inżynieria memetyczna

Wpisy z tagiem: Kanada

sobota, 04 grudnia 2010
W paszczy szaleństwa

Zima, więc zimno, więc wsiadamy w autobus i dwie godziny grzejemy kości w SPA. Sauna, łaźnie, jacuzzi (grotę śnieżną sobie, prawda, odpuścimy) i człowiek odżywa (przeszedł mi okropny nerwoból męczący od czwartku). Nie wiem jak w innych miastach, ale w Szczecinie wizyta kosztuje tyle co bilet do kina plus popcorn (kupujecie popcorn w kinie?).

Anyhow. Pora obiadu. Pod wpływem przeczytanych komiksów wybieramy:

  • knajpkę wegetariańską na Śląskiej (bałem się, że nie wpuszczą mnie w skórzanych butach), gdzie jest ładnie, elegancko, acz i biedahipstersko: oferta wypisana flamastrem na kartkach z zeszytu przyczepionych szpilkami na tablicy korkowej; odrzucamy podróby prawdziwego jedzenia (soja jako zamiennik mięsa), decydując się na placek węgierski z gulaszem warzywnym. Za 14 zyka dostajesz placek ziemniaczany wielkości talerza z gęstym i tłustym sosem z marchewką, cebulą, cukinią i papryką (i może czymś jeszcze) jest przepyszny i sycący. Polecam. 
    • potwierdziły się moje wszystkie przewidywania na temat kuchni wege - żeby miała sens, musi być tłusta i wysokokaloryczna. Trochę nie dla mnie, ale od czasu do czasu nie zaszkodzi.
    • placek węgierski z gulaszem warzywnym spożywany na mieście jest lepszy niż jego wersja mięsna, bo gastronomia ma tendencję do używania w nim mielonki albo innego taniego gówna. Marchewki tak łatwo nie podrobisz.
  • na deser idziemy zaś przecznicę dalej do Boby spróbować w końcu megapączka. Okazuje się bardziej racuchem, pyszny jak nie wiem co (zwłaszcza z nutellą i bananami), i wielki jak nie wiem co.
    • deser okazuje się smutny, bo jutro zamykają Bobę na zawsze. Jak ktoś chce może od poniedziałku kupić maszynę do robienia Boby i kruszarkę do lodu. I zapasy.
    • nie wiemy co powiedzieć wychodząc, "do widzenia"  wychodzi jakoś tak niezbyt.

Humor poprawia mi się, kiedy dwie przecznice dalej trafiamy do nowo otwartego sklepu z Lego. Life is good.

piątek, 03 września 2010
Zdjęcia i napisy, że niby z maszyny do pisania na takich białych prostokątach

Co dobrego dała nam Kanada (poza Poutinem, Kate Beaton, Couplandem i Gibsonem)? Webkomiks, który wniesie nieco poetyckiego ciepła (i lulzów) w tę okropną, przedwczesną jesień. "A Softer World" to zbiór trzykadrowych fotostory, z napisani niby że z maszyny do pisania na takich białych prostokątach:

a softer world

Często jest to jedne zdjęcie (autorstwa Emily Home), odmienione kadrowaniem. Maszynowe naklejki budują warstwę literacką narracji, za którą odpowiada Joey Comeau. Oprócz tego zajmują się innymi fikołami. Klikać, nie zwlekać, lato i tak już nie wróci.

Ostatnio na Blip:
Coś pozytywnego mrw@poly