|
inżynieria memetyczna
Wpisy z tagiem: Warszawa
wtorek, 27 kwietnia 2010
Warszawa nie istnieje
Myślę, że nic tak nie oddaje charakteru Warszawy, jak kawiarnia Star Ucks Coffee na Nowym Świecie. Wróciłem właśnie z DC czytając "Ameryka nie istnieje" Wojtka Orlińskiego i nie mogłem przestać sobie tego parafrazować na naszą Jaka Piękna Jest Warszawę.
Oczywiście Warszawa nie istnieje tak samo, jak nie istnieje Los Angeles i Szczecin leżący nad morzem. Dewirtualizacja miasta łączy się z jego odkadrowaniem: taki pomnik Nike żyje w świadomości bez tła, wykadrowany, a w rzeczywistości przecież jest wciśnięty między dwupasmową ulicę i latarnię. Idę sobie, powiedzmy, Nowym Światem, obejrzeć ten śmieszny Zamek, przy którym nawet siedziba książąt Pomorskich robi wrażenie, i mijam po drodze piękną Palmę, witrynę Krytyki Politycznej z brodatym rewolucjonistą jak z plakatu z Che, pokryty woskiem chodnik przed Pałacem Prezydenckim, który stoi sobie ot tak pomiędzy wszystkim, a dalej Syrenka niknąca w tłumie sprzedawców oscypków na parodii rynku i pełno starych ludzi w śmiesznych apaszkach, którzy tutaj jakby są na miejscu, pasują, nie znam takiej lokalizacji w Szczecinie, żebym mógł powiedzieć "przydaliby tu się ludzie o sztucznych zębach z naszywkami Katyń 2010 albo borowe dziadki zbierające podpisy dla Napieralskiego przy rozkładanym stoliku z kartonikiem z nabazgranym flamastrem napisem SLD". Czytam sobie relację Wojtka (co i wam polecam) z Downtown LA, gdzie U2 nagrało piosenkę o ulicach, które nie mają nazw i wspominam RITE DE PASAŻ URSYNOWSKI. Nie kumałem do końca przygody kol. Radkowieckiego, ale wystarczyło a) zostawić w hotelu notes ze wskazówkami b) wyjść ze stacji metra nie tym wyjściem c) dać się oszukać mapom googla, by zgubić się i miotać w promieniu 100 metrów, BO TAM PO PROSTU NIKT NIE WIE, JAK NAZYWAJĄ SIĘ ULICE I JAKIE MAJĄ NUMERY (wszystko załatwił dopiero telefon i pomoc niesiona przez ekipę poszukiwawczą, której składam najserdeczniejsze podziękowania). Kiedy dzień później stoję z mapą i zastanawiam się na trasą wycieczki, zaczepia mnie staruszek oferując pomoc. Grzecznie dziękuję, tłumacząc że wiem gdzie jestem, tylko tak sobie rozmyślam, a on nalega, przedstawiając się jako "stary Warszawiak". 10 minut później przychodzi mi do głowy spóźniona i zbędna już riposta - było zapytać o ursynowski adres, ale pewnie by się okazało, że Ursynów to nie Warszawa, bo Warszawy nie ma tak samo jak LA, chociaż istnieje Hollywood czy Compton. Na szczęście pozostaje warszawski disnejland - położone przy Dworcu Złote Tarasy, gdzie wszystko jest proste i jasne - Whoppera można zeżreć na górze, a Vegemite sprzedają na dole. Tagi:
Warszawa
23:27, mrwisniewski ,
popculture, alienation, boredom and despair
Link Komentarze (32) » |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Tagi
|