Menu

pattern recognition

inżynieria memetyczna

Postgeekism

mrwisniewski

W portalu "Polityka" pojawił się nowy blog pt. "Geek". Prowadzi go ambitny i wyjątkowo aktywny młody człowiek, redaktor działu prozy zagranicznej "Nowej Fantastyki" i dzierżyciel innych niezliczonych funkcji, Marcin Zwierzchowski.

Muszę przyznać, że nieco osłupiałem czytając inauguracyjną notkę. Teza, że "popkulturniejemy" podbudowana jest kuriozalnymi wywodami:

obecnie fani popkultury przeżywają prawdziwą Złotą Erę. Spójrzcie na kino – tam królują fantastyczne blockbustery, nie tylko komiksowe, ale i widowiska SF, ekranizacje popularnych książek, nowe fabuły o podboju kosmosu czy walce ze smokami. Króluje kino rozrywkowe, efektowne, dające radość z oglądania.

Polecam piękny film "Hugo" Martina Scorsese, który opowiada o początkach kina. W którym od początku królowały fantastyczne opowieści o podboju kosmosu czy walce ze smokami. Jakiej to zmiany jesteśmy świadkami, czy bloger nie słyszał o tzw. "kinie nowej przygody"? Gigantycznym fenomenie Star Wars? "Supermenie" z Christopherem Reevem? Nie pamięta Batmanii z roku 1989? "Terminatora 2"? Przekraczającej granice getta s-f popularności "Matrixa"? "Harry'ego Pottera"? "Władcy Pierścieni"? "Zmierzchu" nawet?

Ale to nic wobec akapitu

Bo przecież od filmów, od sztuki w ogóle, nie zawsze wymagamy warstwowych przekazów, zaangażowania czy skłaniania do refleksji. Czasami po prostu fajnie jest obejrzeć, jak wielkie roboty naparzają się w wielkimi potworami („Pacific Rim”!) albo jak Hulk coś rozwala.

oraz kończącego notkę PS

Czy mówiącym wiele zwiastunem przemian nie jest fakt, że ten blog, TAKI blog, rusza pod szyldem POLITYKI?

Faktycznie, mam wrażenie, że zaszły wielkie zmiany, których wpis Marcina jest jedynie wybroczyną.

Raz, że patrząc na różne dzisiejsze gwiazdy blogosfery piszące o "popkulturze" odczuwam przepaść pokoleniową, której nie mogłem dokładnie zwerbalizować aż do tego właśnie zdania: "Czy mówiącym wiele zwiastunem przemian nie jest fakt, że ten blog, TAKI blog, rusza pod szyldem POLITYKI?" To hasło POLITYKA sprawiło, że doznałem olśnienia. To wszystko są ludzie, którzy nie wychowali się na Zygmuncie Kałużyńskim.

Bo gdyby pamiętali teksty Wielkiego K., nie tylko nie mogliby się dziwić "Batmanowi" w kinach, ale i pisać, że "nie zawsze wymagamy warstwowych przekazów, zaangażowania czy skłaniania do refleksji". Bo za każdym razem, kiedy na ekrany wchodził nowy "Batman", POLITYKA publikował tekst Zygmunta Kałużyńskiego o tymże Batmanie. I nagle okazywało się, że

Właśnie w kinie zwanym komercjalnym, w popularnej piosence, w romansie kryminalnym, odczuwa się oddech tego wieku, tu właśnie przesuwają się wielkie sprawy naszego stulecia: zdobycie kosmosu, groza atomowa, podział polityczny świata i także zmiany odczucia moralnego, i także nowy erotyzm, i jeszcze sto innych powodów, zaś każdy jest żywy, palący, aktualny. Przypomina się, co powiedział Heisenberg, że w jednej powieści policyjnej znajduje on więcej prawdy o życiu niż we wszystkich rocznikach "Kwartalnika Filozoficznego".

