|
inżynieria memetyczna
Wpisy z tagiem: ttdkn
piątek, 12 listopada 2010
Fear and loathing in Warsaw
Na antifę poszedłem w zasadzie jako turysta, bo ten uliczny patriotyzm to warszawska specyfika. W Szczecinie nie do pomyślenia - a tu miasto zdaje sie plug-inem do Muzeum Powstania, flagi, harcerze, starsi ludzie udekorowani flagami, plakietkami i whatnot. Ale skoro już jestem na Ursynowie, to głupio byłoby, prawda, nie wskoczyć do metra i nie dołączyć do delegacji TTDKN:
foto: iPhone Wurmana Z jednej strony Piękno i Dobro, (tak ochrzciliśmy maskotki-transparenty TTDKN, podróbkę Hello Kitty i Różowego Jednorożca) , z drugiej kupa ludzi o nastrojach różnych - od euforii po czysty, ale jakby zrozumiały, hejt. Legalnie czy nielegalnie, tu poszło o kwestie estetyczne. Szowiniści udający patriotów śmierdzą faszyzmem jak osrana pielucha gównem i żadne pierdololo Kukiza czy Ziemkiewicza tego nie zmieni. Nigdy wcześniej nie widziałem policyjnej tarczy z bliska:
Ogólnie, lulz. Potem poszliśmy polansować się w Nowym Wspaniałym Świecie; a że było zimno, chciałem zamówić Karinie grzane wino (pozycja z menu wypisanego kredą na tablicy). Nie ma. Więc to tak wygląda komunizm, tak? Po jednej rundce - z przerwą na obserwację zmagań policji z jakimiś lewackoanarchistycznymi maruderami za oknem; krzyknąłem "zaczęło się!", ale kanapowa lewica zbyt przyrosła do kanapy, więc zajęliśmy się przygotowaniem teoretycznej podbudowy dla owych aktywnym kolegów - zmyliśmy się uprawiać biedahipsterkę w lokalu zakonserwowanym wraz z bywalcami w jakiś innych czasach (ale o niej zrobię notkę na zbliżającą się okazję). Co było dobre i piękne. Chciałem zrobić wieczorem notkę, ale było w końcu Święto Niepodległości; Szczecin i Ursynów połączyły siły w rytualnej partyjce Metal Sluga.
poniedziałek, 22 marca 2010
Kubek w cipce
Kiedyś niezbyt trzyźwy leżałem podziwiając kolorowy sufit toruńskiego, nieczynnego jeszcze pubu, kiedy z mroku odezwała się niezbyt trzeźwym głosem współtowarzyszka niedoli i zadała pytanie z cyklu egzystencjalne: -Michał, a ty się brzydzisz krwi z miesiączki? -Co? -No jak jest na czymś poplamione czy coś -No nie, mało jest rzeczy, których się brzydzę, krew to krew. A co? -E, nic. A teraz dostałem mail pt. "Aaaa! Aaaa!!!", a w nim link do strony "Naya - serwis o miesiączce". Ojej. Na pierwszy rzut oka rzecz jest ok - pozytywny przekaz dla lasek, akceptacja miesiączki, może trochę za bardzo w śmieszne hipisowskie klimaty, gdy nagle robi się like z podręcznika dla samic młodzieży wiejskiej z lat 60, który krąży po internetach i brzmi tak:
Wiedzieć musicie, że postęp nastąpił i dziś każda ekologicznie uświadomiona kobieta nie zakopie ani nie wyrzuci do ustępu, gdyż ma specjalną nieprzemakalną saszetkę na zużyte podpaski. Wait what zapyta ktoś. No tak, zużyte podpaski, które należy zabrać do domu i wyprać. Gdyż tak jest ekologiczniej.
Strona "Naya" pod płaszczykiem promowania pozytywnej menstruacji zajmuje się bowiem handlem podpaskami wielokrotnego użytku (które niby wychodzą taniej, ale to bulshit. Tanie to są pieluszki tetrowe). Bo te jednorazowego użytku, dla kobiet leniwych i mających w dupie Matkę Ziemię, nie dość, że produkują masę śmieci, powodują wycięcie lasów i zatrucie powietrza, to jeszcze PRAWDOPODOBNIE POWODUJĄ RAKA!!!111.
Ja akurat słyszałem, że to nieprawda, ale co ja tam wiem. Tzn. na wszelki wypadek sugeruję nie zjadać podpasek. Oczywiście z punktu widzenia hipiski karmiącej piersią do 12 roku życia moczenie przez kilka godzin zakrwawionych szmat to znakomity sposób na Dotarcie do Źródeł Swojej Kobiecości i Zespolenia z Pływami Pramatki, ale dla większości lasek to megaudręka nałożona na czas, który nie jest jakoś i tak szczególnie wygodny (Connie Willis napisała o tym kiedyś świetne opowiadanie pt. "Nawet królowa"). Pewnie, że fajnie by ograniczyć wykorzystywanie zasobów i surowców, ale dlaczego akurat kosztem kobiet? Może w ten sam sposób zrezygnować z wygody papieru toaletowego? Mogę wymyślić odpowiednią hipisowską bazę o celebracji kupy. Podobno czułe przemawianie do stolca pomaga na syndrom leniwego jelita. A oto obiecany w tytule One Girl One Cup (taki silikonowy kubeczek kosztuje 125 złotych, jeśli ktoś jest ciekawy):
A może tak sobie wetknąć cieciorkę? Podobno dobrze wchłania?
sobota, 20 marca 2010
Brawo, TTDKN
THINK-THANK, DKN! Skacząc po kanałach usłyszałem newsa w "TV Biznes", który po wyguglaniu okazał się "newsem" sprzed miesiąca. Otóż zostały wykonane badania, wedle których zwiększa się liczba użytkowników poszukujących w internecie treści religijnych (mówimy religijnych myślimy katolickich). Zastanawiam się, czy ktoś wpadł na prawdziwą przyczynę takiego wzrostu, a mianowicie wzrost jakości dostarczanego lolkontentu. Brawo, TTDKN, my tu sobie lolamy z Terlikowskiego, a on patrzy na słupki i cieszy, jaką popularnością się cieszy. Jego książka. Ciekawe, jak się sprzeda i kto ją kupi. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Tagi
|