inżynieria memetyczna

Wpisy z tagiem: komiksiki

sobota, 22 października 2011
O prostych żartach (1)

Żyjemy w kulturze zbudowanej na poczuciu humoru; to fundament naszej cywilizacji - nie można powiedzieć, że żart to żart i tyle. To znacznie bardziej skomplikowane. 

Żart nigdy nie jest tylko żartem.

Wciąż emocje budzi notka Szproty z festiwalu komiksów; powróciła na fejsbukowym wallu Śledzia i odbiła lekkim echem, aż autorka wykonała dopisek czerwonymi literami. 

Tym razem poszło o rozumienie dowcipów; nawet jeden z dyskutantów wzniósł oczy do nieba i wyjęczał:

Przeraża mnie, jak często prosty żart potrafi być kompletnie niezrozumiany.

Mnie to nie przeraża, bo to całkiem normalne. Zróbmy sobie zatem ćwiczenia z rozumieniu żartów. Za przykład weźmy komiks przywołany we flejmie pod szprotnotką; jest to jeden z odcinków webkomisku "Głosy w mojej głowie". Satyryczny serial jest nierówny: znaczącym plusem są ładne, dość charakterystyczne rysunki, zdarzają się odcinki-perełki; ale zdarza się również coś takiego:

Taki żart.

Zupełnie mnie nie śmieszy z prostego powodu, że zanim doszedłem do pointy dokonałem jego potrójnej dekonstrukcji; ale jest to powód, dla których nie śmieszy mnie już większość żartów, po prostu za dużo ich słyszałem. Np. ten komiks przypomina mi taki dowcip:

Międzynarodowy kongres feministek. Na podium wchodzi jedna z delegatek i rzuca hasło.— Siostry, dość wyzysku. Nie będziemy im prać i gotować. Uchwałę przyjęto jednogłośnie.

Na kolejnym spotkaniu wojowniczych pań, delegatki dzielą się swymi spostrzeżeniami. Zaczyna Angielka.

— Wróciłam do domu i mówię: John, od dzisiaj nie piorę i nie gotuję. Pierwszego dnia — nic nie widzę, drugiego dnia — nic nie widzę, trzeciego dnia — widzę — gotuje jajko. Sala zatrzęsła się od oklasków.

Na mównicę wchodzi Francuzka.

— Wróciłam do domu i mówię: Pierre, od dzisiaj nie piorę i nie gotuję. Pierwszego dnia — nic nie widzę, drugiego dnia — nic nie widzę, trzeciego dnia widzę — pierze majtki. Owacje na stojąco.

Na podium wchodzi Rosjanka.

— Wróciłam do domu i mówię: Iwan, od dzisiaj nie piorę i nie gotuję. Pierwszego dnia — nic nie widzę, drugiego dnia — nic nie widzę, trzeciego dnia nadal nic nie widzę. Czwartego dnia - zaczynam widzieć na prawe oko.

  • śmiejecie się? Z czego?

Zastanówmy się zatem, o co chodzi w komiksie. Pozwolę sobie zacytować młodego człowieka, który jest sprawcą całego zamieszania - przyszedł się bowiem poskarżyć na wallu Śledzia: 

Mnie rozwaliła liga islamskich feministek, ale odłam #ttdkn-empatia uzmysłowił mi, że to bucerski komiks jest. Pewnie nie zrozumiałem i stąd moja pomyłka, że to śmieszne było.[...]Znaczy ja uznałem tamten pasek za drwinę z naszego lokalnego podwórka, w sensie że wydawało mi się, że obśmiewa fakt iż postulaty gdzie indziej normalne, w takich grajdołkach jak nasz są uważane za ekstremalne, a islam był tu tylko metaforą teokracji. Niemniej wpadła mi w oko okołottdknowa dyskusja w której pojawiał się wątek że to jest gimbusiarnia tak samo jak demoty i komixxxy. Po czym zrobiło mi się smutno.

Mnie też zrobiło się smutno, chociaż z zupełnie innych powodów. Natomiast proszę zwrócić uwagę, ile dodatkowej treści dopisał nasz delikwent, zanim żart zaczął go śmieszyć - islam jako symbol teokracji (w tym - okupacji Polski przez Watykan); tak właśnie wygląda poprawność polityczna w działaniu. 

Nie lubię żartów z islamu z prostego powodu (o którym mówił Stewart Lee) - żarty wymagają bowiem pewnej struktury memetycznej, żeby z nią igrać czy robić w niej wyłom. Potoczna wiedza na temat islamu czy krajów arabskich jest natomiast biedna nawet na poziomie stereotypu - terrorysta, kobieta zakutana po oczy, ew. egipski kochanek turystki i bogaty szejk. To wszystko. W porównaniu do wiedzy o chrześcijaństwie, pozwalającej śmiać się z tak kompleksowych żartów jak "Dogma" Kevina Smitha, to jest mniej niż zero. 

Na tej mikrej wiedzy zbudowany jest żart tego paska. Islam, więc kobieta okutana po oczy; feministka, więc domaga się zmian, metodą małych kroczków (absurdalne powiększeniu otworu, śmieszne jest już zatem zestawienie islamu i feminizmu); inne kobiety (nie feministki) uważają, że te postulaty to znaczna przesada (mem "normalne kobiety nie chcą mieć z feministkami nic wspólnego").  Uff.

  • no więc - nie śmieszy mnie żart "haha islamskie feministki", bo akurat coś o nich czytałem. Zajmują się poważnymi problemami (takimi jak analne gwałty małżeńskie, boki zrywać), są w trudnej sytuacji - przed islamem długa droga do laicyzacji; muszą sobie jakoś radzić w ciasnej przestrzeni swojej religii i kultury.
  • ale - czyżby pointą byłby debunk mema o "normalnych kobietach"? Pokazanie, jak idiotycznie wyglądają panie odrzucające osiągnięcia feminizmu?

Ale przecież ten komiks nie wisi w sobie w przestrzeni kosmicznej, tylko na konkretnej stronie www. I choć autor na wallu Śledzia stwierdził "Przepraszam, ale do tłumaczenia własnych żartów to jeszcze długo mnie nikt nie namówi", to wbrew deklaracji nie siedzi wcale cicho na temat swojego paska. Otóż pod komiksem możemy przeczytać:

Mam taką sugestię, żeby wysłać wszystkie wojujące feministki do miejsc, gdzie naprawdę miałyby coś do roboty.

dzięki czemu potwierdza moje przypuszczenie (związane z tym paskiem), że po prostu nienawidzi feministek. Żart z miotłami to typowy dowcip Schreodingera - zanim nie poznamy intencji autora, nie wiemy, czy nabija się z feministek, czy z durnego stereotypu feministki. Ale kiedy otwartym tekstem sprzedaje antyfeministycznego mema o tym, dlaczego wojujące feministki nie zajmą się kobietami, którym jest Naprawdę Źle (bo u nas nie mają nic do roboty, co nie?), to jesteśmy w domu. Pouczająca jest też lektura komentarzy. 

Więc nie dziw się drogi autorze, że Twoje intencje w przypadku komiksu "o głupich babach" i "o homoseksualizmie" nie są odczytywane jednoznacznie. Atakując feministki po prostu nie wzbudzasz zaufania. 

Ostatnio na Blip:
Coś pozytywnego mrw@poly