źródło

Moje pokolenie wyrosło na Kałużyńskim i gdy przejęło władzę i publikatory, zaczęło pisać na poważnie o niepoważnych filmach. Na konwentach, w usenecie, na grupie pl.hum.x-muza i w mediach (Michał Chaciński, Wojtek Orliński), ślady znajdziecie przecież i na tym blożku.

Ale przecież to dziedzictwo nie tylko Kałużyńskiego, to też podejście Maćka Parowskiego, którego bardziej od gry aktorskiej czy udolności reżysera (na co głównie zwraca w recenzjach Zwierzchowski, który o "Królewnie Śnieżce" miał do powiedzenia jedynie, że reżyser nie dał rady) interesuje o czym jest, jakie idee w sobie niesie, co ciekawego może powiedzieć nam o świecie. To jest "geekizm", jaki pamiętam: popkultura jako punkt wyjścia do rozmów o poważnych sprawach (zupełnie jak w tym filmie Žižka). Koszulka z Batmanem to tylko nieistotny dodatek.

Trend, o którym pisze Marcin w pierwszej części swojego wpisu, nazwałbym postgeekostwem. Ze starego geekostwa wyniósł jedynie obsesyjny fetyszyzm, kult postaci, franczyz i aktorów (plus - często pożyczoną - nostalgię). Oraz logo wars (Marvel vs. DC). Cała masa ludzi, która nie ma niczego ciekawego do powiedzenia, poza replikacją memów z tumblra, przepisywaniem "plotholi" z postgeekowych portali, wklejaniem animowanych gifów oraz dzieleniem filmów na cacy i fuj.

niechcemisie

2015.01.08

mrwisniewski

Minęło osiem dni nowego roku, a ja jeszcze nie zrobiłem tu żadnej notki. 

Czy to znaczy, że ten blog umarł? Czy zjedzą go robaki?

Metafizyka podróży w czasie

mrwisniewski

Tyle nowości! Nowe szaty bloxa, nowy aktor w głównej roli w "Doktorze Who", czas zdmuchnąć z blogaska warstwę kurzu. 

PeterCapaldiDoctorWhoTimeoftheDoctor

Peter Capaldi, Dwunasty Doktor; aktor starszy niż dwóch ostatnich bishonenów (#teuczuciekiedyjesteśstarszyoddoktora, koniec z nim!); powrót w stronę klasyki. Z oczywistą obawą, jak takie zmiany przyjmie młode pokolenie nerdów i nerdettek. W pierwszym odcinku nowej serii ("Deep Breath") Moffat zastosował uderzenie wyprzedające i skonstruował metafabułę (coś za często mu się to ostatnio zdarza, vide pierwszy odcinek trzeciej serii "Sherlocka"; ale może w dzisiejszym świecie tumblra i twittera się inaczej nie da), używając postaci Clary, towarzyszki Doktora zdumionej jego nowym wcieleniem, jako awatary widowni. Czyli w zasadzie do tego, do czego powinny służyć towarzyszki.  

I, for one, welcome our new Timelord. Starszego, dziwacznego, zagubionego. 

Genialnego.

Ale nie o tym chciałem zrobić notkę.

firesofpompeii1

Peter Capaldi (nie on pierwszy zresztą) wystąpił już wcześniej w "Doktorze Who", w odcinku "Fire of the Pompeii", gdzie zagrał widocznego na zdjęciu Pompejczyka, cudem uratowanego wraz z rodziną z wulkanicznej zagłady. Tzn. nie cudem, tylko TARDISem. 

Odcinek był pełen żartów z łaciny; nawet owa rodzina ocaleńców występuje w czytance do łaciny w podręczniku Cambridge.

Pomyślcie o tym przez chwilę.

