|
inżynieria memetyczna
Wpisy z tagiem: Buy british
wtorek, 08 czerwca 2010
Dwie minuty i około czterdziestu sekund
Swojego głębokiego moronfaila uświadomiłem sobie w momencie, gdy wszedłem do kuchni i zamiast zająć się tym czym miałem się w niej zająć, zadałem sobie pytanie "Zaraz, czy w nowych Saint Triniankach nie miała grać Shaz?" Well duh.
Jak mogłem jej nie poznać? Na swoje usprawiedliwienie powiem, że film - który serdecznie polecam wszystkim fanom dziewcząt w mundurkach - oglądałem podłączony do jakiejś ogłupiającej kroplówki i chociaż cały czas miałem wrażenie "znam cię", to emo make-up mnie zmylił. W każdym razie strzeliłem sobie facepalma i uświadomiłem, że ubóstwiam Montserrat Lombard. I dzięki temu odkryłem Źródło Dobrego Kontentu. Idąc tropem linku z jej profilu IMDB trafiłem bowiem na youtubową stronę konkursu filmowego Virgin, gdzie można zobaczyć taką perełkę z Monserrat w roli głównej:
Dostarczają również inne shorty, takie jak zwycięzca edycji 2008:
czy 2009:
(and there is more) Mógłbym wzorem Marcelego okrasić te shorty jakimś słowem, ale wydaje mi się to zupełnie zbędne. Może tyle, że kamera przeskoczyła mi o kilka pozycji do przodu na liście planowanych zakupów. Tagi:
Buy british
13:49, mrwisniewski ,
popculture, alienation, boredom and despair
Link Komentarze (11) »
sobota, 17 kwietnia 2010
środa, 07 kwietnia 2010
Co zrobić z tak pięknie rozpoczętą wiosną
DKJP! Żeby dzień się zaczynał od przymrozku! W pieprzonym kwietniu! O ile więc mile spędzam popołudnia na spacerach, to we wciąż okrutnie zimne wieczory grzeję się przy komputerze. Np. przy takiej uroczej komediowej przygodówce "Ben there, Dan that!", którą za zupełnie darmo można pobrać stąd.
Przygodówki (zwłaszcza komediowe) jak wiadomo są gatunkiem martwym niczym western. Przeżywają wprawdzie życie po życiu na platformie flashowej, ale to jednak nie jest to samo. Wracam dlatego czasem do niezależnych produkcji przygotowanych przy pomocy Adventure Game Studio, przypominających stare dobre czasy gier z Lucasart, za którymi - jak widać na obrazkach - tęsknią autorzy BTDT!
Tytułowi Ben i Dan to swoiste Mary Sue twórców. Bohaterowie dzielą londyńskie mieszkanie, a parają się awanturnictwem (as in adventure) - grę otwiera koniec przygodówkowej przygody w Peru, niepokojąco przypominający scenę z "The Secret of Monkey Island". Ale gra szybko ucieka od prostackiego naśladownictwa i buduje swój humor i urok samodzielnie, choć nadal nie stroni od żartobliwych nawiązań do dialogów czy tropów starych gier. Ale i bez ich znajomości gracza czeka pyszna (choć prosta) zabawa, ponieważ BTDT! jest genialnie napisany: warto na wszystko klikać i rozmawiać z kim się da. Ściągać i grać!
wtorek, 26 stycznia 2010
Zła maszyneria
A było to tak, że swoją przygodę z brytyjskim webkomiksem zacząłem od wpadnięcia na "Bad Machinery" - zobaczyłem gdzieś obrazek ze świetną kreską (którą skojarzyłem ze stylem komiksów boskiej Kate Beaton czy Scotta Pilgrima), a potem zakochałem się od pierwszego kadru:
Jejku, ja nie potrafię zasnąć bez muzyki! W każdym razie - kreska. Uwielbiam ten styl, bo jest a) ładny b) nie jest inspirowany mangą. Sieć jest pełna pseudomangowych wyrzygów (istnieją oczywiście pozytywne wyjątki), na które nie można patrzeć, a większość oryginalnej kreski jest ohydna. "Bad Machinery", opowiadająca o przygodach brytyjskich gimbusów, to trzecia seria Johna Allisona. Pierwsza to typowo stripowy "Bobbins", gdzie nie umiał jeszcze rysować (i to strasznie, ale to było, like, 11 lat temu), druga zaś (której jeszcze nie czytałem) nazywa się "Scary Go Round" i też jest śliczna (od rozdziału 40). Piszę cały czas "kreska", ale tak naprawdę urzekły mnie kolory.
And I just fuckin luv colours. Tagi:
Buy british
00:06, mrwisniewski ,
popculture, alienation, boredom and despair
Link Komentarze (14) »
czwartek, 07 stycznia 2010
Benny Forever
--Lawrence Miles No kiedy wcale nie, bo "Benny Hill Show" powtarzany jest w wielu krajach, w tym u nas, na TV4. Obejrzałem sobie ostatnio kilka odcinków w ramach pielęgnowania nostalgii i powiem, że daje radę. Benny Hill został upupiony (jak w durnym memie "Jedni lubią Monthy Pythona, inni Benny Hilla"; also: jak ktoś mówi, że lubi "brytyjski humor" i ma na to jedynie MP, to może spadać), tymczasem jego humor jest prosty (ale po latach doceniam slapstick, slapstick is forever), ale nie prymitywny; dużo też straciliśmy w polskim przekładzie - praktycznie cały humor językowy: gry słów, rymowanki itp. Fascynujące, ile roboty potrafił włożyć w trzydziestosekundowy skecz: policjant przyjmuje zgłoszenie kradzieży samochodu - "duży, czerwony", kamera obraca się pokazując po drugiej stronie kontuaru drużynę wkurzonych strażaków; trzeba było to całe towarzystwo przebrać i ucharakteryzować.
I oczywiście "something for the daddy", czyli żarty seksistowskie (wszyscy faceci są tu z kolei smętnymi debilami). Pamiętam, jak pod koniec 80s TVP2 puszczała program "Okno na świat" "Bliżej świata", gdzie pokazywali kawałki programów z satelity (te pokazy mody z "Wonderful Life" w tle, niezapomniane). Na koniec dwugodzinnej audycji puszczali kawałki "Benny Hilla". Miałem takiego kolegę w klasie, powiedzmy Januszka, i Januszek mówi mi raz "lubię tego Benny Hilla, tylko niepotrzebnie tam tyle tego seksu". W czasach, kiedy teledyski na 4FunTV nie dają się odróżnić od kanałów z reklamami porno mmsów, bieliźniane skecze i występy "Hill's Angels" wydają mi się jakieś takie niewinne i nawet urocze. Odświeżałem sobie niedawno całych "Pythonów" i wiele skeczy, które kiedyś były pionierskie i przełomowe, dziś jest nużących i męczących (żarty rozciągane na pół odcinka). Formuła "fast show" Benny Hilla ma taką przewagę, że nie nudzi widza (tzn. mnie). A slapstick jest wieczny. Tagi:
Buy british
23:52, mrwisniewski ,
popculture, alienation, boredom and despair
Link Komentarze (39) » |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Tagi
|