inżynieria memetyczna

Wpisy z tagiem: Afryka

niedziela, 20 lutego 2011
Młodzi sympatyczni ludzie

W kontekście afery Kydryńskiego powraca pytanie (np. w wojnie edycyjnej na wikipedii), dlaczego sprawa wypłynęła teraz? Memetyka odpowie na to: bo mem miał wreszcie odpowiednie warunki lęgowe.

Wolę zadać pytanie inne - dlaczego afera nie wybuchła w latach 90? W tym celu sięgnąłem, za przykładem Nameste, do przepastnych archiwów "Gazety Wyborczej" i jako porządny dziennikarz obywatelski nie zawahałem się wydać 3,69 złotych (z VAT) na pięciominutowy dostęp. To więcej niż na śledztwa wydaje przeciętny bloger śledczy z Psychiatryka w ciągu roku, więc proszę uszanować poświęcenie.

Wzmianki o książce Kydryńskiego znajdują się w dwóch tekstach. Zaproszenia na promocję w Poleskim Ośrodku Sztuki (rok 1998!), która rzuca nieco światła na kulisy powstawania książki:

Wszystko zaczęło się od wielkiej mapy rozpiętej nad jego łóżkiem. Nie mogąc zasnąć, mały Marcinek przyglądał się kontynentom, wyspom o przedziwnych kształtach i oceanom. Marzył. Największą ciekawość wzbudził w nim Przylądek Dobrej Nadziei. - Zawsze chciałem sprawdzić, jak wygląda w rzeczywistości. Na mapie był taki piękny, zieloniutki - opowiadał, uśmiechając się do tych dziecięcych wyobrażeń.

Co się stało z tym niewinnym dziecięciem? Czy szalony świat recenzji jazzowych i audycji radiowych tak skorumpował niewinną duszyczkę? Czy dopiero półrocznych kontakt z jądrem ciemności wciągnął Kydryńskiego w mroczną pułapkę niebezpiecznych fantazji? Tego nigdy się nie dowiemy.

Dowiemy się natomiast, jak książkę przyjął w roku 1996 recenzent "Wyborczej". Przypomnę - lata Szalejącej Poprawności Politycznej, która lada dzień zaatakuje nas ze zgniłego Zachodu, czego ślady można znaleźć choćby w tekście Jacka Dukaja, przerażonego powieścią Michaela Crichtona (po latach dopiero zrozumiem, że zarówno Dukaj, jak i Crichton, są/byli pisarzami prawicowymi). Tymczasem w organie Michnika piórem Piotra Szaroty (anonimowe źródło mówi o nim "sympatyczny młody pracownik naukowy dorabiający sobie w mediach komercyjnych"; specjalizuje się w recenzjach książek znanych psychoterapeutów) ukazuje się tekst "Afrykański kolaż", pozytywna recenzja dzieła Kydryńskiego:

Zaiste niełatwo napisać książkę o Afryce. Książka Marcina Kydryńskiego nie ma ambicji historiozoficznych jak dzieła Kapuścińskiego, nie jest też wielką literaturą na miarę Hemingwaya czy Blixen, mimo to czyta się ją jednym tchem.

I ów młody sympatyczny człowiek, zajmujący się na codzień psychologią kultury, nie znajduje niczego niewłaściwego w podróżniczych anegdotach naszego (anty)bohatera, a nawet chwali, że

Udały mu się natomiast opisy postaci trzecioplanowych, np. barwny wizerunek Romka - Polaka na stałe mieszkającego w Budapeszcie, który swą prostolinijnością i wdziękiem potrafił zjednywać sobie serca kenijskich dziewcząt o "pustoszącej urodzie".

Bang! It's a bingo. Przygodami Romka zajął się już portal Afryka.org, z którego pozwolę sobie przekleić odpowiedni fragment stawiający powyższy cytat w odpowiednim kontekście:

 

Romek był prawdziwym mistrzem w sztuce czerpania z życia radości. Tu także wykazywał pełną nieodpowiedzialność. Opowiadał o swojej niedawnej wizycie w Mombasie, prawdziwym erotycznym raju, gdzie nie oparł się pustoszącej urodzie kenijskich dziewcząt. Wiedział, że już pięć lat wcześniej dziewięćdziesiąt procent kenijskich prostytutek było nosicielkami wirusa HIV. Pierwszej nocy w Nairobi nie musiał nas długa namawiać na wędrówkę po klubach i dyskotekach tego rozpustnego miasta. (...)
Nawet gdyby czarne dziewczyny nie oglądały się za każdym obcokrajowcem, i tak ich cnota skapitulowałaby ostatecznie przed Romkiem. (...) Jego prostolinijność zjednywała mu natychmiast serca wszystkich napotkanych osób, ze szczególnym uwzględnieniem Murzynek. Romek uśmiechał się do nich tym swoim blond uśmiechem i przyjaźnie zagadywał, tłumacząc nam to później na polski: „Cześć, jestem Romek. Czy chcesz się ze mną ruchać? Jeśli tak, to chodźmy." Mówił to z wdziękiem, z jakim Eugeniusz Bodo zapraszałby damę na herbatę do cukierni Bliklego. (...) Tamtej nocy Romek zaprowadził nas do dyskoteki. Znał Nairobi i stwierdził, że sterani wielotygodniową wędrówką i erotyczną abstynencją, nie znajdziemy w tym mieście lepszej rozrywki niż relaks w klubie Florida 2000. Miał rację. Było wspaniale.

Romek był prawdziwym mistrzem w sztuce czerpania z życia radości. Tu także wykazywał pełną nieodpowiedzialność. Opowiadał o swojej niedawnej wizycie w Mombasie, prawdziwym erotycznym raju, gdzie nie oparł się pustoszącej urodzie kenijskich dziewcząt. Wiedział, że już pięć lat wcześniej dziewięćdziesiąt procent kenijskich prostytutek było nosicielkami wirusa HIV. Pierwszej nocy w Nairobi nie musiał nas długa namawiać na wędrówkę po klubach i dyskotekach tego rozpustnego miasta. (...)

Nawet gdyby czarne dziewczyny nie oglądały się za każdym obcokrajowcem, i tak ich cnota skapitulowałaby ostatecznie przed Romkiem. (...) Jego prostolinijność zjednywała mu natychmiast serca wszystkich napotkanych osób, ze szczególnym uwzględnieniem Murzynek. Romek uśmiechał się do nich tym swoim blond uśmiechem i przyjaźnie zagadywał, tłumacząc nam to później na polski: „Cześć, jestem Romek. Czy chcesz się ze mną ruchać? Jeśli tak, to chodźmy." Mówił to z wdziękiem, z jakim Eugeniusz Bodo zapraszałby damę na herbatę do cukierni Bliklego. (...) Tamtej nocy Romek zaprowadził nas do dyskoteki. Znał Nairobi i stwierdził, że sterani wielotygodniową wędrówką i erotyczną abstynencją, nie znajdziemy w tym mieście lepszej rozrywki niż relaks w klubie Florida 2000. Miał rację. Było wspaniale.

Młody sympatyczny człowiek napisał książkę dla innych młodych sympatycznych ludzi. I czego się dziś czepiają, przecież miał wtedy tylko 25 lat i audycję w radiu.

Tamten 25 latek podobno już nie żyje, ale TEN czterdziestolatek niczego się przecież nie wstydzi.

 

Ostatnio na Blip:
Coś pozytywnego mrw@poly