Doktor podróżując w czasie tak naprawdę nie przenosi się w przeszłość, tylko w przestrzeń narracji. Czas jest tylko opowieścią. Legendą. To dlatego gdy spotyka Szekspira, ten wygląda jak z "Zakochanego Szekspira". To dlatego z Agatą Christie przeżywa przygodę jak z jej powieści. To dlatego w "Black Dossier" można wypatrzyć TARDIS. To dlatego wiktoriański Londyn z "Deep Breath" nie wygląda jak zaszczurzony śmierdzący ściek, tylko jak steampunkowa cepelia. Bo Doktor przeniósł się do takiej właśnie cepelii. 

I to ma sens. Przeszłość istnieje tylko jako wspomnienie, coraz bardziej zatarte, i zbiór mniejszych lub większych kłamstw i interpretacji zwanych "historią". Przyszłość jest tylko zbiorem marzeń, lęków i nadziei. Jest to prawdą zarówno w "Doktorze Who", który w ostatnich sezonach dostał baśniowego sznytu, jak i w rzeczywistości. Jedyne podróże w czasie, jakie będą możliwe, to skok w jakąś książkę. Jak w tamtym durnym serialu.

STRASZNIE WAŻNY KOMUNIKAT

mrwisniewski

No więc się spierdzieliło coś na facebooku i mój profil przestał być widoczny na publicu (chwilę zajęło zanim się zorientowałem; wysłałem zawiadomienie i czekam aż naprawią). 

Docierały do mnie sygnały od znajomych, że ich znajomi się poczuli zbanowani i im przykro; nie, nikogo na fejsie nie blokuję, to tylko awaria. Nie ma jak przekazać tej wiadomości, więc proszę o szery. 

Przy okazji zapraszam do śledzenie fanpage "Jetlag", treści się dość pokrywają. Przepraszam wszystkich za niedogodności, ale tak właśnie wygląda internet, którego mamy się bać.

#korwinefekt

mrwisniewski

#korwinefekt -- oburz publiczności na widowiskowe manifestacje jakiegoś poglądu, przy jednoczesnym ignorowaniu jego mainstreamowych reprezentacji.

Szokuje Korwin-Mikke, chociaż nie szokuje masa egoistycznch tatcherystów-korwnistów-balczerystów.

Szokuje kartonowy model papamobile użyty w inscenizacji zamachu na papieża, chociaż nie szokuje fakt, że 400 publicznych szkół nosi imię JP2 (co w praktyce oznacza, że są szkołami katolickimi, ze ściennymi gazetkami poświęconymi patronowi, które nie różnią się zbytnio od takich gazetek w kościołach; o pomnikach i krzyżach nie wspominając).

Szokują słowa Terlikowskiego, który odmawia aborcji dla zgwałconej jedenastolatki, chociaż to tylko zwykłe hasła prosto z tzw. "Marszów Życia", które nikogo w mainstreamie nie oburzają; szczecińska Gazeta.pl przekleja nawet bezrefleksyjne propagandowe notki z KAI. 

Przy tzw. sprawie Agaty napisałem sześć lat temu, że jeśli będziecie to tolerować, to wasze dzieci będą następne. Bardzo łatwo być prorokiem w tym kraju.

Read me:"Jetlag"

mrwisniewski

No więc napisałem powieść o współczesnych trzydziestolatkach i wyjdzie w czerwcu. 

Jet lag

1. [wym. dżet leg] «zmęczenie, ból głowy, problemy ze snem itp. po długiej podróży samolotem, wywołane zmianą stref czasowych»

2. «zespół objawów wynikających z nagłego znalezienia się w innej strefie okupacji kulturowej» 

Jetlag

1. [wym. dżet lag] «powieść, sitcom, pokolenie biurowej klasy średniej i fetyszystów, szukający sensu w bezsensie oraz miłości w czasach nienawiści, głos tych, którzy nie mają nic do powiedzenia, twoje zdanie, które nikogo nie obchodzi»

2. «to nie jest moja historia, to jest twoja historia»

© pattern recognition
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci