszam!
wtorek, 15 maja 2012
niedziela, 13 maja 2012
Thor spotyka Kapitana Amerykę i idą na kebaba
W kinach dwa filmy, które koniecznie trzeba obejrzeć - "Iron Sky" i "Avengers". Ten pierwszy to najprawdziwsze kino klasy B - tani, acz pełen fajnych efektów film s-f o kosmicznej inwazji. Drugi to z dawna wyczekiwany finał pierwszego sezonu kinowego serialu Marvel Studios (Iron Man, Hulk, Thor, Kapitan Ameryka); jest tłusto i bogato.
Poszedłem na fiński "Iron Sky" obejrzeć głupi żart o nazistach z Księżyca, a zostałem na pysznej satyrze. Mówi się o nim jako o bardzo dobrym złym filmie: ja uważam go za bardzo dobry *dobry* film. Jest w nim coś z "Kosmicznych jaj", "Seksmisji" (śliczna naiwna księżycowa nazistka o dobrym serduszku; pochodząca z zamkniętego społeczeństwa zbudowanego na sfałszowanej historii), a także z "Doktora Stranglove", zresztą cytowanego. W ogóle cytaty wyszły smacznie - odegranie znanej z youtubowego mema scena z "Upadku" czy piękne użycie "Wielkiego dyktatora" Chaplina. Podobało mi się, że postacie mówią w swoich językach - i że kosmonaziole grani są przez prawdziwych Niemców.
I o tym zresztą jest ten film: o figurze nazisty, który jest najgorszą rzeczą jaka może człowiekowi przyjść do głowy, Hitler, zło wcielone. Ale jest 2012 (czy też, jak w filmie - 2018) i okazuje się, że MY LUDZKOŚĆ JESTEŚMY GORSI OD HITLERA. Miałem kiedyś o tym trochę wiersz. Robię notkę zbiorczą, bo "Avengers", perła w koronie marvelowskiego uniwersum filmowego, w sumie porusza podobny temat. Jest tu (czy też w poprzednich odcinkach) nazistowska fantastyka i kosmiczna inwazja; zabrakło jednak tak mocnego morału. Film jest bardzo fajny - dowcipne onelinery Tony'ego Starka są jeszcze bardziej dowcipne, efekty efektowne, Kapitan Ameryka amerykański, Black Widow i Hawkeye seksowni, Thor szlachetny, a Hulk rozpieralający. Fajnie, że trochę światła padło na postacie, które do tej pory stały w cieniu; szkoda - choć to zrozumiałe ze względu na rozbudowaną obsadę - że cała reszta została potraktowana dość po łebkach; dobrze, że chociaż Kapitan Ameryka dostanie trochę więcej czasu w wersji blurejowej. Miałem wrażenie, że komiksowy rodowód był czasem dla filmu balastem (od dziś zamiast "genialny plan Daleków" mówię "Genialny plan Nicka Fury"). Doskonale wyszły konfrontacje i pojedynki herosów, nieco słabiej - finałowa bitwa; ładnie rozegrana, ale... nie przypuszczałem, że kiedyś zatęsknię za amerykańską armią. Z tej całej kolorowej rozpierduchy w 3D dowiedziałem się jedynie, że MY LUDZKOŚĆ JESTEŚMY ZAJEBIŚCI (BO MAMY ZAJEBISTYCH HEROSÓW), no i że FRIENDSHIP IS MAGIC. Wydaje mi się, że poprzednie części były w tej kwestii ciekawsze; pewnie dzięki swej kameralności - ale taka już uroda bombastycznych finałów. Tylko dlaczego Niemcy nie mówili po niemiecku?
sobota, 12 maja 2012
Więc...
... jestem sobie w ulubionym klubie, w którym puszczają np. takie piosenki the dead man sings a jak leci Smooth Criminal, to w wersji Alien Ant Farm; i zanim pomyślę sobie, że chyba dziś za dużo wypiłem, i gdzie wyparowało pół paczki bułgarskich Lucky Strike'ów, to rozmawiam sobie z odległym o jeden handshake towarzystwem, o życiu i prekariacie, fascynujące rzeczy i punkty widzenia. I jakoś tak wymieniamy się anegdotkami i opowieściami, nagle rozmowa skręca w taką stronę, że muszę zadać jednej ze znajomych pytanie: - Ile mam lat? - Dwadzieścia pięć? odpowiada. Minęły 24 godziny, a ja wciąż nie mogę przestać się śmiać.
piątek, 11 maja 2012
Ach co stało się z nastoletnimi marzeniami
Po pysznej majówce przyszły ciężkie czasy; jakiś taki derpweek. Np. wczoraj nie było notki, bo miałem atak narkolepsji; padłem na sofę i postałem na chwilę około północy, co by się umyć i opidżamić. Co mnie trzymało przy życiu - soundtrack ze Scotta Pilgrima, którego przeżywam ostatnio na nowo. I wśród różnych pięknych piosenek (jak Black Sheep grupy Metric czy nagranych na potrzeby filmu kawałków Becka) jest tam oldskulowa pychota [What ever happend to the] Teenage Dream Marca Bolana z T-Rex, która ładnie współgra z moją nieustającą tęsknotą za młodością utraconą. Idę poszukać jej na disco w klubie, pa.
środa, 09 maja 2012
Lektury obowiązkowe (2)
Mainly we laid on our backs and talked; we didn't want to go to sleep. Tom said we was right in the midst of the Arabian Nights now. He said it was right along here that one of the cutest things in that book happened; so we looked down and watched while he told about it, because there ain't anything that is so interesting to look at as a place that a book has talked about. It was a tale about a camel-driver that had lost his camel, and he come along in the desert and met a man, and says: "Have you run across a stray camel to-day?" And the man says: "Was he blind in his left eye?" "Yes." "Had he lost an upper front tooth?" "Yes." "Was his off hind leg lame?" "Yes." "Was he loaded with millet-seed on one side and honey on the other?" "Yes, but you needn't go into no more details—that's the one, and I'm in a hurry. Where did you see him?" "I hain't seen him at all," the man says. "Hain't seen him at all? How can you describe him so close, then?" "Because when a person knows how to use his eyes, everything has got a meaning to it; but most people's eyes ain't any good to them. I knowed a camel had been along, because I seen his track. I knowed he was lame in his off hind leg because he had favored that foot and trod light on it, and his track showed it. I knowed he was blind on his left side because he only nibbled the grass on the right side of the trail. I knowed he had lost an upper front tooth because where he bit into the sod his teeth-print showed it. The millet-seed sifted out on one side—the ants told me that; the honey leaked out on the other—the flies told me that. I know all about your camel, but I hain't seen him." Jim says: "Go on, Mars Tom, hit's a mighty good tale, and powerful interestin'." "That's all," Tom says. "ALL?" says Jim, astonished. "What 'come o' de camel?" "I don't know." "Mars Tom, don't de tale say?" "No." Jim puzzled a minute, then he says: "Well! Ef dat ain't de beatenes' tale ever I struck. Jist gits to de place whah de intrust is gittin' red-hot, en down she breaks. Why, Mars Tom, dey ain't no SENSE in a tale dat acts like dat. Hain't you got no IDEA whether de man got de camel back er not?" "No, I haven't." I see myself there warn't no sense in the tale, to chop square off that way before it come to anything, but I warn't going to say so, because I could see Tom was souring up pretty fast over the way it flatted out and the way Jim had popped on to the weak place in it, and I don't think it's fair for everybody to pile on to a feller when he's down. But Tom he whirls on me and says: "What do YOU think of the tale?" Of course, then, I had to come out and make a clean breast and say it did seem to me, too, same as it did to Jim, that as long as the tale stopped square in the middle and never got to no place, it really warn't worth the trouble of telling. Tom's chin dropped on his breast, and 'stead of being mad, as I reckoned he'd be, to hear me scoff at his tale that way, he seemed to be only sad; and he says: "Some people can see, and some can't—just as that man said. Let alone a camel, if a cyclone had gone by, YOU duffers wouldn't 'a' noticed the track."
wtorek, 08 maja 2012
Smoki&Puloki: THE GAME
Pewnie wszyscy już czytali znakomite śląskie erotyczne fantasy "Smoki i puloki". Teraz możecie ZAGRAĆ W GREU. Instrukcja - naduś guzior, żeby zacząć, a potem steruj KÓŁKIEM MYSZY. Alternatywnego sterowania nie przewiduję, bo by popsuło immersję. Nie wiem tylko jak to zmonetyzować. Marcel poradził "stronka z rączką żebrzącą 'donate'?". Spróbujmy:
piątek, 04 maja 2012
RIP MCA
Zamiast minuty ciszy, odpalam tego niedawno nabytego Singstara, z piosenką, którą poznałem jeszcze w Teleranku; i choć później były inne, lepsze, dojrzalsze, z fajniejszymi teledyskami, to żadna z nich nie uchwyciła tak doskonale tego, co znaczy być młodym; i dzięki cyfrowej magii będzie forever young:
czwartek, 03 maja 2012
Młodość
I kiedy wracamy pociągiem o 20:33 z Berlin HbF, jest cisza i spokój, ale nie na długo; na Gesundbrunnen wsiada banda polskich studenciąt, są głośni i naiwni, za dwa, trzy lata wpadną w objęcia prekariatu i spokornieją, ale nie dziś, dziś jadą pociągiem i piją piwo, szybko, żeby zdążyć przed przesiadką, w Polsce już nie wolno. Że wolno w DB, wytłumaczył im piękną angielszczyzną młody Niemiec. Znoszę to tylko dlatego, że powtarzam w myślach niczym mantrę słowa pancura, który rano, na dworcu Szczecin Główny, żebrząc o pieniądz na zapiekankę extra dużą, rzekł mi
Chciał pięćdziesiąt groszy, dostał całego zyla.
środa, 02 maja 2012
Jogurtowo-truskawkowe
Dziś jest to święto, które ustalono po to, że skoro dużo ludzi bierze wolne drugiego maja, to należy im ten urlop jakoś popsuć albo przynajmniejrytualnie obsikać. Więc jak dziś ktoś np. występował w telewizji, to musiał sobie przypiąć taki kotylion biało-czerwony, przez co wyglądał jak debil (czyli w przypadku niektórych nie było widać różnicy). Sklepy zaś są pełne biało-czerwonych akcesoriów, gdyż kolory te są zawłaszczone przez kibiców soccera i reklamy do nich skierowane (są śmieszne, gdyż można w nich oglądać polskich piłkarzy strzelających gole). Można sobie sprawić np. takie pikne trampuchy:
Ale moim ulubionym gadżetem są "ciepłe lody", czyli Szokokysy (zwane w złych dawnych czasach Murzynkami), ale o polewie w polskich barwach jogurtowo-truskawkowych:
Polski biało-czerwony murzyn, wyprodukowany w Niemczech. Można je dostać w Biedronce i są pyszne. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Tagi
|