inżynieria memetyczna

Wpisy z tagiem: Fear and loathing

piątek, 22 kwietnia 2011
Miasta, których wolelibyście nie znać

Plan podróży był sprytny - we wtorek koncert w Łodzi, w środę promocja przewonika Krytyki Politycznej o serialach w Poznaniu (jutro postaram się wrzucić moje subiektywne sprawozdanie), akurat mniej więcej w połowie drogi do Szczecina. Wszystko ładnie, gdyby nie zabory. Dostać się do Łodzi pociągiem ze Szczecina to hobbicka wyprawa, można przez Warszawę albo Kutno.

I wtedy pięć dni przed wyjazdem kasują z rozkładu pociągi, dzięki którym droga z Łodzi do Poznania zajmuje 2,5 godziny. Da się dojechać, w 5 albo 7. Albo 10. Na szczęście znalazł się poznański sklep płytowy organizujący wyjazdy na koncerty. Do Poznania TLK, a na koncert i z powrotem busem (tam właśnie miałem okazję posłuchać dyskusji studentów na temat rogatej świni). Sama radość - jazda autostradą A2 nagle nadaje sensu tym wszystkim lekko przynudzającym notkom Wojtka: autostrady są naprawdę w pytkę (ojej, jaki fajny wiadukt pomalowany w tęczę!). Nie mogę uciec od narracji klasowej, widząc te asfaltowe ścieżki dla klasy średniej (i tirów, więc korpo), odgrodzonych płotem i dźwiękoszczelnymi od zapadłych wiosek.

A2

Fear and loathing on A2

Ale kiedy zbliżamy się do Łodzi i trzeba opuścić przyjemną autostradę, do wyboru obwodnica, na niej korek, kierowca skręca w podmiejską osiedlową scieżkę dziurawą jak coś dziurawego i kieruje się w stronę Zgierza. W jakim turnieju smutnych miast wygrał Zgierz? Jedziemy przez zakazaną dzielnicę, ale nagle dociera do mnie, że to nie dzielnica, ale całe miasto jest zakazane. I jeszcze te łódzkie wąskotorowe tramwaje wyglądające, jakby się zaraz miały przewrócić.

Kiedy kończy się Zgierz a zaczyna Łódź? Nie wiem, tak samo jak nie wiem, kiedy kończy się płacz, a zaczyna szloch. Podziwiam eklektyczną architekturę miasta - architektura żalu miesza się z architekturą rozpaczy. Do tego samotne wyspy nowoczesności potęgujące wrażenie. I naprawdę wspaniała Atlas Arena. W sumie się cieszę, że nie muszę spędzić w Łodzi więcej niż godziny. Pewnie to pierwsze wrażenie jest niesprawiedliwe, ale zwyczajnie boję się sprawdzać dalej.

Na drugi dzień chodzimy po Poznaniu, podziwiając kolorową młodzież, ładne (często drogie) ciuchy, ciekawe stylizacje, nie widuję tego w Szczecinie, tak jak nie widuję tylu drogich samochodów. Widać, że miasto bogate. Ale nie widuję też innych rzeczy - np. upadlającej pseudopracy polegającej na trzymaniu reklamowego transparentu. Nie pamiętam też, kiedy ostatni raz widziałem nieocieplone bloki. Poznań sprawia wrażenie olbrzymiego rozwarstwienia, przy nim Szczecin odbieram niemalże jako Skandynawię.

Zając

Na zdjęciu: zając pomalowany w słynne wrocławskie koziołki. Pomysł zerżnięty z berlińskich misiów, tu - z okazji świąt. W mieście stoi pełno fioletowych zajęcy (wygląda to jak reklama Milki), a w Starym Browarze - taki pomalowany. Większy sens dla miasta miałyby koziołki pomalowane w zające, ale co kto lubi.

Miasta, których wolałbym nie znać. Nie od takiej strony.

Ostatnio na Blip:
Coś pozytywnego mrw@poly