Menu

pattern recognition

inżynieria memetyczna

Nigdy nie wiesz

mrwisniewski

Nigdy nie wiesz, czy z jakiejś niefajnej rzeczy nie wyniknie coś fajnego. 

Np. kiedyś wycięto drzewo, które rosło przed naszym blokiem. Wielka szkoda, lubiliśmy je. Ptaszki sobie na nim siedziały, można było wyjść na balkon i obcować z odrobiną natury na środku betonowej dżungli. 

A potem okazało się, że wycinki dokonano w celu zbudowania podjazdu dla niepełnosprawnych. I ten podjazd okazał się ficzerem, dzięki któremu bez problemu sprzedaliśmy mieszkanie w czasach, kiedy sprzedać było dość trudno. 

Nigdy nie wiesz, czy z jakiejś niefajnej rzeczy nie wyniknie coś fajnego. 

Albo -- zmieniono, po 20 latach, rozkład jazdy autobusów (większa granda, o której nie chce mi się teraz pisać). Niby nie wielka zmiana, ale musiałem nieco zmienić rozkład dnia. No i teraz wprawdzie muszę wstać pięć minut wcześniej, ale za to mogę iść spokojnym krokiem do pracy, zamiast się śpieszyć. Taki przyjemny, poranny spacer.

I gdybym szedł jak zwykle, szybkim krokiem, zamiast rozkoszować się okruchami poranka, nie spostrzegłbym martwego kota leżącego w kupie śmieci przy garażach. 

Nigdy nie wiesz.

Taka historia

mrwisniewski

I tak sobie odbieram bilety w kinie, rezerwacja, dziękuję, a stoisko obok stoi taka parka i ona strasznie się focha, a wektor focha jest skierowany w stronę boguduchawinnej kasjerki. Tematem dąsa, z tego co podsłuchuję "niechcący", jest cena biletów na 3D w Tani Wtorek, że kupon na okulary trzeba nabyć a kiedyś tak nie było, czy coś. 

I w końcu się uspokaja, bierze te bilety i płaci, ale zanim odejdzie mówi do kasjerki "chciałabym na pani ręce złożyć moje głębokie niezadowolenie". 

I sobie wtedy wyobrażam, jak jakieś 65 i pół miliona lat temu, leci sobie przez kosmos taki wielki bkś, taki protobkś, wiecie, może trochę jak Unicron z transformersów, i tak leci i leci i ma kurs kolizyjny z Ziemią.

A na Ziemi siedzą sobie dinozaury, zajęte swoim dinozaurzymi sprawami ("koleś, te pióra są zupełnie HOT w tym sezonie, odpuść sobie z tymi łuskami", "- A co tam jesz? - Ssaka. - O, rzucili ssaki, gdzie? - Tam w krzakach, tylko są zwinne skórkowańce", "[obowiązkowy żart z krótkich rączek t-rexa] kup sobie phableta, haha"; takie klimaty), a tu nagle się robi ciemno, bo słońce zasłania ten wielki bkś, nie? I jeb, katastrofa, wszyscy giną, a protobkś zostaje przysypany tymi warstwami, których trzeba było wykuwać na geografię. 

I po tych milionach lat ktoś robi odwiert i dokopuje się do złoży tego czystego bkś-ia, lepi z nich golemy i one teraz chodzą między ludźmi, mówiąc Masłoską bez świadomości mówienia Masłoską. 

Albo to tylko kolejny przejaw Polskiej Szkoły Pisania Listów i Wysławiania Się.

[AC2013] Dzień dwudziesty pierwszy.

mrwisniewski

Dzień dwudziesty pierwszy -- merry xmas everyone.

Święta zawsze były ważne dla "Doktora Who"; nic dziwnego, w końcu to brytyjski serial. 

 

W pięciu odcinkach ("The Christmas Invasion", "The Runaway Bride", "Turn Left", "The End of Time" i "The Power of Three") można zaś usłyszeć największy gwiazdkowy brytyjski przebój, "Merry Xmas Everyone", który zastąpi dzisiejszą czekoladkę:

 

Nic tak nie wyraża ducha świąt jak życzenia prosto od Jimmy'ego Savile'a.

[AC2013] Dzień dwudziesty

mrwisniewski

Dzień dwudziesty -- przedostatni piąteczek w roku.

Idę dziś do pubu, i wcale nie z okazji, że święta, ale ten okres sprzyja tego typu wypadom; ludziom, którzy rzadko stykają się z kulturą barową, polecam poradnik, wprawdzie z innego kręgu kulturowego, ale większość tych porad sprawdzi się i u nas.

Zamiast czekoladki -- miasto powoli wymiera, ludzie gdzieś na święta wydupczają, więc:

 

[AC2013] Dzień dziewiętnasty.

mrwisniewski

Dzień dziewiętnasty -- obżarstwo. 

Smutny -- i prawdziwy -- obrazek przypomniał mi o pułapce świąt i dlaczego ich nie lubię. Tyle dobrego jedzenia naraz. Bezsensu. Ciężko jest się kontrolować, jak się jest nałogowcem, ale w tym roku postanowiłem -- i biorę Was, drodzy blogoczytacze, na świadków -- że się nie dam. 

Pamiętacie pewnie moją notkę o byciu grubasem. Stan na dziś -- nie osiągnąłem jeszcze zamierzonej wagi, ale powoli, powoli się do niej zbliżam. Kontroluję spożycie. Ruszam się z rekwizytami i bez. Najgorsze, że wszystko jest w głowie. Niektórzy w warunkach stresujących, długodystansowych projektów zmieniają się w anorektyczne szkieletory. Ja z ostatniej przygody (sierpień-wrzesień) wyszedłem pięć kilo cięższy. Taki los. Handluję z tym. I postanawiam, żeby nigdy więcej. 

Zamiast czekoladki, hihi. 

Zamiast czekoladki piosenka o pozytywnym grubasie:

 

© pattern recognition
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci